Następne co usłyszałam to głośny pisk opon. Ostrożnie otwarłam oczy. Z samochodu wysiadła nieco wyższa ode mnie postać.
- To ty? – zawołaliśmy jednocześnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Żyję ! ..
- Tak – odpowiedział nieśmiało chłopak. Staliśmy tak na środku drogi. Moje uczucia były zmieszane. Po mojej twarzy spływały łzy, ale nie potrafiłam określić czy były to łzy szczęścia , czy też nie.
- Co ty tutaj robisz ? – spytał zdezorientowany. Znów przypomniałam sobie dlaczego ja tu jestem.
- … Justin proszę nie pytaj. Zabierz mnie stąd jak najszybciej, a wszystko Ci wytłumaczę.- mówiłam niespokojnie, po czym wtuliłam się w niego.
- Wszystko będzie dobrze. – wyszeptał gładząc moje włosy. Zabrał moją walizkę, położył na tylnie siedzenie i pomógł mi wejść do auta. Byłam tak roztrzęsiona, że nie potrafiłam się ruszyć. Oboje wsiedliśmy i ruszyliśmy. Sięgnęłam do torebki, by wyciągnąć chusteczki . Spojrzałam w lusterko, wyglądałam jak jakiś potwór. Byłam cała rozmazana, a moje oczy były całe czerwone od płaczu.
- Gdzie jedziemy ? – zapytał.
- Jak najdalej od wszystkiego i od wszystkich.. – wydukałam.
- Okey. No to zostaje nam tylko lotnisko.- powiedział. Z początku myślałam, że żartował , ale po kilkunastu minutach zrozumiałam, że się myliłam..
- Co my tu robimy? – spytałam nie urywając zdziwienia.
- No mówiłem przecież, że jedziemy na lotnisko .. polecimy na krótkie wakacje.- powiedział uśmiechając się złowieszczo. Nie ukrywam spodobał mi się ten pomysł , ale to było bardzo dziwne i nie mogłam się na to zgodzić.
- Żartujesz ? Jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież nikt nie wie, że tu jesteś. Nie masz nawet żadnych rzeczy . – próbowałam się wykręcić.
- I tu się mylisz- powiedział i w tej chwili wyciągnął jeszcze jedną walizkę. Spojrzałam na niego robiąc minę z serii „ wtf” ?
- O co tutaj chodzi? – spytałam.
- Chodź wszystko ci wytłumaczę – powiedział i objął mnie ramieniem. Nie opierałam się, a poza tym było mi bardzo zimno. Justin doskonale to wyczuł i dał mi swoją bluzę.
- Dziękuję ;) – wyszeptałam i pocałowałam go w policzek. Był wyraźnie uradowany. No co ? Przecież zasłużył, c’nie? Podeszliśmy do jednej z kas . Było bardzo pusto i cicho. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego spokoju na lotnisku. Kasjerka dziwnie nam się przyglądała. Zresztą pozostali ludzie również. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymamy się za ręce ! Nie dziwie się. Justin Bieber na lotnisku, w ciągu nocy, z jakąś dziewczyną, z walizkami, a na dodatek trzymają sięga ręce. To musiało wywołać sensację i lekkie zamieszanie. Całe szczęście większości byli to dorośli już ludzie, więc obyło się bez wrzeszczących fanek.
- Dokąd? – zapytała młodziutka kasjerka. Wyglądała na miłą i taka też się okazała. Miała ciemne, krótkie włosy i jasną karnację. Po akcencie było też widać, iż nie jest „ tutejsza”.
- Poproszę dwa bilety do .. hmm .. do .. gdzie?- szepnął w moją stronę.
- Jak najdalej .. – wyszeptałam.
- A dokąd są najbliższe loty? – tym razem spytał kasjerkę.
- Chwileczkę. Hm . Za godzinę jest lot do NY, za dwie do Nowego Orleanu. I to chyba wszystko. A chwila. Jest jeszcze na Bahama, ale to za 15 minut . – powiedziała ze skrzywioną miną. Justin spojrzał na mnie z niepewnością. Zastanowiła się chwilkę i pomyślałam, że to nie jest wcale taki głupi pomysł. Bahama – ciepły ocean, piękne plaże i przystojni chłopacy. Super sprawa ! Tylko jest jeden tyci problem. Wylot jest za 15 minut.
- Jak pani myśli ? Zdążymy? – zapytałam .
- Jeśli się pośpieszycie , to jest mała szansa! – odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Dobrze, niech pani da te bilety, byle szybko! – wysyczał w pośpiechu Bieber. Kasjerka wydała bilety, a Justin za nie zapłacił. Ile sił w nogach pobiegliśmy na odprawę. Mieliśmy szczęście, bo do samolotu dotarliśmy kilka minut przed odlotem.
- O Boże , ale się zmachałam – wyszeptałam ciężko oddychając.
- Ale zdążyliśmy ! – dokończył chłopak. Usieliśmy obok siebie w wygodnych fotelach i zapieliśmy pasy. Spojrzałam przez małe , okrągłe okienko i lekko się uśmiechnęłam. Przez chwilę milczeliśmy , ale po chwili , mój towarzysz przerwał ciszę :
- Właściwie to co się stało ? Dlaczego uciekłaś z domu ? – zapytał nieśmiało .
- Wiesz , to długa historia . . . – zaczęłam i opowiedziałam mu całą historie . Słuchał mnie z lekkim przygnębieniem.
- Ooo . To smutne . – wydukał kiedy skończyłam.
- A ty ? Dlaczego chcesz wyjechać ? Co się takiego stało ? – zadałam pytanie z iskierką w oku.
- Przepraszam Cię . . – wypowiedział.
- Ale za co ?
- Za to , że ci w tedy nie uwierzyłem .. – odpowiedział. – widziałem ich .. widziałem ich jak obściskiwali się przy moim hotelu . – mówiąc to , zauważyłam , że po policzku chłopaku spływa jedna , mała łza . „ To wszystko jasne ! „ – pomyślałam.
- Nic się nie stało . Przeprosiny przyjęte .Nie martw się , będzie dobrze . – objęłam go i lekko przytuliłam. On odwzajemnił mój uścisk.
- Chciałbym ci uwierzyć . . naprawdę chciał bym . .
- Eyy , na pewno tak będzie .
- I jeszcze jedno .Przepraszam cię ,że prawie bym cię dzisiaj przejechał samochodem . – speszył się lekko.
- Aaa . A spoko . Najwyżej…nie chce myśleć co by się stało-powiedziałam chichrając się pod nosem – Eyy , nie martw się już ! Lecimy na Bahama ! – powiedziałam wyższym tonem głosu i klepnęłam go w plecy.
- Dobra . Koniec zmartwień . Teraz rozmawiajmy o samych pozytywach !
- Zgadzam się . – powiedziałam . Po krótkim zastanowieniu powiedziałam łapiąc się za głowę.
- Cholera ! Zapomniałam o czymś ! – wykrzyknęłam.
- O czym ? – zapytał z przerażeniem w oczach Juss.
- Na Boga zapomniałam o stroju kąpielowym ! – wybuchłam śmiechem.
- Jej . – wyjęczał . – Weź mnie tu nie stresuj , bo zawału przez ciebie dostanę ! Nie martw się . Strój kupimy na miejscu ! Uwierz mi ! W wybieraniu bielizny lub tego typu rzeczy jestem najlepszy ! – powiedział pewnym siebie tonem.
- Nie wątpię to ! – odpowiedziałam chichocząc. Przez jakieś 2 godziny rozmawialiśmy śmiejąc się w niebo głosy i nie przejmując się warczącymi na około pasażerami. Byłam tak wykończona , że nawet nie zorientowałam się kiedy usnęłam. Obudziłam się na pół godziny przed lądowaniem. Przetarłam oczy i zauważyłam śpiącego obok mnie Justina. Wyglądało na to , że spaliśmy przytuleni jak dwa misie, jednak mało mnie to w tej chwili obchodziło. Nie chciałam go budzić . Usiadłam i zaczęłam myśleć. Przypomniało mi się jak to jeszcze nie dawno go nienawidziłam. Uważałam , że jest pozerem i egoistą .. Zdałam sobie sprawę , że nie zawsze mam racje i , że nie ocenia się ludzi po okładce. W czasie moich przemyśleń Justin zdążył się obudzić. Patrzył na mnie jak na jakąś wariatkę.
- O czym tak fantazjujesz ? – uśmiechnął się .
- Nie fantazjuje tylko myślę brzydalu ! – uderzyłam go delikatnie .
- To o czym tak myślisz ? – zapytał ponownie .
- Aaa . . o wszystkim i o niczym . . przypomniało mi się jaka ja kiedyś byłam głupia . – wyszeptałam.
- Dużo się nie zmieniło ! – wybuchnął śmiechem Justin.
- Wiesz co ?! Nie lubię cię już ! – usiadłam w drugą stronę zawieszając rękę na rękę .
- Przecież żartuje ! – powiedział z litością chłopak. Tak naprawdę chciałam go tylko zdenerwować i udawałam. Odwróciłam się i pokazałam mu język .
- W formie przeprosin musisz pocałować mnie o tuu!. – wskazałam na moje usta. Chłopak bez wahania wykonał zadanie. Zawstydziłam się troszeczkę, a zarazem poczułam motylki w brzuchu . . „ Czy to coś oznacza ? „ – pomyślałam. Chwilę potem usłyszałam komunikat „ Uwaga , uwaga ! Proszę zapiąć pasy ! Za chwilę lądujemy !” . Zapięłam pasy i rozejrzałam się .
- Witaj nowy świecie ! – wypowiedziałam klaszcząc w ręce .
****
Rozdział 14 ;). Nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Myślę, że jest trochę zaskakujący. Zbliżamy się do 3 tysięcy wyświetleń za co jestem Wam wdzięczna... Znowu ;). Kiedy następny ? Już niebawem...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julu.Ś ; *. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julu.Ś ; *. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 czerwca 2011
poniedziałek, 16 maja 2011
4. Spojrzałam w jego oczy i tylko się uśmiechnęłam.
Miałam wrażenie, że ten lot jest jakby początkiem czegoś nowego.
- Czuję, że zdarzy się tam coś niezwykłego - wyszeptałam ...
Po półgodzinnym locie wylądowaliśmy. Byłam szczęśliwa, że wszystko było bez komplikacji. Na lotnisku już z daleka witali nas z uśmiechem moi dziadkowie.
- Lauren, Weronica, ależ wyrosłyście ! - powiedziała na przywitanie babcia i mocno nas przytuliła. Taak to cała babcia.
- Strasznie się za Wami stęskniłam - mówiłam (albo pierdoliłam xd jak twierdzi mój tata ;)).
- Drogie panie może już wystarczy. Zbierajmy się, bo chyba nie będziemy tu tak stać. - powiedział dziadek, po czym spojrzał w górę. Faktycznie pogoda robiła się nieciekawa. Zapakowaliśmy nasze walizki do ogromnego Jeppa dziadka. Jechaliśmy mijając kolejne zakamarki miasta. Każdy z nich miał dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Przejeżdżając przez ulice i spoglądając na nie przez szybę, moje wpomnienia wracały. Krążyłam wzrokiem szukając mojego ulubionego miejsca z dzieciństwa. O jest ! Mój ukochany plac zabaw. Spędzałam tu każdą wolną chwilę... Ależ tu się wszystko pozmieniało. Zresztą ja też się zmieniłam. Poprzednio będąc tu cieszyłam się z każdej chwili życia, a teraz co ? Stałam się jakimś dziwolągiem zamkniętym w sobie. Muszę coś w sobie zmienić. Całą drogę milczeliśmy, tylko babcia cały czas gadała, aż w końcu dzadek ją uciszył. Po kilkunastu minutach byliśmy pod domem. O ile można go tak nazwać. Bardziej przypominał jakiś hotel lub apartamentowiec. Taak. Moja rodzina kocha luksus, na który niestety może sobie pozwolić. Nasza sytuacja materialna jest wysoko ustabilizowana. Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, od najmłodszych lat mama wmawiała mi, że nieważne kim człowiek jest zewnątrz, ale wewnątrz. Niestety teraz i ją to trafiło. Liczy się tylko praca i kasa... Można powiedzieć, że przez ostatnie lata wychowałam się sama. Zabrałyśmy nasze walizki i poszłyśmy rozpakować się do swoich pokoi. Na kolację postanowiłyśmy zamówić pizzę, ponieważ dziadkowie musieli już jechać. W czasie oczekiwania bardzo nam się nudziło, dlatego postanowiłyśmy poprzeglądać zdjęcia. W większości były jeszcze czarno-białe. Między jednymi znalazłam kopertę. Była bardzo zakurzona. Przez chwilę zastanawiałam się czy powinnam ją otworzyć, ale przecież to nic złego prawda ? Był w niej krótki list. Chciałam go przeczytać, ale przyjaciółka wyrwała mi go z rąk.
- Ey co robisz ? - wysyczałam.
- Lauren chyba nie powinnaś tego robić - spojrzała na mnie surowym wzrokiem.
- Racja przepraszam zagalopowałam się - udałam skruchę. Nie drążyłyśmy już tego tematu, bo właśnie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Był to oczywiście dostawca pizzy. Pospiesznie zapłaciłam podaną sumę i zamknęłam drzwi. Karton z pizzą położyłam na stole, sama udałam się do kuchni, gdzie Weronica rozkładała już talerze. Rozłożyłyśmy wszystko, usiadłyśmy i zaczęłyśmy pochłaniać nasze porcje (tak jak ten odkurzacz w Teletubisiach ; d). Z przejęciem Werca opowiadała o jutrzejszym wieczorze. Przeżywała jakby nie wiem co o było. Zresztą próbowałam się jakoś wykręcić i lepiej wykorzystać ten czas, ale ona nie dawała za wygraną. Około 23:30 położyłyśmy się spać. Rano obudził mnie krzyk dobiegający z sąsiedniego pokoju. Przerażona pobiegłam zobaczyć co się stało. Wchodząc ujrzałam siedzącą na łóżku całą roztrzęsioną Werr.
- Co jest ? - zapytałam z troską.
- Lauren, ja, ja nie mam się w co ubrać ! - wykrzyczała. Tą odpowiedzią mnie wyprowadziła z równowagi.
- Straszneee. Na pewno on zwróci na to w co jesteś ubrana, o ile wg zwróci - parsknęłam i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam, że resztę dnia spędzę w łóżku. Tak też zrobiłam. Nie miałam ochoty przez cały dzień słuchać o "problemach" mojej przyjaciółki. Wzięłam laptopa i poszperałam trochę w sieci. Około godziny 17:30 zeszłam na dół aby coś zjeść. Po zjedzeniu poszłam się wykąpać. Nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Wysuszyłam włosy i zaczęłam się ubierać. Nie miałam problemu z wyborem ciuchów. Postawiłam na to co zwykle. Luźny top, krótkie spodenki jeansowe i moje ulubione fioletowe trampki. O tak ! Kocham ten kolor. Zrobiłam delikatny makijaż podkreślając rzęsy tuszem, a usta błyszczykiem. Co do włosów postawiłam na naturalo=ność. Zostawiłam takie jakie były po wysuszeniu. Było po 19, więc zaczęłyśmy się zbierać. Kiedy dojechaliśmy już na miejsce doznałam szoku. Nigdy w życiu nie widziałam tyle ludzi w jednym miejscu .. No dobra , może raz jak w centrum handlowym w L.A były wyprzedaże .. No , ale wracając do tematu. Stanęłyśmy w tej długaśnej kolejce i czekałyśmy , aż zaczną nas wpuszczać na halę. Koncert miał rozpocząć się o 21:00. W tym dniu nie miałam zbyt dobrego humoru głównie ze względu na to , że musiałam jechać na koncert artysty którego tak bardzo nienawidziłam . Zrobiłam to tylko dla Werr, bo jest przecież moją najlepszą przyjaciółką . Wchodząc podałyśy nasze bilety grubemu, czarnoskóremu gościowi (nie Weronika, to nie był Kenny ;P) Około godziny 20 ta ogromna hala na której miał odbyć się koncert zaczęła się wypełniać . Razem z Weronicą miałyśmy złote bilety , więc stałyśmy w pierwszym rzędzie. Nigdy nie widziałam mojej przyjaciółki w takim stanie! Była tak zajarana , że masakra . XD Aż w końcu zaczęło się . Biebs latał po tej wielkiej scenie i wydawał z siebie okropne dźwięki , które niektórzy nazywają śpiewem. Nie mogłam już znieść tych krzyków .. A zwłaszcza tych ryków napalonych fanek Biebera. Najgorsze było to , że stałyśmy przed głośnikami , więc hałas był naprawdę nie do zniesienia. Po jakiś 20 minutach stwierrdziałam , że dość tego , bo za chwilę tam ogłuchnę.
- Weronica ja stąd wychodzę , bo nie mogę już tego znieść. Spotkamy się u mojej babci. Weź samochód , ja wezmę taksówkę. Paa ! powiedziałam , po czym pocałowałam ją w polik ,włożyłam bilet do jej torebki i wyszłam. Wiedziałam , że w tym momencie zrezygnowałam z czegoś o czym marzy każda fanka Justina , ale akurat mało mnie to interesowało .. Szłam przez jakiś ciemny korytarz. Zza pleców nadal słychać było wiwatowanie nieogarniętych lasek. Szłam coraz szybciej i nie zauważając jakiegoś głupiego kamienia ( właściwie nie wiem co on tam robił ) potknęłam się i przewróciłam.
- Ałćć ! krzyknęłam głośno . Czułam ogromny ból w kostce . Oparłam się o ścianę i lekko pomasowałam moją nogę . Próbowałam się podnieść , ale nie miałam siły. Nagle zobaczyłam cień jakieś osoby która zmierzała w moją stronę.
- Nic ci nie jest? zapytał jakiś głos .
- Przepraszam , nie widzę Cię , mógłbyś zapalić światło ? -
Chłopak rozejrzał się po korytarzu i po krótkich poszukiwaniach znalazł włącznik od światła. Podszedł z powrotem w moją stronę .
- To jak ? Nic Ci nie jest ? - zapytał ponownie .
- Yyy , nie chyba nie . Ale czuje ból w kostce i nie mogę się podnieść . skrzywiłam się. Mógłbyś pomóc mi wstać ? uśmiechnęłam się w jego stronę . Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym podał mi dłoń i podciągnął w swoją stronę .
- Ałłł .. - wysyczałam pod nosem .
- Ochh .. pewnie zwichnięta . powiedział chłopak . Spojrzałam w jego oczy i tylko się uśmiechnęłam. Miał śliczne niebieskie tęczówki . Awww .. jak ja uwielbiam ten kolor ..
- Chodź , poszukamy pomocy. Na pewno gdzieś w pobliżu stoi jakaś karetka czy coś . powiedział przerywając moje przemyślenia.
- Karetka ? A co ma tutaj robić karetka ? spytałam ze zdziwieniem .
- No jak to co ? A jak jakaś zwariowana fanka Biebera zemdleje na jego widok to będzie potrzebna jej pomoc , co nie ? powiedział po czym wybuchnął głośnym śmiechem .
- Aa . No tak . Nie wiem zupełnie nic na temat tej gwiazdki . - podrapałam się po głowie i zapytałam. A jak ty właściwie masz na imię ?
- Ja jestem Ryan . Podał mi rękę i lekko uścisną . A tyy ?
- Ja jestem Lauren , ale mów jak chcesz . odwzajemniłam uścisk. Ryan objął mnie w pasie i zapytał :
- Możesz iść . ? spojrzałam na niego po czym zrobiłam mały kroczek .
- Ałłł .. wyszeptałam . Chyba nie ! spojrzałam na niego z niepewnością .
- No to nie mamy wyboru .. wzruszył ramionami po czym wziął mnie na ręce.
- Achh , jaki dżentelmen pomyślałam . Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Rozglądałam się dookoła, aż w końcu zauważyłam karetkę pogotowia.
- Oooo , tam ! Wskazałam palcem . Kiedy doszliśmy do ambulansu opowiedziałam wszystko pielęgniarce.
- Gipsu tu nie potrzeba . Wystarczy tylko posmarować maścią i zabandażować ! puściła oczko w moją stronę . Po tych słowach odetchnęłam z ulgą . Kobieta zrobiła to co potrzeba i wypisała receptę.
- Teraz tylko proszę jechać do domu i odpoczywać .
- Dobrze .. wyszeptałam i wstałam .
- Mógł byś mi pomóc ? - spojrzałam kątem oka na chłopaka . Ten chwycił mnie pod ramie i pomógł wyjść z karetki .
- Dziękuję Ci bardzo za pomoc . Teraz pozwól tylko , że zadzwonię po taksówkę zakomunikowałam po czym zaczęłam grzebać w torebce i szukać telefonu .
- Daj spokój ! Podwiozę Cię ! powiedział pewnym głosem Ryan.
- Naprawdę ? Byłoby świetnie .. odparłam i poprawiłam sobie włosy . - To chodźmy , tam stoi mój samochód ! - chłopak wskazał palcem na jakiś sportowe auto. Ruszyliśmy w jego stronę . Wsiedliśmy po czym Ryan odpalił samochód. Jechaliśmy jakieś 20 min . Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się aż w końcu dojechaliśmy na miejsce . Chciałam już wychodzić, a właściwie chwyciłam już klamkę kiedy chłopak zapytał :
- Poczekaj .. Może zostawiłabyś mi swój numer telefonu . ? spojrzał na mnie nieśmiałym wzrokiem.
- Jasne . Nie mam nic przeciwko temu ; ) Ale ty też dasz mi swój ! Wyciągnęłam telefon z torebki i dałam go koledze . On dał mi swój . Zapisałam swój numer i oddałam .
- No , to na razie ! Dziękuje Ci za wszystko i mam nadzieje , że jeszcze się spotkamy ! - pocałowałam go w policzek i grzecznie wyszłam z samochodu . Pod drzwiami obróciłam się tylko do tyłu i pomachałam kierowcy . Muszę to przyznać .. chłopak bardzo mi się podobał....
****
Jest 4 ;). Trochę dłuższy, ale muszę Wam to wynagrodzić. Niestety mam teraz mniej czasu i rozdziały będą co drugi dzień, a może nawet rzadziej. Nie mam siły ani pomysłu na dalsze rozdziały.. nie wiem czy jest sens piasać i czy wg ktoś to czyta. Podejrzewam, że nie i pewnie wkrótcę zawieszę bloga na pewien czas. Tyle na dziś...
- Czuję, że zdarzy się tam coś niezwykłego - wyszeptałam ...
Po półgodzinnym locie wylądowaliśmy. Byłam szczęśliwa, że wszystko było bez komplikacji. Na lotnisku już z daleka witali nas z uśmiechem moi dziadkowie.
- Lauren, Weronica, ależ wyrosłyście ! - powiedziała na przywitanie babcia i mocno nas przytuliła. Taak to cała babcia.
- Strasznie się za Wami stęskniłam - mówiłam (albo pierdoliłam xd jak twierdzi mój tata ;)).
- Drogie panie może już wystarczy. Zbierajmy się, bo chyba nie będziemy tu tak stać. - powiedział dziadek, po czym spojrzał w górę. Faktycznie pogoda robiła się nieciekawa. Zapakowaliśmy nasze walizki do ogromnego Jeppa dziadka. Jechaliśmy mijając kolejne zakamarki miasta. Każdy z nich miał dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Przejeżdżając przez ulice i spoglądając na nie przez szybę, moje wpomnienia wracały. Krążyłam wzrokiem szukając mojego ulubionego miejsca z dzieciństwa. O jest ! Mój ukochany plac zabaw. Spędzałam tu każdą wolną chwilę... Ależ tu się wszystko pozmieniało. Zresztą ja też się zmieniłam. Poprzednio będąc tu cieszyłam się z każdej chwili życia, a teraz co ? Stałam się jakimś dziwolągiem zamkniętym w sobie. Muszę coś w sobie zmienić. Całą drogę milczeliśmy, tylko babcia cały czas gadała, aż w końcu dzadek ją uciszył. Po kilkunastu minutach byliśmy pod domem. O ile można go tak nazwać. Bardziej przypominał jakiś hotel lub apartamentowiec. Taak. Moja rodzina kocha luksus, na który niestety może sobie pozwolić. Nasza sytuacja materialna jest wysoko ustabilizowana. Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, od najmłodszych lat mama wmawiała mi, że nieważne kim człowiek jest zewnątrz, ale wewnątrz. Niestety teraz i ją to trafiło. Liczy się tylko praca i kasa... Można powiedzieć, że przez ostatnie lata wychowałam się sama. Zabrałyśmy nasze walizki i poszłyśmy rozpakować się do swoich pokoi. Na kolację postanowiłyśmy zamówić pizzę, ponieważ dziadkowie musieli już jechać. W czasie oczekiwania bardzo nam się nudziło, dlatego postanowiłyśmy poprzeglądać zdjęcia. W większości były jeszcze czarno-białe. Między jednymi znalazłam kopertę. Była bardzo zakurzona. Przez chwilę zastanawiałam się czy powinnam ją otworzyć, ale przecież to nic złego prawda ? Był w niej krótki list. Chciałam go przeczytać, ale przyjaciółka wyrwała mi go z rąk.
- Ey co robisz ? - wysyczałam.
- Lauren chyba nie powinnaś tego robić - spojrzała na mnie surowym wzrokiem.
- Racja przepraszam zagalopowałam się - udałam skruchę. Nie drążyłyśmy już tego tematu, bo właśnie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Był to oczywiście dostawca pizzy. Pospiesznie zapłaciłam podaną sumę i zamknęłam drzwi. Karton z pizzą położyłam na stole, sama udałam się do kuchni, gdzie Weronica rozkładała już talerze. Rozłożyłyśmy wszystko, usiadłyśmy i zaczęłyśmy pochłaniać nasze porcje (tak jak ten odkurzacz w Teletubisiach ; d). Z przejęciem Werca opowiadała o jutrzejszym wieczorze. Przeżywała jakby nie wiem co o było. Zresztą próbowałam się jakoś wykręcić i lepiej wykorzystać ten czas, ale ona nie dawała za wygraną. Około 23:30 położyłyśmy się spać. Rano obudził mnie krzyk dobiegający z sąsiedniego pokoju. Przerażona pobiegłam zobaczyć co się stało. Wchodząc ujrzałam siedzącą na łóżku całą roztrzęsioną Werr.
- Co jest ? - zapytałam z troską.
- Lauren, ja, ja nie mam się w co ubrać ! - wykrzyczała. Tą odpowiedzią mnie wyprowadziła z równowagi.
- Straszneee. Na pewno on zwróci na to w co jesteś ubrana, o ile wg zwróci - parsknęłam i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam, że resztę dnia spędzę w łóżku. Tak też zrobiłam. Nie miałam ochoty przez cały dzień słuchać o "problemach" mojej przyjaciółki. Wzięłam laptopa i poszperałam trochę w sieci. Około godziny 17:30 zeszłam na dół aby coś zjeść. Po zjedzeniu poszłam się wykąpać. Nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Wysuszyłam włosy i zaczęłam się ubierać. Nie miałam problemu z wyborem ciuchów. Postawiłam na to co zwykle. Luźny top, krótkie spodenki jeansowe i moje ulubione fioletowe trampki. O tak ! Kocham ten kolor. Zrobiłam delikatny makijaż podkreślając rzęsy tuszem, a usta błyszczykiem. Co do włosów postawiłam na naturalo=ność. Zostawiłam takie jakie były po wysuszeniu. Było po 19, więc zaczęłyśmy się zbierać. Kiedy dojechaliśmy już na miejsce doznałam szoku. Nigdy w życiu nie widziałam tyle ludzi w jednym miejscu .. No dobra , może raz jak w centrum handlowym w L.A były wyprzedaże .. No , ale wracając do tematu. Stanęłyśmy w tej długaśnej kolejce i czekałyśmy , aż zaczną nas wpuszczać na halę. Koncert miał rozpocząć się o 21:00. W tym dniu nie miałam zbyt dobrego humoru głównie ze względu na to , że musiałam jechać na koncert artysty którego tak bardzo nienawidziłam . Zrobiłam to tylko dla Werr, bo jest przecież moją najlepszą przyjaciółką . Wchodząc podałyśy nasze bilety grubemu, czarnoskóremu gościowi (nie Weronika, to nie był Kenny ;P) Około godziny 20 ta ogromna hala na której miał odbyć się koncert zaczęła się wypełniać . Razem z Weronicą miałyśmy złote bilety , więc stałyśmy w pierwszym rzędzie. Nigdy nie widziałam mojej przyjaciółki w takim stanie! Była tak zajarana , że masakra . XD Aż w końcu zaczęło się . Biebs latał po tej wielkiej scenie i wydawał z siebie okropne dźwięki , które niektórzy nazywają śpiewem. Nie mogłam już znieść tych krzyków .. A zwłaszcza tych ryków napalonych fanek Biebera. Najgorsze było to , że stałyśmy przed głośnikami , więc hałas był naprawdę nie do zniesienia. Po jakiś 20 minutach stwierrdziałam , że dość tego , bo za chwilę tam ogłuchnę.
- Weronica ja stąd wychodzę , bo nie mogę już tego znieść. Spotkamy się u mojej babci. Weź samochód , ja wezmę taksówkę. Paa ! powiedziałam , po czym pocałowałam ją w polik ,włożyłam bilet do jej torebki i wyszłam. Wiedziałam , że w tym momencie zrezygnowałam z czegoś o czym marzy każda fanka Justina , ale akurat mało mnie to interesowało .. Szłam przez jakiś ciemny korytarz. Zza pleców nadal słychać było wiwatowanie nieogarniętych lasek. Szłam coraz szybciej i nie zauważając jakiegoś głupiego kamienia ( właściwie nie wiem co on tam robił ) potknęłam się i przewróciłam.
- Ałćć ! krzyknęłam głośno . Czułam ogromny ból w kostce . Oparłam się o ścianę i lekko pomasowałam moją nogę . Próbowałam się podnieść , ale nie miałam siły. Nagle zobaczyłam cień jakieś osoby która zmierzała w moją stronę.
- Nic ci nie jest? zapytał jakiś głos .
- Przepraszam , nie widzę Cię , mógłbyś zapalić światło ? -
Chłopak rozejrzał się po korytarzu i po krótkich poszukiwaniach znalazł włącznik od światła. Podszedł z powrotem w moją stronę .
- To jak ? Nic Ci nie jest ? - zapytał ponownie .
- Yyy , nie chyba nie . Ale czuje ból w kostce i nie mogę się podnieść . skrzywiłam się. Mógłbyś pomóc mi wstać ? uśmiechnęłam się w jego stronę . Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym podał mi dłoń i podciągnął w swoją stronę .
- Ałłł .. - wysyczałam pod nosem .
- Ochh .. pewnie zwichnięta . powiedział chłopak . Spojrzałam w jego oczy i tylko się uśmiechnęłam. Miał śliczne niebieskie tęczówki . Awww .. jak ja uwielbiam ten kolor ..
- Chodź , poszukamy pomocy. Na pewno gdzieś w pobliżu stoi jakaś karetka czy coś . powiedział przerywając moje przemyślenia.
- Karetka ? A co ma tutaj robić karetka ? spytałam ze zdziwieniem .
- No jak to co ? A jak jakaś zwariowana fanka Biebera zemdleje na jego widok to będzie potrzebna jej pomoc , co nie ? powiedział po czym wybuchnął głośnym śmiechem .
- Aa . No tak . Nie wiem zupełnie nic na temat tej gwiazdki . - podrapałam się po głowie i zapytałam. A jak ty właściwie masz na imię ?
- Ja jestem Ryan . Podał mi rękę i lekko uścisną . A tyy ?
- Ja jestem Lauren , ale mów jak chcesz . odwzajemniłam uścisk. Ryan objął mnie w pasie i zapytał :
- Możesz iść . ? spojrzałam na niego po czym zrobiłam mały kroczek .
- Ałłł .. wyszeptałam . Chyba nie ! spojrzałam na niego z niepewnością .
- No to nie mamy wyboru .. wzruszył ramionami po czym wziął mnie na ręce.
- Achh , jaki dżentelmen pomyślałam . Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Rozglądałam się dookoła, aż w końcu zauważyłam karetkę pogotowia.
- Oooo , tam ! Wskazałam palcem . Kiedy doszliśmy do ambulansu opowiedziałam wszystko pielęgniarce.
- Gipsu tu nie potrzeba . Wystarczy tylko posmarować maścią i zabandażować ! puściła oczko w moją stronę . Po tych słowach odetchnęłam z ulgą . Kobieta zrobiła to co potrzeba i wypisała receptę.
- Teraz tylko proszę jechać do domu i odpoczywać .
- Dobrze .. wyszeptałam i wstałam .
- Mógł byś mi pomóc ? - spojrzałam kątem oka na chłopaka . Ten chwycił mnie pod ramie i pomógł wyjść z karetki .
- Dziękuję Ci bardzo za pomoc . Teraz pozwól tylko , że zadzwonię po taksówkę zakomunikowałam po czym zaczęłam grzebać w torebce i szukać telefonu .
- Daj spokój ! Podwiozę Cię ! powiedział pewnym głosem Ryan.
- Naprawdę ? Byłoby świetnie .. odparłam i poprawiłam sobie włosy . - To chodźmy , tam stoi mój samochód ! - chłopak wskazał palcem na jakiś sportowe auto. Ruszyliśmy w jego stronę . Wsiedliśmy po czym Ryan odpalił samochód. Jechaliśmy jakieś 20 min . Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się aż w końcu dojechaliśmy na miejsce . Chciałam już wychodzić, a właściwie chwyciłam już klamkę kiedy chłopak zapytał :
- Poczekaj .. Może zostawiłabyś mi swój numer telefonu . ? spojrzał na mnie nieśmiałym wzrokiem.
- Jasne . Nie mam nic przeciwko temu ; ) Ale ty też dasz mi swój ! Wyciągnęłam telefon z torebki i dałam go koledze . On dał mi swój . Zapisałam swój numer i oddałam .
- No , to na razie ! Dziękuje Ci za wszystko i mam nadzieje , że jeszcze się spotkamy ! - pocałowałam go w policzek i grzecznie wyszłam z samochodu . Pod drzwiami obróciłam się tylko do tyłu i pomachałam kierowcy . Muszę to przyznać .. chłopak bardzo mi się podobał....
****
Jest 4 ;). Trochę dłuższy, ale muszę Wam to wynagrodzić. Niestety mam teraz mniej czasu i rozdziały będą co drugi dzień, a może nawet rzadziej. Nie mam siły ani pomysłu na dalsze rozdziały.. nie wiem czy jest sens piasać i czy wg ktoś to czyta. Podejrzewam, że nie i pewnie wkrótcę zawieszę bloga na pewien czas. Tyle na dziś...
czwartek, 5 maja 2011
Epilog ...." Nic nie dzieje się bez przyczyny "
* Rok później *
Jutro mija rok od tamtego magicznego koncertu. Pierwsza rocznica naszego związku. Ten dzień będzie podwójnie ważny. Być może najważniejszy w całym moim życiu ... Tak dobrze myślicie. Wychodze za mąż! Nasza skromna ceremonia będzie miała miejsce w L.A w hotelu w którym się poznaliśmy. Będzie tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Nadal ukrywamy swoje uczucia i jak na razie to się nie zmieni. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nigdy nie przypuszczałabym, że taki dzień kiedyś nadejdzie. Jestem w swoim hotelowym pokoju. Za chwilę powinny się zjawić moje przyjaciółki. Ostatni rok przebiegł w doskonałym tempie. Z Christianem nie utrzymujemy już kontaktu, ale wiem , że po naszym rozstaniu próbował popełnić samobójstwo. Został zaproszony na nasz ślub, ale pewnie się nie zjawi. Jest mi przykro i chwilami na prawdę bardzo za nim tęsknię. Pomimo, że go nie kochałam był i nadal jest dla mnie kimś ważnym. O! Przyszły dziewczyny.
- Wow. Laski wyglądacie zjawiskowo! - wydarłam się.
Bardzo się cieszyłam na ten wieczór. Specjalnie na tę uroczystość przyleciały z Polski moje przyjaciółki Julia i Weronika ( XD ). Zapowiadało się fajnie tylko nie wiem czy nie będą miały problemów z dogadaniem się ( Caitlin nie mówi po Polsku, a Weronika i Julia nie znają perfekcyjnie angielskiego ) , ale to nie ma znaczenia. Najważniesze, że są tu ze mną. Z hotelowego barka wyciągnęłam kieliszki i wino. No co ? Jesteśmy już pełnoletnie! No może Anka jeszcze nie , ale już niedługo będzie! A właśnie, Anka ! Pomimo nieporozumień, udało się uratować naszą przyjaźń i bardzo się z tego cieszę . Usiadłyśmy na podłogę i zaczęłyśmy sączyć to co miałyśmy w kieliszkach. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym ... Ten wieczór zapowiadał się na udany. Około północy kiedy miałyśmy już niezły odwal, postanowiłyśmy sprawdzić jak zabawa u chłopców. Justin również miał wieczór , tyle że kawalerski ( ;dd ) . Jednym ruchem otwarłyśmy drzwi rzucając się na nich. A właśnie . Zapomniałam! Przecież Caitlin jest z Ryanem już ponad pół roku. Rozsiedliśmy się po całym apartamentowym salonie. Gadaliśmy długo. W końcu Cait zapytała.
- Ey . Nie jest wam smutno, że już nigdy nie będzie tak samo ?
- Nie, bo będzie jeszcze lepiej - odpowiedział za nas oboje Justin.
- No właśnie! Jutro Biebs rozdziewiczy ( xdd ) naszą Natkę ! - wypalił Ryan. Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem , a ja zawstydziłam się troszeczkę ...
- A co zazdrościsz mi ? - zapytał z uśmieszkiem Bieber. Zmierzyłam go wzrokiem uśmiechając się złowieszczo , a ten tylko spojrzał na mnie i puścił oczko.
- Ehee .. Już się boję . - pomyślałam .
- Ciebie też to czeka kochanie ! - wysyczałam w stronę Ryana. Reszta wieczoru , a raczej nocy przebiegła w świetnym nastroju. W końcu wykończeni zasnęliśmy nad ranem. Obudziłam się po 10:00. Wszyscy jeszcze spali. Po cichu wróciłam do swojego apartamentu. Wzięłam długą kąpiel. Później zaczęłam przygotowania. Około godziny 14 przyszły moje druhny wraz z całym sprzętem potrzebnych do ostatnich poprawek. Caitlin i Anka wymalowały mnie. W sumie żaden wielki make-up . Tylko rzęsy pomalowane tuszem, delikatnie oczy kredką i błyszczyk. Tak dziwnie, ale mam dopiero 18 lat i nie potrzebuje większej "tapety". Przebrałam się w białą sukienkę ze skromnymi dodatkami. Nie chciałam żadnych diamentów czy brylantów. Mam zwykłą sukienkę i skromny welon. Moi rodzice dopiero dziś przylecą. Widziałam ich w czasie wakacyjnego pobytu w Polsce i Bożego Narodzenia.
- Wyglądasz cudownie ! Ahh , tylko pozazdrościć - powiedziały chórem. Tak mają rację. Pewnie wiele tysięcy nastolatek oddałoby wszystko, żeby znaleźć się na moim miejscu, a ja nie zamieniłabym się z nimi za nic w świecie. Zbliżała się godzina 15:30. Mamy więc półtory godziny. Musimy ten czas dobrze wykorzystać. W końcu za kilkaset minut wszystko się zmieni. Już nigdy nie będzie tak samo. Długo zastanawiałam się czy dobrze robimy biorąc ślub w tak młodym wieku... " Przecież macie jeszcze dużo czasuu .. jesteście tacy młodzi! " - powtarzali. Jednak cały czas powtarzaliśmy ze śmiechem, że musimy zdążyć przed końcem świata, który ma być ponoć za kilka miesięcy. 17:00 zbliżała się nie ubłagalnie. Wszyscy po kolei weszli na dół. Zostałam tylko ja i mój świadek czyli Caitlin. Ceremonia odbędzie się w pobliskim kościele, ponieważ oboje jesteśmy katolikami. Po kilku minutach wkroczyli chłopacy. Tzn. Justin ze swoim świadkiem Ryanem. Oboje zaniemówiliśmy na swój widok. Mój przyszły mąż wyglądał cudownie. Zazdroszczę sobie takiego chłopaka. Tak, znowu odzywa się ta egoistyczna strona Natalii. Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce. Na dole wszyscy już czekali. Tylnym wyjściem wsiedliśmy do limuzyny. Po kilku minutach byliśmy już pod kościołem do którego też musieliśmy wejść tylnymi drzwiami. Wszyscy weszli i zajęli miejsca. Oczywiście w pierwszym rzędzie siedzieli nasi rodzice. Zaczęło się. Przez kolejne pół godziny nie działo się nic ważnego. W końcu nadszedł tak długo oczekiwany moment, najważniejszy nie tylko w całym tym dniu, ale i w życiu. Justin zaczął kolejno wymawiać słowa przysięgi. Nie mogłam powstrzymać łez. Na moim palcu zabłysnęła srebrna obrączka. Teraz moja kolej. Powtarzałam zgodnie słowa formułki. Nadszedł ostatni wers. Przed oczami przeleciało mi całe moje życie. Poczułam niepokój. Odwróciłam się i spojrzałam na wszystkich siedzących. Widziałam płaczącą Pattie, naszych wzruszonych przyjaciół, aż w końcu ujrzałam stojącego przy drzwiach Christiana. A więc przyszedł! Czułam radość i ulgę. Nasze wzroki spotkały się. Zapadła cisza. Patrzyliśmy tak chwilę , po czym Beadles uśmiechnął się.
- " I nie opuszczę Cię aż do śmierci " - wyszeptałam ...
* Narrator *
I tak zakończyła się historia naszych bohaterów. Nadszedł tak długo wyczekiwany happy end. Przez kolejne lata Caitlin wyszła za Ryana i mieli czworo dzieci. Cait została aktorką i skończyła szkołę teatralną, a Ryan jest zadowolonym koszykarzem. Anka ku zdziwieniu wszystkich została żoną Chrisa . Stworzyli szczęśliwą rodzinę, jednak Bealdes nigdy nie przestał kochać Natki , którą uważa za miłość swojego życia. A nasi główni bohaterowie? Nat została fotografem, a Justin nadal śpiewa, ale gra bardziej poważną muzykę. Wraz z Natką stworzyli piękną parę. Mieli troje dzieci. Widać cała historia musiała mieć taki przebieg, żeby w końcu był szczęśliwy koniec, bo przecież " Nic nie dzieje się bez przyczyny "...
Chciałabym wam również podziękować za tak liczne odwiedziny i od razu zaprosić do czytania nowego opowiadania. Już jutro , a może nawet dzisiaj dodam bohaterów i prolog. Obiecuje wam , że tamte będzie jeszcze bardziej interesujące . < 33
EDIT : Od Taala. Właśnie chciałyśmy Waam wszystkim podziękować ; *. Naprawdę nie myślałam, że ktoś to wg czyta. Jest nam bardzo miło z tego powodu. Cóż. Smutno mi teraz będzie bez Natki, ale będzie nowe opowiadanie mam nadzieję równie interesujące. Tyle ode mnie. Do następneego < 333.
Jutro mija rok od tamtego magicznego koncertu. Pierwsza rocznica naszego związku. Ten dzień będzie podwójnie ważny. Być może najważniejszy w całym moim życiu ... Tak dobrze myślicie. Wychodze za mąż! Nasza skromna ceremonia będzie miała miejsce w L.A w hotelu w którym się poznaliśmy. Będzie tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Nadal ukrywamy swoje uczucia i jak na razie to się nie zmieni. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nigdy nie przypuszczałabym, że taki dzień kiedyś nadejdzie. Jestem w swoim hotelowym pokoju. Za chwilę powinny się zjawić moje przyjaciółki. Ostatni rok przebiegł w doskonałym tempie. Z Christianem nie utrzymujemy już kontaktu, ale wiem , że po naszym rozstaniu próbował popełnić samobójstwo. Został zaproszony na nasz ślub, ale pewnie się nie zjawi. Jest mi przykro i chwilami na prawdę bardzo za nim tęsknię. Pomimo, że go nie kochałam był i nadal jest dla mnie kimś ważnym. O! Przyszły dziewczyny.
- Wow. Laski wyglądacie zjawiskowo! - wydarłam się.
Bardzo się cieszyłam na ten wieczór. Specjalnie na tę uroczystość przyleciały z Polski moje przyjaciółki Julia i Weronika ( XD ). Zapowiadało się fajnie tylko nie wiem czy nie będą miały problemów z dogadaniem się ( Caitlin nie mówi po Polsku, a Weronika i Julia nie znają perfekcyjnie angielskiego ) , ale to nie ma znaczenia. Najważniesze, że są tu ze mną. Z hotelowego barka wyciągnęłam kieliszki i wino. No co ? Jesteśmy już pełnoletnie! No może Anka jeszcze nie , ale już niedługo będzie! A właśnie, Anka ! Pomimo nieporozumień, udało się uratować naszą przyjaźń i bardzo się z tego cieszę . Usiadłyśmy na podłogę i zaczęłyśmy sączyć to co miałyśmy w kieliszkach. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym ... Ten wieczór zapowiadał się na udany. Około północy kiedy miałyśmy już niezły odwal, postanowiłyśmy sprawdzić jak zabawa u chłopców. Justin również miał wieczór , tyle że kawalerski ( ;dd ) . Jednym ruchem otwarłyśmy drzwi rzucając się na nich. A właśnie . Zapomniałam! Przecież Caitlin jest z Ryanem już ponad pół roku. Rozsiedliśmy się po całym apartamentowym salonie. Gadaliśmy długo. W końcu Cait zapytała.
- Ey . Nie jest wam smutno, że już nigdy nie będzie tak samo ?
- Nie, bo będzie jeszcze lepiej - odpowiedział za nas oboje Justin.
- No właśnie! Jutro Biebs rozdziewiczy ( xdd ) naszą Natkę ! - wypalił Ryan. Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem , a ja zawstydziłam się troszeczkę ...
- A co zazdrościsz mi ? - zapytał z uśmieszkiem Bieber. Zmierzyłam go wzrokiem uśmiechając się złowieszczo , a ten tylko spojrzał na mnie i puścił oczko.
- Ehee .. Już się boję . - pomyślałam .
- Ciebie też to czeka kochanie ! - wysyczałam w stronę Ryana. Reszta wieczoru , a raczej nocy przebiegła w świetnym nastroju. W końcu wykończeni zasnęliśmy nad ranem. Obudziłam się po 10:00. Wszyscy jeszcze spali. Po cichu wróciłam do swojego apartamentu. Wzięłam długą kąpiel. Później zaczęłam przygotowania. Około godziny 14 przyszły moje druhny wraz z całym sprzętem potrzebnych do ostatnich poprawek. Caitlin i Anka wymalowały mnie. W sumie żaden wielki make-up . Tylko rzęsy pomalowane tuszem, delikatnie oczy kredką i błyszczyk. Tak dziwnie, ale mam dopiero 18 lat i nie potrzebuje większej "tapety". Przebrałam się w białą sukienkę ze skromnymi dodatkami. Nie chciałam żadnych diamentów czy brylantów. Mam zwykłą sukienkę i skromny welon. Moi rodzice dopiero dziś przylecą. Widziałam ich w czasie wakacyjnego pobytu w Polsce i Bożego Narodzenia.
- Wyglądasz cudownie ! Ahh , tylko pozazdrościć - powiedziały chórem. Tak mają rację. Pewnie wiele tysięcy nastolatek oddałoby wszystko, żeby znaleźć się na moim miejscu, a ja nie zamieniłabym się z nimi za nic w świecie. Zbliżała się godzina 15:30. Mamy więc półtory godziny. Musimy ten czas dobrze wykorzystać. W końcu za kilkaset minut wszystko się zmieni. Już nigdy nie będzie tak samo. Długo zastanawiałam się czy dobrze robimy biorąc ślub w tak młodym wieku... " Przecież macie jeszcze dużo czasuu .. jesteście tacy młodzi! " - powtarzali. Jednak cały czas powtarzaliśmy ze śmiechem, że musimy zdążyć przed końcem świata, który ma być ponoć za kilka miesięcy. 17:00 zbliżała się nie ubłagalnie. Wszyscy po kolei weszli na dół. Zostałam tylko ja i mój świadek czyli Caitlin. Ceremonia odbędzie się w pobliskim kościele, ponieważ oboje jesteśmy katolikami. Po kilku minutach wkroczyli chłopacy. Tzn. Justin ze swoim świadkiem Ryanem. Oboje zaniemówiliśmy na swój widok. Mój przyszły mąż wyglądał cudownie. Zazdroszczę sobie takiego chłopaka. Tak, znowu odzywa się ta egoistyczna strona Natalii. Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce. Na dole wszyscy już czekali. Tylnym wyjściem wsiedliśmy do limuzyny. Po kilku minutach byliśmy już pod kościołem do którego też musieliśmy wejść tylnymi drzwiami. Wszyscy weszli i zajęli miejsca. Oczywiście w pierwszym rzędzie siedzieli nasi rodzice. Zaczęło się. Przez kolejne pół godziny nie działo się nic ważnego. W końcu nadszedł tak długo oczekiwany moment, najważniejszy nie tylko w całym tym dniu, ale i w życiu. Justin zaczął kolejno wymawiać słowa przysięgi. Nie mogłam powstrzymać łez. Na moim palcu zabłysnęła srebrna obrączka. Teraz moja kolej. Powtarzałam zgodnie słowa formułki. Nadszedł ostatni wers. Przed oczami przeleciało mi całe moje życie. Poczułam niepokój. Odwróciłam się i spojrzałam na wszystkich siedzących. Widziałam płaczącą Pattie, naszych wzruszonych przyjaciół, aż w końcu ujrzałam stojącego przy drzwiach Christiana. A więc przyszedł! Czułam radość i ulgę. Nasze wzroki spotkały się. Zapadła cisza. Patrzyliśmy tak chwilę , po czym Beadles uśmiechnął się.
- " I nie opuszczę Cię aż do śmierci " - wyszeptałam ...
* Narrator *
I tak zakończyła się historia naszych bohaterów. Nadszedł tak długo wyczekiwany happy end. Przez kolejne lata Caitlin wyszła za Ryana i mieli czworo dzieci. Cait została aktorką i skończyła szkołę teatralną, a Ryan jest zadowolonym koszykarzem. Anka ku zdziwieniu wszystkich została żoną Chrisa . Stworzyli szczęśliwą rodzinę, jednak Bealdes nigdy nie przestał kochać Natki , którą uważa za miłość swojego życia. A nasi główni bohaterowie? Nat została fotografem, a Justin nadal śpiewa, ale gra bardziej poważną muzykę. Wraz z Natką stworzyli piękną parę. Mieli troje dzieci. Widać cała historia musiała mieć taki przebieg, żeby w końcu był szczęśliwy koniec, bo przecież " Nic nie dzieje się bez przyczyny "...
Chciałabym wam również podziękować za tak liczne odwiedziny i od razu zaprosić do czytania nowego opowiadania. Już jutro , a może nawet dzisiaj dodam bohaterów i prolog. Obiecuje wam , że tamte będzie jeszcze bardziej interesujące . < 33
EDIT : Od Taala. Właśnie chciałyśmy Waam wszystkim podziękować ; *. Naprawdę nie myślałam, że ktoś to wg czyta. Jest nam bardzo miło z tego powodu. Cóż. Smutno mi teraz będzie bez Natki, ale będzie nowe opowiadanie mam nadzieję równie interesujące. Tyle ode mnie. Do następneego < 333.
czwartek, 7 kwietnia 2011
10. To mnie zabolało ...
Rozmawialiśmy jeszcze bardzo długo, aż w końcu zasnęłam ... Obudziłam się jakoś tak po godzinie szóstej . Z początku nie wiedziałam co jest grane. Przetarłam oczy i zobaczyłam Justina, który siedział obok i patrzył się na mnie z uśmiechem na ustach. Zoriętowałam się, że kiedy wczoraj tak długo rozmawialiśmy, zasnęłam.
- Bardzo Cię przepraszam .. Ja , ja nie chciałam . Było trzeba mnie obudzić ! - powiedziałam .
- Ależ nic się nie stało , a spało się dość wygodnie . - powiedział. Nagle przypomniało się, że przecież dzisiaj Juss ma urodziny. Byłam dumna , że jako pierwsza mogłam bu złożyć życzenia.
- Eyy , przecież ty masz dzisiaj urodziny ! - wykrzyknęłam . - No więc .. Życzę ci wszystkiego najlepszego , dużo , dużo zdrowia , szczęścia i żebyś rozwiązał ten problem z Seleną.
- Ooo , dziękuje bardzo . Sam bym zapomniał ! - odpowiedział.
- Dobra , to ja już chyba pójdę . - rozejrzałam się czy niczego przypadkiem nie zostawiłam i chciałam wyjść z tarasu , ale poczułam jak Justin chwycił mnie za rękę . Odwróciłam się .
- Widzimy się u mnie o 16.00 . - powiedział .
- Aaa no tak ! Dobrze , że mi przypomniałeś , bo prawie bym zapomniała. A czy mogę wziąść przyjaciółkę ? Była by bardzo szczęśliwa , jeśli byś się zgodził . ;* - zapytałam . Na myśli miałam oczywiścię Ankę.
- Jasne, jeśli nie jest podstępnym paparazzi to oczywiścię . - powiedział z uśmiechem na ustach .
- Dobra . To do zobaczenia ! - Powiedziałam . Nie wiem co , ale nagle coś mnie posunęło w jego strone i ... pocałowałam go delikatnie w usta. Lekko się zawstydziłam i z rumieńcami na twarzy zeszłam na dół. Weszłam do pokoju i z wielkim uśmiechem na tawrzy rzuciłam się na łóżko. Anka jeszcze spała, ale chyba usłyszała jak wchodziłam i się przebudziła.
- Gdzie ty byłaś ? - zapytała zaspanym głosem.
- Aaa , nie ważne .. - powiedziałam.
- Dobra , idź spać . - powiedziała po czym przykryła głowę poduszką i zasnęła. Postanowiłam też się jeszcze położyć , jednak nie chciało mi się ubierać piżamy. Zasnęłam w ciuchach. I znowu stało się too ... znowu śniło mi się śniło , że się zgubię . Pomyślałam , że może to coś znaczyć , jednak nie uwieżyłam w to co sama powiedziałam . Spojrzałam na zegarek . Bardzo się zdziwiłam , bo była już dwunasta. Wstałam , po czym poszłam do łazienki na poranną toaletę. Kiedy wyszłam , Ann stała w kuchni i szykowała kanapki .
- Chcesz jedną ? - zapytała .
- Tak , jasne . Dziękuję ;* - Puściłam oczko w jej stronę i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy zjadłyśmy kanapki postanowiłam powiedzieć Ance o mojej niespodziance.
- Wiesz , mam dla ciebie niespodziankę . Idziesz ze mną na urodziny do Justina Biebera ! - wykrzyknęłam. Anka zrobiła oczy jak by ducha zobaczyła.
- Ooo , naprawdę ??!! - wykrzyknęła głośno . Podbiegła do mnie i mocno przytuliła .
- Dobra , dobra . Dość tego przytulania ! Szykuujmy się ! - pocałowałam Anię w policzek i ruszyłam w strone szafy. Przejżałam kilka ciuszków i postanowiłam , że ubiorę szarą tunikę z wzorami i czarne leginsy. Ania postanowiła ubrać różową sukienkę i czarne rajtuzy. Była godzina 14:30 , więc miałyśmy jeszcze trochę czasu. Zeszłyśmy na dół i poszłyśmy do restauracji. Później tylko zamówiłyśmy taksówkę i ruszyłyśmy w stronę miejsca , w którym miało odbyć się przyjęcie. Gdy zajechaliśmy na miejsce zwaliło mnie z nóg. Przed nami stał ogromna willa z dwoma basenami , a gości było chyba setki. Weszłyśmy do środka trochę oszołomione. Rozejrzałam się i zobaczyłam Cate. Podeszłam do niej i przedstawiłam Ankę :
- Cześć Ceatlin ! To jest Ania , moja przyjaciółka.
- Aniu poznaj Ceatlin . - spojżałam na Ankę , ale ona była chyba jeszcze bardziej oszołomiona odemnie. Podała Cate rękę i postanowiła się rozejrzeć . My z Ceatlin podjąłyśmy decyzję , że pójdziemy coś zjeść. W salonie stał ogromny stół szwedzki , a zjeść było można czego tylko dusza zapragnie. Nagle zobaczyłam Justina i Christiana , więc postanowiłam podejść i się przywitać.
- Ooo , cześć ! - wykrzyknął Chris w moją stronę podnosząc rękę .
- Witam panów ! - uśmiechnęłam się do nich . Spojżałam na Justina lekko zawstydzona.
- Cześć Justin ! - spojżałam na niego kątem oka i puściłam oczko. Nagle podbiegł do nas Rayan i powiedział , że grają w 7 min. i jeżeli chcemy grać z nimi mamy przyjść. Ja za bardzo nie chciałam brać udziału w tej zabawie , jednak Justin mnie namówił. Usiadliśmy w kółeczku. Graliśmy bardzo długo , ale na całe szczęście , ani razu nie wypadło na mnie. Po kilku koleikach wypadło na Chrisa i Megg . Poszli gdzieś. Poczułam sie jakoś dziwnie .. nie wiem czemu , ale czułam się trochę zazdrosna ...
- Przecież my nawet nie jesteśmy razem - pomyślałam . W czasie gry wypiliśmy chyba kilka kieliszków szampana. Postanowiłam iść do ubikacji . Szłam , szłam przez te korytarze , aż w końcu postanowiłam otworzyć jedne z drzwi i zobaczyć , czy to może tu jest WC. Kiedy otworzyłam drzwi strasznie się zdziwiłam . Zobaczyłam Christiana całującego się z Megg . Wybuchła we mnie straszna złość ! Trzasnęłam drzwiami tak głośno , że było mnie słychać chyba w całym domu. Wybiegłam z willi nie żegnając się z nikim i nie mówiąc gdzie idę . Za mną wybiegł zaraz Justin i krzyknął :
- Ejj , gdzie ty biegniesz ? Natka , gdzie idziesz ? - krzyczał. Nic nie mówiąc biegłam dalej . Usiadłam na ławce i pomyślałam co ja robię do cholery ?! Przecież ja nie chciałam być z Chrisem . . jednak to mnie zabolało. Złapałam taksówkę i powiedziałam , żeby kierowca jechał jak najdalej przed siebie . Jechaliśmy chyba jakieś 2 godz. , aż kierowca się zatrzymał i powiedział :
- Przepraszam panią , ale jedziemy już jakieś 2 godziny , a takie długie przejażdżki nie są za darmo . Jeżeli chciałaby pani teraz wysiąść musiałaby pani zapłacić 150 euro. Mówię to pani , ponieważ .. oczywiścię , nie żeby mi coś do tego , ale uważam , że nie ma pani tyle pieniędzy przy sobie . - Kiedy to usłyszałam nie wiedziałam co robić.
- Dobrze .. Ma pan racje .. - wyciągnęłam z torebki portfel. W portfonecce było tylko 120 euro . Spojżałam na taksówkarza i zapytałam czy wystarczy .. Odpowiedział , że odpuści mi to , ale musze tutaj wysiąść . Oczywiścię , co mi pozostało jak to zrobić. Wysiadłam i zapytałam :
- Mógłby mi pan .. - ale taksówka naglę odjechała. - Proszę pana gdzie ja wogóle jestem ? - krzyczaałam . Rozejrzałam się na około i chwyciłam się za głowe .
- Boże kochany .. - wyciągnęłam telefon , bo chciałam zadzwonić do Anki , żeby powiedzieć , żeby po mnie przyjechała , ale jeszcze to . . telefon mi się rozładoował !
- Cholera jasna ! - rzuciłam telefonem o ziemię . Usiadłam na trawie , zasłoniłam oczy i rozpłakałam się. Nie wiedziałam co robić...
- Bardzo Cię przepraszam .. Ja , ja nie chciałam . Było trzeba mnie obudzić ! - powiedziałam .
- Ależ nic się nie stało , a spało się dość wygodnie . - powiedział. Nagle przypomniało się, że przecież dzisiaj Juss ma urodziny. Byłam dumna , że jako pierwsza mogłam bu złożyć życzenia.
- Eyy , przecież ty masz dzisiaj urodziny ! - wykrzyknęłam . - No więc .. Życzę ci wszystkiego najlepszego , dużo , dużo zdrowia , szczęścia i żebyś rozwiązał ten problem z Seleną.
- Ooo , dziękuje bardzo . Sam bym zapomniał ! - odpowiedział.
- Dobra , to ja już chyba pójdę . - rozejrzałam się czy niczego przypadkiem nie zostawiłam i chciałam wyjść z tarasu , ale poczułam jak Justin chwycił mnie za rękę . Odwróciłam się .
- Widzimy się u mnie o 16.00 . - powiedział .
- Aaa no tak ! Dobrze , że mi przypomniałeś , bo prawie bym zapomniała. A czy mogę wziąść przyjaciółkę ? Była by bardzo szczęśliwa , jeśli byś się zgodził . ;* - zapytałam . Na myśli miałam oczywiścię Ankę.
- Jasne, jeśli nie jest podstępnym paparazzi to oczywiścię . - powiedział z uśmiechem na ustach .
- Dobra . To do zobaczenia ! - Powiedziałam . Nie wiem co , ale nagle coś mnie posunęło w jego strone i ... pocałowałam go delikatnie w usta. Lekko się zawstydziłam i z rumieńcami na twarzy zeszłam na dół. Weszłam do pokoju i z wielkim uśmiechem na tawrzy rzuciłam się na łóżko. Anka jeszcze spała, ale chyba usłyszała jak wchodziłam i się przebudziła.
- Gdzie ty byłaś ? - zapytała zaspanym głosem.
- Aaa , nie ważne .. - powiedziałam.
- Dobra , idź spać . - powiedziała po czym przykryła głowę poduszką i zasnęła. Postanowiłam też się jeszcze położyć , jednak nie chciało mi się ubierać piżamy. Zasnęłam w ciuchach. I znowu stało się too ... znowu śniło mi się śniło , że się zgubię . Pomyślałam , że może to coś znaczyć , jednak nie uwieżyłam w to co sama powiedziałam . Spojrzałam na zegarek . Bardzo się zdziwiłam , bo była już dwunasta. Wstałam , po czym poszłam do łazienki na poranną toaletę. Kiedy wyszłam , Ann stała w kuchni i szykowała kanapki .
- Chcesz jedną ? - zapytała .
- Tak , jasne . Dziękuję ;* - Puściłam oczko w jej stronę i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy zjadłyśmy kanapki postanowiłam powiedzieć Ance o mojej niespodziance.
- Wiesz , mam dla ciebie niespodziankę . Idziesz ze mną na urodziny do Justina Biebera ! - wykrzyknęłam. Anka zrobiła oczy jak by ducha zobaczyła.
- Ooo , naprawdę ??!! - wykrzyknęła głośno . Podbiegła do mnie i mocno przytuliła .
- Dobra , dobra . Dość tego przytulania ! Szykuujmy się ! - pocałowałam Anię w policzek i ruszyłam w strone szafy. Przejżałam kilka ciuszków i postanowiłam , że ubiorę szarą tunikę z wzorami i czarne leginsy. Ania postanowiła ubrać różową sukienkę i czarne rajtuzy. Była godzina 14:30 , więc miałyśmy jeszcze trochę czasu. Zeszłyśmy na dół i poszłyśmy do restauracji. Później tylko zamówiłyśmy taksówkę i ruszyłyśmy w stronę miejsca , w którym miało odbyć się przyjęcie. Gdy zajechaliśmy na miejsce zwaliło mnie z nóg. Przed nami stał ogromna willa z dwoma basenami , a gości było chyba setki. Weszłyśmy do środka trochę oszołomione. Rozejrzałam się i zobaczyłam Cate. Podeszłam do niej i przedstawiłam Ankę :
- Cześć Ceatlin ! To jest Ania , moja przyjaciółka.
- Aniu poznaj Ceatlin . - spojżałam na Ankę , ale ona była chyba jeszcze bardziej oszołomiona odemnie. Podała Cate rękę i postanowiła się rozejrzeć . My z Ceatlin podjąłyśmy decyzję , że pójdziemy coś zjeść. W salonie stał ogromny stół szwedzki , a zjeść było można czego tylko dusza zapragnie. Nagle zobaczyłam Justina i Christiana , więc postanowiłam podejść i się przywitać.
- Ooo , cześć ! - wykrzyknął Chris w moją stronę podnosząc rękę .
- Witam panów ! - uśmiechnęłam się do nich . Spojżałam na Justina lekko zawstydzona.
- Cześć Justin ! - spojżałam na niego kątem oka i puściłam oczko. Nagle podbiegł do nas Rayan i powiedział , że grają w 7 min. i jeżeli chcemy grać z nimi mamy przyjść. Ja za bardzo nie chciałam brać udziału w tej zabawie , jednak Justin mnie namówił. Usiadliśmy w kółeczku. Graliśmy bardzo długo , ale na całe szczęście , ani razu nie wypadło na mnie. Po kilku koleikach wypadło na Chrisa i Megg . Poszli gdzieś. Poczułam sie jakoś dziwnie .. nie wiem czemu , ale czułam się trochę zazdrosna ...
- Przecież my nawet nie jesteśmy razem - pomyślałam . W czasie gry wypiliśmy chyba kilka kieliszków szampana. Postanowiłam iść do ubikacji . Szłam , szłam przez te korytarze , aż w końcu postanowiłam otworzyć jedne z drzwi i zobaczyć , czy to może tu jest WC. Kiedy otworzyłam drzwi strasznie się zdziwiłam . Zobaczyłam Christiana całującego się z Megg . Wybuchła we mnie straszna złość ! Trzasnęłam drzwiami tak głośno , że było mnie słychać chyba w całym domu. Wybiegłam z willi nie żegnając się z nikim i nie mówiąc gdzie idę . Za mną wybiegł zaraz Justin i krzyknął :
- Ejj , gdzie ty biegniesz ? Natka , gdzie idziesz ? - krzyczał. Nic nie mówiąc biegłam dalej . Usiadłam na ławce i pomyślałam co ja robię do cholery ?! Przecież ja nie chciałam być z Chrisem . . jednak to mnie zabolało. Złapałam taksówkę i powiedziałam , żeby kierowca jechał jak najdalej przed siebie . Jechaliśmy chyba jakieś 2 godz. , aż kierowca się zatrzymał i powiedział :
- Przepraszam panią , ale jedziemy już jakieś 2 godziny , a takie długie przejażdżki nie są za darmo . Jeżeli chciałaby pani teraz wysiąść musiałaby pani zapłacić 150 euro. Mówię to pani , ponieważ .. oczywiścię , nie żeby mi coś do tego , ale uważam , że nie ma pani tyle pieniędzy przy sobie . - Kiedy to usłyszałam nie wiedziałam co robić.
- Dobrze .. Ma pan racje .. - wyciągnęłam z torebki portfel. W portfonecce było tylko 120 euro . Spojżałam na taksówkarza i zapytałam czy wystarczy .. Odpowiedział , że odpuści mi to , ale musze tutaj wysiąść . Oczywiścię , co mi pozostało jak to zrobić. Wysiadłam i zapytałam :
- Mógłby mi pan .. - ale taksówka naglę odjechała. - Proszę pana gdzie ja wogóle jestem ? - krzyczaałam . Rozejrzałam się na około i chwyciłam się za głowe .
- Boże kochany .. - wyciągnęłam telefon , bo chciałam zadzwonić do Anki , żeby powiedzieć , żeby po mnie przyjechała , ale jeszcze to . . telefon mi się rozładoował !
- Cholera jasna ! - rzuciłam telefonem o ziemię . Usiadłam na trawie , zasłoniłam oczy i rozpłakałam się. Nie wiedziałam co robić...
piątek, 1 kwietnia 2011
Informacja.
Od teraz Julaa będzie pisać ze mną ; - P.
Bardzo mi się podobają jej pomysły i mam nadzieję, że Wam również się spodobają ; - D
Jutro kolejny rozdział + niespodzianka ;)
Bardzo mi się podobają jej pomysły i mam nadzieję, że Wam również się spodobają ; - D
Jutro kolejny rozdział + niespodzianka ;)
6 I to jest niby to romantyczne miejsce ?
- Mała a ty kiedy masz urodziny ? - zapytał ciekawy.
- Ja ? Szczerze mówiąc to dziś. - powiedziałam skrępowana
- Dziś ? W takim razie musimy je uczcić. Chodź ! - i zanim zdążyłam coś powiedzieć pociągnął mnie ze sobą. Było już bardzo późno , więc zastanawiałam się gdzie mnie zabierze. Szliśmy przez te wszystkie ulice zapełnione tysiącami ludzi. Dopiero teraz dotarło do mnie , że jestem w Ameryce. Rozglądałam się na około, aż nagle Justin się zatrzymał. Obróciłam się i zobaczyłam jakiś bar, który otwarty był 24h. Zachichotałam.
- Co my tu robimy ? – zapytałam z ciekawością.
- Jak to co ? Przyszliśmy na kolacje urodzinową. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Ooo . Interesujące ! – Uśmiechnęłam się . – to nie trafiłeś w porę, bo właśnie przed chwilą zjadłam 3 kawałki pizzy . ;D
- Szkoda ; ( - odpowiedział. Zrobiło mi się go żal , chociaż tak naprawdę wiedziałam , że udaje.
- No dobra , zmieszczę jeszcze jakiegoś małego hot-doga! – Zachichotałam po czym klepnęłam Justina w plecy.
- Wiedziałem ! – Wykrzyknął uradowany. Po czym zamówił dwa hot-dogi.
- Z kechupem ? - Zapytał.
- Oczywiście . I z musztardą , rzecz jasna. - Uśmiechnęłam się. Justin odebrał dwa hot-dogi i dał mi jednego.
- Choodź ! Teraz idziemy tam !
- Ale gdziee ? – zapytałam zdziwiona.
- Zobaczysz! To bardzo romantyczne miejsce… - Trochę się zdziwiłam. Ciągnął mnie za sobą chyba jakieś 20 minut, a ja w tym czasie zdążyłam zjeść hot-doga. Nagle stanęliśmy.
- Jesteśmy na miejscu! – Wykrzyknął Justin. Rozejrzałam się. Byliśmy na placu zabaw.
- Co my tu robimy ? – Nie mogąc się powstrzymać, wybuchłam śmiechem.
- Jak to co ? Przyszliśmy świętować twoje urodziny. Jest 22:30 , wszystko już zamknięte , więc zdecydowałem zabrać Cię tutaj.
- I nibt to jest to romantyczne miejsce ? – zapytałam.
- No jak nie jak tak . Nie oglądasz amerykańskich filmów? Wieczór, księżyc świeci , gwiazdy na niebie i my na placu zabaw. Czyżby to nie było romantyczne?
- Hahahahaha . . – cały czas się śmiałam. Aż wreszcie Justin również wybuchł śmiechem.
- Dobra , jeśli już tu jesteśmy to chodźmy się baawić! – Wykrzyknęłam po czym pobiegłam na huśtawkę. Jus przybiegł zaraz po mnie. Rozhuśtałam się i obserwowałam go. Jakoś dziwnie się do mnie uśmiechał.
- Nie mam już siły! – wykrzyknęłam po czym zeskoczyłam z huśtawki. Pobiegłam na zjeżdżalnie. Zjechałam kilka razy i postanowiłam odpocząć. Usiadłam na ławce i wzięłam duży wdech. Justin przybiegł pare sekund po mnie. Usiadł i zapytał:
- Eyy , już siły nie masz ?
- Sorry , ale to był naprawdę trudny dzień . ; / - odpowiedziałam. Jus nic nie powiedział tylko puścił oczko w moją stronę . Zachichotałam.
- Co to miało być ? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- A nicc .
Moje Bieber - fever już dawno się skończyło , jednak on zaczynał mi się coraz bardziej „ znowu „ podobać. To było niesamowite! Tyle milionów ludzi jest na świecie, a akurat na mnie trafiło, że miałam okazje poznać kogoś tak wspaniałego jak on! Popatrzyłam w jego śliczne oczka i nie wiem dlaczego , ale coś mnie posunęło w jego stronę . Nasze usta były co raz bliżej … aż nagle zadzwonił telefon. Natychmiast odskoczyłam i z trzęsącymi rękami odebrałam telefon. Ten piękny moment przerwała Anka:
- Kurde gdzie ty jesteś ? Jesteśmy pierwszy dzień w USA , a ty już 2 razy się zgubiłaś . Szukam Cię od godziny!
- Po pierwsze jestem dużą dziewczynką , a ty nie jesteś moją matką żeby mi rozkazywać , a po drugie wcale się nie zgubiłam! – wykrzyknęłam do słuchawki.
- Ale ja Ci nie rozkazuje . .
- Cześć ! – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Justin obserwował mnie . Popatrzyłam na niego . . .
- Wiesz wydaje mi się , że muszę już lecieć . . – powiedziałam nieśmiało.
- Ja właściwie to chyba też. Selena mnie pewnie szuka . – Wstaałam .
- No to pa ;| - Jus podał mi rękę.
- Narazie , mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy ! – Podałam mu rękę i pocałowałam w policzek. Potem już tylko biegiem pobiegłam do apartamentu.
Całą noc rozmyślałam o tym co się stało , a właściwie o tym co mogło się stać . . .
- Ja ? Szczerze mówiąc to dziś. - powiedziałam skrępowana
- Dziś ? W takim razie musimy je uczcić. Chodź ! - i zanim zdążyłam coś powiedzieć pociągnął mnie ze sobą. Było już bardzo późno , więc zastanawiałam się gdzie mnie zabierze. Szliśmy przez te wszystkie ulice zapełnione tysiącami ludzi. Dopiero teraz dotarło do mnie , że jestem w Ameryce. Rozglądałam się na około, aż nagle Justin się zatrzymał. Obróciłam się i zobaczyłam jakiś bar, który otwarty był 24h. Zachichotałam.
- Co my tu robimy ? – zapytałam z ciekawością.
- Jak to co ? Przyszliśmy na kolacje urodzinową. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Ooo . Interesujące ! – Uśmiechnęłam się . – to nie trafiłeś w porę, bo właśnie przed chwilą zjadłam 3 kawałki pizzy . ;D
- Szkoda ; ( - odpowiedział. Zrobiło mi się go żal , chociaż tak naprawdę wiedziałam , że udaje.
- No dobra , zmieszczę jeszcze jakiegoś małego hot-doga! – Zachichotałam po czym klepnęłam Justina w plecy.
- Wiedziałem ! – Wykrzyknął uradowany. Po czym zamówił dwa hot-dogi.
- Z kechupem ? - Zapytał.
- Oczywiście . I z musztardą , rzecz jasna. - Uśmiechnęłam się. Justin odebrał dwa hot-dogi i dał mi jednego.
- Choodź ! Teraz idziemy tam !
- Ale gdziee ? – zapytałam zdziwiona.
- Zobaczysz! To bardzo romantyczne miejsce… - Trochę się zdziwiłam. Ciągnął mnie za sobą chyba jakieś 20 minut, a ja w tym czasie zdążyłam zjeść hot-doga. Nagle stanęliśmy.
- Jesteśmy na miejscu! – Wykrzyknął Justin. Rozejrzałam się. Byliśmy na placu zabaw.
- Co my tu robimy ? – Nie mogąc się powstrzymać, wybuchłam śmiechem.
- Jak to co ? Przyszliśmy świętować twoje urodziny. Jest 22:30 , wszystko już zamknięte , więc zdecydowałem zabrać Cię tutaj.
- I nibt to jest to romantyczne miejsce ? – zapytałam.
- No jak nie jak tak . Nie oglądasz amerykańskich filmów? Wieczór, księżyc świeci , gwiazdy na niebie i my na placu zabaw. Czyżby to nie było romantyczne?
- Hahahahaha . . – cały czas się śmiałam. Aż wreszcie Justin również wybuchł śmiechem.
- Dobra , jeśli już tu jesteśmy to chodźmy się baawić! – Wykrzyknęłam po czym pobiegłam na huśtawkę. Jus przybiegł zaraz po mnie. Rozhuśtałam się i obserwowałam go. Jakoś dziwnie się do mnie uśmiechał.
- Nie mam już siły! – wykrzyknęłam po czym zeskoczyłam z huśtawki. Pobiegłam na zjeżdżalnie. Zjechałam kilka razy i postanowiłam odpocząć. Usiadłam na ławce i wzięłam duży wdech. Justin przybiegł pare sekund po mnie. Usiadł i zapytał:
- Eyy , już siły nie masz ?
- Sorry , ale to był naprawdę trudny dzień . ; / - odpowiedziałam. Jus nic nie powiedział tylko puścił oczko w moją stronę . Zachichotałam.
- Co to miało być ? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- A nicc .
Moje Bieber - fever już dawno się skończyło , jednak on zaczynał mi się coraz bardziej „ znowu „ podobać. To było niesamowite! Tyle milionów ludzi jest na świecie, a akurat na mnie trafiło, że miałam okazje poznać kogoś tak wspaniałego jak on! Popatrzyłam w jego śliczne oczka i nie wiem dlaczego , ale coś mnie posunęło w jego stronę . Nasze usta były co raz bliżej … aż nagle zadzwonił telefon. Natychmiast odskoczyłam i z trzęsącymi rękami odebrałam telefon. Ten piękny moment przerwała Anka:
- Kurde gdzie ty jesteś ? Jesteśmy pierwszy dzień w USA , a ty już 2 razy się zgubiłaś . Szukam Cię od godziny!
- Po pierwsze jestem dużą dziewczynką , a ty nie jesteś moją matką żeby mi rozkazywać , a po drugie wcale się nie zgubiłam! – wykrzyknęłam do słuchawki.
- Ale ja Ci nie rozkazuje . .
- Cześć ! – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Justin obserwował mnie . Popatrzyłam na niego . . .
- Wiesz wydaje mi się , że muszę już lecieć . . – powiedziałam nieśmiało.
- Ja właściwie to chyba też. Selena mnie pewnie szuka . – Wstaałam .
- No to pa ;| - Jus podał mi rękę.
- Narazie , mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy ! – Podałam mu rękę i pocałowałam w policzek. Potem już tylko biegiem pobiegłam do apartamentu.
Całą noc rozmyślałam o tym co się stało , a właściwie o tym co mogło się stać . . .
Subskrybuj:
Posty (Atom)