Rozdzial dedykowany tym, którzy prosili o szczęsliwe zakończenie :).
Kocham Was < 333
Epilog.
*3 miesiące później*
*Oczami Justina*
Cholera, cholera, cholera. Nic mi nie wychodzi. Nie potrafię tak dalej żyć.
Od jej śmierci minęły 3 miesiące a ja nadal ją widzę. Cały czas mam przed oczami obraz z parku. Leżąca, bezbronną, martwą.. Przecież to niemożliwe ! Ona nie mogła umrzeć. Dlaczego to zrobiła ? Przecież ja ją kochałem, kocham i zawsze będę kochać.. Boże dlaczego ten świat jest taki okruty ? Dlaczego musiała to zrobić właśnie ona ? Nienawidzę, nienawidzę siebie. To wszystko moja wina. Powinienem ją wspierać, a ja tak po prostu sobie wyjechałem. Nigdy sobie tego nie wybaczę..
Ona nie żyje, a to wszystko moja wina. Sekcja zwłok wykzała, że to z pewnością było samobójstwo. To tabletki. Te głupie tabletki odebrały jej życie. Dlaczego ja się nie domyśliłem co chciała zrobić ? Może gdybym wcześniej otwarł ten list udałoby się ją uratować. Podły, podły świat ! Nie mogę tylko zrozumieć czemu ona to zrobiła ? Nigdy nie przypuszczałbym, że miałaby odwagę..
Każdy, ale nie ona. Nie osoba, która brzydziła się samobójstwa i nie rozumiała go.
Miała tyle planów, wielką przyszłość i co ? I wszystko się skończyło.
Wiem, że to moja wina. Na jej ręce wycięte było moje imię. Kochała mnie. I to nasze uczucie ją zabiło.
Nie wytrzymam tego dłużej.
Całe szczęście dziś ostatni koncert w całej trasie, a może i nie tylko trasie..
Siedzę w hotelowym pokoju, skulony i myślę o niej. Jest obecna w moich myślach 24h.. dzień i noc..
noc i dzień.. W każdej dziewczynie widzę ją. Wiele razy zdarzało mi się mówić
- Lauren to ty ? - wychodziłem na idiotę, ale gówno mnie to obchodziło !....
- Za godzinę zaczynamy - słyszę głos Sccotera po drugiej stronie drzwi. Głośno wzdycham i chowam się pod kołdrą.
Nie wytrzymam tego dłużej. Chcę znowu z nią być.. chcę poczuć smak jej ust.
Wstaję, idę do łazienki.. Przez kilka kolejnych minut grzebię w szafce..
- To jest to ! - wołam i wyciągam całe opakowanie tabletek. Muszę, muszę to zrobić - myślę i wyciągam jedną z nich.
Siadam pod ścianą i zaczynam jej się przyglądać..
- To ty. To ty i reszta Twoich koleżanek zabiłyście ją. A skoro zabiłyście ją, zabijecie też mnie - mówię do nich.
Cholera ! Co za idiota rozmawia z tabletkami ? Wstaję biorę tabletki i staję pod oknem. W dole stoi tysiące fanów wrzeszczących moje imię. Nie, nie mogę im tego zrobić. Muszę żyć. Chociażby dla nich.
Nie, nie Justin nie możesz żyć.. nie bez niej.
- Lauren pomóż mi - szepczę i spoglądam w niebo.. Jest tam ! Tak jak mówiła największym i najbileszym obłokiem..
- Powiedz mi proszę co mam robić.. Kocham Cię i chcę być z tobą, ale ja, ja nie mogę ich zostawić.. - zamykam oczy i skulam się.
Po chwili znów je otwieram. Ona, ona tu jest . - cały drętwieję.
- Lauren ? - pytam. Dziewczyna uśmiecha się lekko w moją stronę.
- Lauren to ty ? - powtarzam pytanie.
- Ja - szepcze dziewczyna i podchodzi do mnie. Jest taka, taka inna. Nie przypomina umierającej, cierpiącej Lauren.
Wygląda tak jak kiedyś.. W dniach gdy się poznaliśmy.
- Co ty tutaj robisz ? - pytam z niedowierzaniem. Mam wrażenie, że to sen. Nawet jeśli to ja nie chcę się budzić.
Wstaję i podchodzę do mniej próbując jej dotknąć. Niestety w tej chwili znika.
- Nie odchodź, proszę. Potrzubuję cię. Cholernie cię potrzebuje - mówię.
To, to musiało coś znaczyć. Ona cały czas tu jest i patrzy na mnie.
Bieber do cholery co się z Tobą dzieje ? To były tylko złudzenia.. a może nie. ?
Ponownie biorę do rąk opakowanie pełne tabletek. W ręku trzymam jedną z nich.
- Teraz albo nigdy.. - wydukuję i połykam jednę, po chwili drugą.. i tak aż nie opróżniłem całego opakowania.
I co już ? Umarłem ?
- Bieber czas zaczynać - słyszę wołanie. Nie jestem jeszcze na tym cholernym świecie. Przemywam twarz wodą i wychodzę.
- W końcu. Justin co się z Tobą działo ? - mama od razu podchodzi do mnie i mocno przytula. Nie protestuję. Wiem, że robi to po raz ostatni..
Po raz ostatni wtulam się w nią.
- Tak bardzo cię kocham - szepczę w jej stronę i wchodzę na scenę. W oczach tłumię łzy.
Nie ma już odwrotu. Muszę to zrobić. Nie chcę dalej cierpieć. Nie potrafię.
Rozbrzmiewa muzyka. Biorę mikrofon i zaczynam śpiewać kolejne wersy "Baby".
Cały czas myślę o niej. Patrzę na tysiące wrzeszczących fanek, ale myślę tylko o niej.
O tej dla, której żyłem, którą kochałem i do której za chwilę dołączę. Śpiewam kolejne piosenki i czuję się coraz gorzej.
Za chwilę nadejdzie ta chwila. Najgorsza chwila w życiu człowieka.. Chwila śmierci. Moment w którym kończy się wszystko
i po którym nie zostaje nic.
You're who I'm thinkin' of
Girl you ain't my runner up
And no matter what
You're always number one
Śpiewam to dla Ciebie wiesz ? - mówię w myślach i spoglądam w górę..
Rozbrzmiewa się ostatnia piosenka. Śpiewam ją rzadko, ale należy do moich ulubionych.
Jeżeli śpiewam po raz ostatni, a wiem że tak jest chcę śpiewać to.
I don't wanna go back
To just being one half of the equation
Do you understand what I'm sayin'?
I'm lost
Can't fix this compass at heart
Between me and love
You're the common denominator, oh, oh, ohh, oh
You're the common denominator, oh, yeah, woah
Coraz gorzej się czuję. Nie wytrzymam do końca piosenki.
- Stoop ! - wrzeszczę. Wszystko nagle milknie.. ludzie patrzą z przerażeniem.
- Chcę, chcę coś powiedzieć...
- Na samym początku wiedzcie, że to co mówię jest prawdą i nigdy więcej tego już nie powiem.
Chcę Was wszystkich bardzo przeprosić za to co się za chwilę stanie. Jestem pieprzonym egoistą wiem,
ale nie umiałem inaczej. Kochałem ją. Tak kochałem i nadal kocham. Lauren wiem, że pomimo tego, iż jesteś
już tam po drugiej stronie słyszysz mnie. Wiedz, że robię to dla Ciebie. Starałem sobie z tym jakoś poradzić,
ale nie potrafię. Tak jak napisałaś "Wszystko ma swój początek i koniec". Ten koniec właśnie nadszedł. - mówiłem,
a w mojej głowie wszystko zaczynało wirować. Spojrzałem na fanów. Byli zdezorientowani. Jedni płakali inni słuchali z ciekawością.
- Nie płaczcie. Błagam Was. Nie mogę na to patrzeć. Mama od zawsze mi powtarzała "Żyj tak aby nikt przez Ciebie nie płakał".
Więc proszę nie róbcie tego. Nie jestem wart waszych łez. Chcę Wam wszystkim bardzo podziękować. Moim najbliższym za to,
że mnie wspieraliście w ostatnich bardzo trudnych dla mnie miesiącach.
- Mamo - mówię i zwracam się do niej. Patrzy na mnie zza kulis za łzami w oczach.
- Dziękuje Ci za trud, który włożyłaś by wychować mnie na pożądnego człowieka. Czy się udało ? Na to pytanie najlepszą odpowiedź będziesz znała sama.
Kocham Cię bezgranicznie pamiętaj o tym zawsze. Nawet jeśli nie będę przy Tobie ciałem to będę duszą. Pomogę Ci. Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy spójrz w górę.
Będę tam na Ciebie patrzył i cieszył się Twoim szczęściem razem z Tobą. Kocham Cię - mówię, a po mojej twarzy zaczynają spływać łzy. Z truden zaczynam oddychać.
Zostało mało czasu, a ja mam jeszcze tyle do powiedzenia.
- Christian, Caitlin. Wiem, że teraz jesteście gdzieś daleko i w najlepsze się śmiejecie, bo tak jest zawsze. Mam nadzieję, że usłyszycie kiedyś to co teraz powiem.
Byliście i zawsze będziecie dla mnie moimi przyjaciółmi. Kocham Was. Beadles nie śmiej się. Kocham Was tak po przyjacielsku. Dziękuje, że mnie wspieraliście i że
byliście obecni w moim życiu. Lepszych przyjaciół nie mogłem sobie wymarzyć. Kłociliśmy się i wyzywaliśmy, ale zawsze się godziliśmy, więc teraz jeśli jeszcze jakieś
rzeczy nas różnią chcę Was przeprosić..
- Tato, babciu, dziadku. Kocham Was. Co mogę jeszcze powiedzieć ? Nie mam pojęcia. Zresztą sami dobrze wiecie i sami dopowiecie.
- Braciszku, siostrzyczko. Nie rozumiecie mnie wiem. Jesteście najlepszym rodzeństwem na świecie i nie zamieniłbym Was na nikogo innego !. Mam nadzieję, że będziecie mnie pamiętać.
Chociaż jakieś epizody, w których uczestniczyłem. Brat was kocha...
- Dziewczyny, chłopacy, fani, antyfani.. Wam rówież dziękuje. W szególności fanom. Chciaż nie wiedzieliście co się dzieje i tak zawsze mnie wspieraliście.
Dzięki Wam udało mi sie przejść i nie zmienić w ciągu mojej krótkiej, a tak wiele znaczącej dla mnie kariery.
- Scotterowi za pomoc w dążeniu do sukcesu. Gdyby nie ty byłbym dzisiaj nikim.
- Usherowi mojemu mentorowi i przyjacielowi za współpracę i dobra rady. Dzięki stary.
- Kenny stary, Tobie też dziękuje. Miałeś mnie chronić do końca życia. No udało Ci się. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia - uśmiechnąłem się w jego stronę.
- No i przedewszystkim Tobie kochanie. Za to, że Cię poznałem, pokochałem. Za to, że pokochałaś mnie. Nie moją sławę tylko mnie. Zwykłego Justina Biebera ze Starford.
Wiedz, że jesteś byłaś i będziesz najważniejszą osobą mojego życia. Tą jedyną, na którą czekałem 17 lat.. i którą pokochałem od razu. Między nami było różnie, ale to miłość zwyciężyła
wszystko. Mam nadzieję, że przyjmiesz mnie i będziemy mogli żyć długo i szczęśliwie tam u góry. W raju. W miejscu, w którym nikt nie będzie nam już przeszkadzał..
Nie chcę żebyś myślała, że zrobiłem to przez Ciebie. Nie. Zrobiłem to dla Ciebie. Kocham Cię.. i już za kilka minut się spotkamy... - mówiłem, a po mojej twarzy spływały łzy.
Nie obchodziło mnie to, że płaczę.. Upadłem na scenę i zamknąłem oczy. Po chwili znów je otwarłem..
- Lauren ? - z trudem wypowiedziałem jej imię. Stała tu. Była jak żywa, ale unosiła się nad ziemią. Zupełnie jak duch.
- Co ty tu robisz ? - spytałem.
- Przyszłam po Ciebie - podała mi rękę i razem odlecieliśmy w stronę nieba.
- Kocham Cię - wyszeptaliśmy równocześnie...
I tak kończy się historia naszych bohaterów. Chcieliście happy end prawda ? No i jest. Może nie chodziło Wam o taki, ale oni w końcu byli razem i żyli długo i szczęśliwie tam po drugiej stronie.
Z góry obserwowali losy przyjaciół, rodziny i cieszyli się ich szczęściem.
A co u reszty bohaterów ?
Nie uwieżycie !
*Oczami Caitlin*
*10 lat później*
Teraz albo nigdy.. - mówię i siadam na ławce przed ich grobem.
- Justin kocham cię i zawsze kochałam. Nie chciałam przeszkadzać waszej miłości i chyba dobrze zrobiłam. Wiem, że w moim stanie nie powinnam tego mówić, ale nie czułam się fair. No
to co ? Szczęśliwego życia i będę się za Was modlić - mówię i wracam do klasztoru. Tak dobrze słyszycie zostałam siostrą zakonną.. i dobrze mi z tym. Oczwiście chciałabym
mieć męża i dzieci, ale czuję, że sługa Bogu to moje powołanie.
*Narrator*
Christian i siostra Lauren wzięli ślub. Mieli dwójkę dzieci. Dziewczynkę o imieniu Lauren, i oczywiście chłopca Justina.
Mama Justina i Usher wzajemnie się wspierali po śmierci Justina, aż w końcu uświadomili sobie, że łączy ich coś więcej.
Ich pierwsze dziecko mała Ashley ma 5 lat.
Wszystko potoczyło się zgodnie z ich planami. Żyli długo i mieli piękne życie.
A Justin i Lauren cieszyli się z ich szczęścia i żyli długo i szczęśliwie...
Wszystko musiało się tak potoczyć, bo przecież
"Nic nie dzieje się bez przyczyny".
Historia dobiegla końca mam nadzieję, że się spodoba.
Na dole umiesciłam ankietę z pytaniem czy mam pisać kolejne opowiadanie.
Do następnego ; *** < 333
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tala. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 lipca 2011
czwartek, 5 maja 2011
Epilog ...." Nic nie dzieje się bez przyczyny "
* Rok później *
Jutro mija rok od tamtego magicznego koncertu. Pierwsza rocznica naszego związku. Ten dzień będzie podwójnie ważny. Być może najważniejszy w całym moim życiu ... Tak dobrze myślicie. Wychodze za mąż! Nasza skromna ceremonia będzie miała miejsce w L.A w hotelu w którym się poznaliśmy. Będzie tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Nadal ukrywamy swoje uczucia i jak na razie to się nie zmieni. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nigdy nie przypuszczałabym, że taki dzień kiedyś nadejdzie. Jestem w swoim hotelowym pokoju. Za chwilę powinny się zjawić moje przyjaciółki. Ostatni rok przebiegł w doskonałym tempie. Z Christianem nie utrzymujemy już kontaktu, ale wiem , że po naszym rozstaniu próbował popełnić samobójstwo. Został zaproszony na nasz ślub, ale pewnie się nie zjawi. Jest mi przykro i chwilami na prawdę bardzo za nim tęsknię. Pomimo, że go nie kochałam był i nadal jest dla mnie kimś ważnym. O! Przyszły dziewczyny.
- Wow. Laski wyglądacie zjawiskowo! - wydarłam się.
Bardzo się cieszyłam na ten wieczór. Specjalnie na tę uroczystość przyleciały z Polski moje przyjaciółki Julia i Weronika ( XD ). Zapowiadało się fajnie tylko nie wiem czy nie będą miały problemów z dogadaniem się ( Caitlin nie mówi po Polsku, a Weronika i Julia nie znają perfekcyjnie angielskiego ) , ale to nie ma znaczenia. Najważniesze, że są tu ze mną. Z hotelowego barka wyciągnęłam kieliszki i wino. No co ? Jesteśmy już pełnoletnie! No może Anka jeszcze nie , ale już niedługo będzie! A właśnie, Anka ! Pomimo nieporozumień, udało się uratować naszą przyjaźń i bardzo się z tego cieszę . Usiadłyśmy na podłogę i zaczęłyśmy sączyć to co miałyśmy w kieliszkach. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym ... Ten wieczór zapowiadał się na udany. Około północy kiedy miałyśmy już niezły odwal, postanowiłyśmy sprawdzić jak zabawa u chłopców. Justin również miał wieczór , tyle że kawalerski ( ;dd ) . Jednym ruchem otwarłyśmy drzwi rzucając się na nich. A właśnie . Zapomniałam! Przecież Caitlin jest z Ryanem już ponad pół roku. Rozsiedliśmy się po całym apartamentowym salonie. Gadaliśmy długo. W końcu Cait zapytała.
- Ey . Nie jest wam smutno, że już nigdy nie będzie tak samo ?
- Nie, bo będzie jeszcze lepiej - odpowiedział za nas oboje Justin.
- No właśnie! Jutro Biebs rozdziewiczy ( xdd ) naszą Natkę ! - wypalił Ryan. Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem , a ja zawstydziłam się troszeczkę ...
- A co zazdrościsz mi ? - zapytał z uśmieszkiem Bieber. Zmierzyłam go wzrokiem uśmiechając się złowieszczo , a ten tylko spojrzał na mnie i puścił oczko.
- Ehee .. Już się boję . - pomyślałam .
- Ciebie też to czeka kochanie ! - wysyczałam w stronę Ryana. Reszta wieczoru , a raczej nocy przebiegła w świetnym nastroju. W końcu wykończeni zasnęliśmy nad ranem. Obudziłam się po 10:00. Wszyscy jeszcze spali. Po cichu wróciłam do swojego apartamentu. Wzięłam długą kąpiel. Później zaczęłam przygotowania. Około godziny 14 przyszły moje druhny wraz z całym sprzętem potrzebnych do ostatnich poprawek. Caitlin i Anka wymalowały mnie. W sumie żaden wielki make-up . Tylko rzęsy pomalowane tuszem, delikatnie oczy kredką i błyszczyk. Tak dziwnie, ale mam dopiero 18 lat i nie potrzebuje większej "tapety". Przebrałam się w białą sukienkę ze skromnymi dodatkami. Nie chciałam żadnych diamentów czy brylantów. Mam zwykłą sukienkę i skromny welon. Moi rodzice dopiero dziś przylecą. Widziałam ich w czasie wakacyjnego pobytu w Polsce i Bożego Narodzenia.
- Wyglądasz cudownie ! Ahh , tylko pozazdrościć - powiedziały chórem. Tak mają rację. Pewnie wiele tysięcy nastolatek oddałoby wszystko, żeby znaleźć się na moim miejscu, a ja nie zamieniłabym się z nimi za nic w świecie. Zbliżała się godzina 15:30. Mamy więc półtory godziny. Musimy ten czas dobrze wykorzystać. W końcu za kilkaset minut wszystko się zmieni. Już nigdy nie będzie tak samo. Długo zastanawiałam się czy dobrze robimy biorąc ślub w tak młodym wieku... " Przecież macie jeszcze dużo czasuu .. jesteście tacy młodzi! " - powtarzali. Jednak cały czas powtarzaliśmy ze śmiechem, że musimy zdążyć przed końcem świata, który ma być ponoć za kilka miesięcy. 17:00 zbliżała się nie ubłagalnie. Wszyscy po kolei weszli na dół. Zostałam tylko ja i mój świadek czyli Caitlin. Ceremonia odbędzie się w pobliskim kościele, ponieważ oboje jesteśmy katolikami. Po kilku minutach wkroczyli chłopacy. Tzn. Justin ze swoim świadkiem Ryanem. Oboje zaniemówiliśmy na swój widok. Mój przyszły mąż wyglądał cudownie. Zazdroszczę sobie takiego chłopaka. Tak, znowu odzywa się ta egoistyczna strona Natalii. Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce. Na dole wszyscy już czekali. Tylnym wyjściem wsiedliśmy do limuzyny. Po kilku minutach byliśmy już pod kościołem do którego też musieliśmy wejść tylnymi drzwiami. Wszyscy weszli i zajęli miejsca. Oczywiście w pierwszym rzędzie siedzieli nasi rodzice. Zaczęło się. Przez kolejne pół godziny nie działo się nic ważnego. W końcu nadszedł tak długo oczekiwany moment, najważniejszy nie tylko w całym tym dniu, ale i w życiu. Justin zaczął kolejno wymawiać słowa przysięgi. Nie mogłam powstrzymać łez. Na moim palcu zabłysnęła srebrna obrączka. Teraz moja kolej. Powtarzałam zgodnie słowa formułki. Nadszedł ostatni wers. Przed oczami przeleciało mi całe moje życie. Poczułam niepokój. Odwróciłam się i spojrzałam na wszystkich siedzących. Widziałam płaczącą Pattie, naszych wzruszonych przyjaciół, aż w końcu ujrzałam stojącego przy drzwiach Christiana. A więc przyszedł! Czułam radość i ulgę. Nasze wzroki spotkały się. Zapadła cisza. Patrzyliśmy tak chwilę , po czym Beadles uśmiechnął się.
- " I nie opuszczę Cię aż do śmierci " - wyszeptałam ...
* Narrator *
I tak zakończyła się historia naszych bohaterów. Nadszedł tak długo wyczekiwany happy end. Przez kolejne lata Caitlin wyszła za Ryana i mieli czworo dzieci. Cait została aktorką i skończyła szkołę teatralną, a Ryan jest zadowolonym koszykarzem. Anka ku zdziwieniu wszystkich została żoną Chrisa . Stworzyli szczęśliwą rodzinę, jednak Bealdes nigdy nie przestał kochać Natki , którą uważa za miłość swojego życia. A nasi główni bohaterowie? Nat została fotografem, a Justin nadal śpiewa, ale gra bardziej poważną muzykę. Wraz z Natką stworzyli piękną parę. Mieli troje dzieci. Widać cała historia musiała mieć taki przebieg, żeby w końcu był szczęśliwy koniec, bo przecież " Nic nie dzieje się bez przyczyny "...
Chciałabym wam również podziękować za tak liczne odwiedziny i od razu zaprosić do czytania nowego opowiadania. Już jutro , a może nawet dzisiaj dodam bohaterów i prolog. Obiecuje wam , że tamte będzie jeszcze bardziej interesujące . < 33
EDIT : Od Taala. Właśnie chciałyśmy Waam wszystkim podziękować ; *. Naprawdę nie myślałam, że ktoś to wg czyta. Jest nam bardzo miło z tego powodu. Cóż. Smutno mi teraz będzie bez Natki, ale będzie nowe opowiadanie mam nadzieję równie interesujące. Tyle ode mnie. Do następneego < 333.
Jutro mija rok od tamtego magicznego koncertu. Pierwsza rocznica naszego związku. Ten dzień będzie podwójnie ważny. Być może najważniejszy w całym moim życiu ... Tak dobrze myślicie. Wychodze za mąż! Nasza skromna ceremonia będzie miała miejsce w L.A w hotelu w którym się poznaliśmy. Będzie tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Nadal ukrywamy swoje uczucia i jak na razie to się nie zmieni. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Nigdy nie przypuszczałabym, że taki dzień kiedyś nadejdzie. Jestem w swoim hotelowym pokoju. Za chwilę powinny się zjawić moje przyjaciółki. Ostatni rok przebiegł w doskonałym tempie. Z Christianem nie utrzymujemy już kontaktu, ale wiem , że po naszym rozstaniu próbował popełnić samobójstwo. Został zaproszony na nasz ślub, ale pewnie się nie zjawi. Jest mi przykro i chwilami na prawdę bardzo za nim tęsknię. Pomimo, że go nie kochałam był i nadal jest dla mnie kimś ważnym. O! Przyszły dziewczyny.
- Wow. Laski wyglądacie zjawiskowo! - wydarłam się.
Bardzo się cieszyłam na ten wieczór. Specjalnie na tę uroczystość przyleciały z Polski moje przyjaciółki Julia i Weronika ( XD ). Zapowiadało się fajnie tylko nie wiem czy nie będą miały problemów z dogadaniem się ( Caitlin nie mówi po Polsku, a Weronika i Julia nie znają perfekcyjnie angielskiego ) , ale to nie ma znaczenia. Najważniesze, że są tu ze mną. Z hotelowego barka wyciągnęłam kieliszki i wino. No co ? Jesteśmy już pełnoletnie! No może Anka jeszcze nie , ale już niedługo będzie! A właśnie, Anka ! Pomimo nieporozumień, udało się uratować naszą przyjaźń i bardzo się z tego cieszę . Usiadłyśmy na podłogę i zaczęłyśmy sączyć to co miałyśmy w kieliszkach. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym ... Ten wieczór zapowiadał się na udany. Około północy kiedy miałyśmy już niezły odwal, postanowiłyśmy sprawdzić jak zabawa u chłopców. Justin również miał wieczór , tyle że kawalerski ( ;dd ) . Jednym ruchem otwarłyśmy drzwi rzucając się na nich. A właśnie . Zapomniałam! Przecież Caitlin jest z Ryanem już ponad pół roku. Rozsiedliśmy się po całym apartamentowym salonie. Gadaliśmy długo. W końcu Cait zapytała.
- Ey . Nie jest wam smutno, że już nigdy nie będzie tak samo ?
- Nie, bo będzie jeszcze lepiej - odpowiedział za nas oboje Justin.
- No właśnie! Jutro Biebs rozdziewiczy ( xdd ) naszą Natkę ! - wypalił Ryan. Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem , a ja zawstydziłam się troszeczkę ...
- A co zazdrościsz mi ? - zapytał z uśmieszkiem Bieber. Zmierzyłam go wzrokiem uśmiechając się złowieszczo , a ten tylko spojrzał na mnie i puścił oczko.
- Ehee .. Już się boję . - pomyślałam .
- Ciebie też to czeka kochanie ! - wysyczałam w stronę Ryana. Reszta wieczoru , a raczej nocy przebiegła w świetnym nastroju. W końcu wykończeni zasnęliśmy nad ranem. Obudziłam się po 10:00. Wszyscy jeszcze spali. Po cichu wróciłam do swojego apartamentu. Wzięłam długą kąpiel. Później zaczęłam przygotowania. Około godziny 14 przyszły moje druhny wraz z całym sprzętem potrzebnych do ostatnich poprawek. Caitlin i Anka wymalowały mnie. W sumie żaden wielki make-up . Tylko rzęsy pomalowane tuszem, delikatnie oczy kredką i błyszczyk. Tak dziwnie, ale mam dopiero 18 lat i nie potrzebuje większej "tapety". Przebrałam się w białą sukienkę ze skromnymi dodatkami. Nie chciałam żadnych diamentów czy brylantów. Mam zwykłą sukienkę i skromny welon. Moi rodzice dopiero dziś przylecą. Widziałam ich w czasie wakacyjnego pobytu w Polsce i Bożego Narodzenia.
- Wyglądasz cudownie ! Ahh , tylko pozazdrościć - powiedziały chórem. Tak mają rację. Pewnie wiele tysięcy nastolatek oddałoby wszystko, żeby znaleźć się na moim miejscu, a ja nie zamieniłabym się z nimi za nic w świecie. Zbliżała się godzina 15:30. Mamy więc półtory godziny. Musimy ten czas dobrze wykorzystać. W końcu za kilkaset minut wszystko się zmieni. Już nigdy nie będzie tak samo. Długo zastanawiałam się czy dobrze robimy biorąc ślub w tak młodym wieku... " Przecież macie jeszcze dużo czasuu .. jesteście tacy młodzi! " - powtarzali. Jednak cały czas powtarzaliśmy ze śmiechem, że musimy zdążyć przed końcem świata, który ma być ponoć za kilka miesięcy. 17:00 zbliżała się nie ubłagalnie. Wszyscy po kolei weszli na dół. Zostałam tylko ja i mój świadek czyli Caitlin. Ceremonia odbędzie się w pobliskim kościele, ponieważ oboje jesteśmy katolikami. Po kilku minutach wkroczyli chłopacy. Tzn. Justin ze swoim świadkiem Ryanem. Oboje zaniemówiliśmy na swój widok. Mój przyszły mąż wyglądał cudownie. Zazdroszczę sobie takiego chłopaka. Tak, znowu odzywa się ta egoistyczna strona Natalii. Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce. Na dole wszyscy już czekali. Tylnym wyjściem wsiedliśmy do limuzyny. Po kilku minutach byliśmy już pod kościołem do którego też musieliśmy wejść tylnymi drzwiami. Wszyscy weszli i zajęli miejsca. Oczywiście w pierwszym rzędzie siedzieli nasi rodzice. Zaczęło się. Przez kolejne pół godziny nie działo się nic ważnego. W końcu nadszedł tak długo oczekiwany moment, najważniejszy nie tylko w całym tym dniu, ale i w życiu. Justin zaczął kolejno wymawiać słowa przysięgi. Nie mogłam powstrzymać łez. Na moim palcu zabłysnęła srebrna obrączka. Teraz moja kolej. Powtarzałam zgodnie słowa formułki. Nadszedł ostatni wers. Przed oczami przeleciało mi całe moje życie. Poczułam niepokój. Odwróciłam się i spojrzałam na wszystkich siedzących. Widziałam płaczącą Pattie, naszych wzruszonych przyjaciół, aż w końcu ujrzałam stojącego przy drzwiach Christiana. A więc przyszedł! Czułam radość i ulgę. Nasze wzroki spotkały się. Zapadła cisza. Patrzyliśmy tak chwilę , po czym Beadles uśmiechnął się.
- " I nie opuszczę Cię aż do śmierci " - wyszeptałam ...
* Narrator *
I tak zakończyła się historia naszych bohaterów. Nadszedł tak długo wyczekiwany happy end. Przez kolejne lata Caitlin wyszła za Ryana i mieli czworo dzieci. Cait została aktorką i skończyła szkołę teatralną, a Ryan jest zadowolonym koszykarzem. Anka ku zdziwieniu wszystkich została żoną Chrisa . Stworzyli szczęśliwą rodzinę, jednak Bealdes nigdy nie przestał kochać Natki , którą uważa za miłość swojego życia. A nasi główni bohaterowie? Nat została fotografem, a Justin nadal śpiewa, ale gra bardziej poważną muzykę. Wraz z Natką stworzyli piękną parę. Mieli troje dzieci. Widać cała historia musiała mieć taki przebieg, żeby w końcu był szczęśliwy koniec, bo przecież " Nic nie dzieje się bez przyczyny "...
Chciałabym wam również podziękować za tak liczne odwiedziny i od razu zaprosić do czytania nowego opowiadania. Już jutro , a może nawet dzisiaj dodam bohaterów i prolog. Obiecuje wam , że tamte będzie jeszcze bardziej interesujące . < 33
EDIT : Od Taala. Właśnie chciałyśmy Waam wszystkim podziękować ; *. Naprawdę nie myślałam, że ktoś to wg czyta. Jest nam bardzo miło z tego powodu. Cóż. Smutno mi teraz będzie bez Natki, ale będzie nowe opowiadanie mam nadzieję równie interesujące. Tyle ode mnie. Do następneego < 333.
środa, 4 maja 2011
24. Tak zwariowani w tym, co nazywamy miłością i ponieważ to dostaliśmy nie możemy odpuścić.
Jednym ruchem wyrwałam się z jego objęć i wybiegłam z sali. Biegłam przed siebie, a po mojej twarzy znów spływały łzy. Ostatnio ciągle płaczę. Zmęczona opadłam na ławkę. Skuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Siedziałam tak kilka minut gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się był to... Ryan. Zamurowało mnie. Spodziewałabym się każdego, ale nie jego.
- Nie spodziewałaś się mnie ? - zapytał. Kiwnęłam głową.
- Co ty tutaj robisz ? Bieber Cię wysłał ? - pytałam. Usiadł obok mnie i zabrał się do odpowiedzi.
- Pobiegłem za Tobą, nie powinnaś być teraz sama. - mówił.
- Hah. Nie martw się. Próby samobójcze mam już za sobą niczego sobie nie zrobię - ironizowałam.
- Nie chodzi o to. Po prostu widziałem, że potrzebujesz rozmowy z kimś neutralnym - powiedział. Miał rację. Od dawna tego potrzebowałam, ale nie miałam nikogo z kim mogłabym o tym rozmawiać. Oczywiście jest Caitlin, ale ona nie potrafiła mi doradzić.
- Racja. Potrzebuję rozmowy. Aż tak to widać ?
- Yyy no trochę - zaśmiał się.
- Dobra to mów - dodał po chwili.
- Chwila, chwila. Powiedz mi. Ty chcesz jeszcze ze mną gadać, pomimo tego co zrobiłam ? - pytałam. Nie rozumiałam tego. Przecież wiem, że nigdy za mną nie przepadał, a więc czemu tu jest ?
- Przecież nic takiego nie zrobiłaś - powiedział. Wiedziałam, że kłamał. Dobrze wiem, że mam mi za złe to co zrobiłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie co tak naprawdę się jeszcze stało.
- Żartujesz sobie ? Nic ? Rozwaliłam Waszą przyjaźń ! Spójrz, przecież jeszcze 2 miesiące temu byliście najlepszymi przyjaciółmi ! A teraz co ? Justin i Christian nie mogą na siebie patrzeć ! Niby wszystko jest okey, ale to tylko głupie pozory ! Nienawidzę siebie za to co zrobiłam. Przepraszam... przepraszam, że wcześniej tego nie zauważyłam. - krzyczałam.
- To nie tak ! Nie mów tak to nie Twoja wina - mówił spokojnie.
- Nie moja ? A czyja ? Proszę nie musisz udawać. Wiem jak jest. Szkoda, że zrozumiałam to dopiero teraz - płakałam. Jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje. Teraz dopiero zrozumiałam, że oni są inni. Nie przyjaźnią się tak jak dawniej. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam ich trójkę (Rayana,Justina i Christiana). Przecież wcześniej nie wytrzymaliby bez wspólnej gry w kosza, czy jakiś wygłupów. Co ja najlepszego narobiłam ? Odkąd się pojawiłam, ciągle coś rozwalam... Milczeliśmy przez dłużą chwilę. W mojej głowie pojawił się pomysł..
- Sporo namieszałam. dlatego myślę, że najlepiej będzie jeśli odejdę. Nie chcę już dłużej psuć wszystkiego co było - mówiłam przez łzy.
- Nie ! Nie możesz odejść rozumiesz ? Odchodząc, namieszasz jeszcze bardziej. - mówił. Zrezygnowaliśmy już z drążenia tego tematu, ale musiałam zapytać o coś jeszcze.
- Znasz ich obojgu bardzo dobrze prawda ? Powiedz mi dlaczego Bieber to zrobił ? Przecież prosiłam go...
- Tak, wiem. Powiedział mi, że wybrałaś Christiana. On, on chciał się z Tobą pożegnać - wyszeptał.
- Pożegnać ? Ale jak to ? - krzyczałam.
- Spokojnie, nie w tym znaczeniu. On wyjeżdża dziś w trasę - powiedział. W trasę ? Przecież to niemożliwe. Dlaczego nic nie wiedziałam ? - znowu zadawałam sobie tysiące pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Nie miałam już siły o tym myśleć, więc zmieniłam temat. Rozmawiało nam się bardzo fajnie. Nawet zapomniałam na chwilę o dręczących mnie problemach..
Było już po 22:30, na dworze zrobiło się ciemno i zimno. Postanowiliśmy wrócić do domu (każdy do swojego xd). Odprowadził mnie, pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Weszłam, ściągnęłam buty i pobiegłam do swojego pokoju. Anka już spała. Ostatnio nie rozmawiamy ze sobą, za często. Weszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i ujrzałam paczkę. Zdziwiłam się. Nie wiem co ona tu robi i od kogo jest. Była zawinięta w szary papier. Szybkim ruchem rozdarłam go. Byłam bardzo ciekawa co w niej jest. Odpakowałam i moim oczom ukazał się portret. W dodatku był to mój portret. Do niego była dołączona koperta, a w niej list. Zaczęłam czytać..
"Wiem, że to co dziś zrobiłem było złe. Nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać. To było najprawdopodobniej nasze ostatnie spotkanie. Nie chcę już dłużej mieszać w Twoim życiu. Wybrałaś Christiana i muszę się z tym pogodzić, jednak nie potrafię na to patrzeć, dlatego postanowiłem odejść. Teraz kiedy to czytasz, jestem już setki kilometrów stąd. Nie wiem co będzie dalej, ale na pewno tu nie wrócę. Trudno będzie mi wytrzymać bez Ciebie, ale spróbuję. Jeżeli Christian Cię skrzywdzi zawsze możesz na mnie liczyć. Pamiętaj o tym. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni.
Justin."
Czytałam to, a po mojej twarzy staczały się łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. On nie może tak po prostu odejść. Nie wytrzymam tego... ! Chwyciłam portret. Był piękny. Teraz już wiem, kogo malował Justin na plastyce. - uśmiechnęłam się sama do siebie i mocno przytuliłam obraz. Sama nie wiem kiedy zasnęłam...
Kolejne dni mijały, a ja wciąż nie mogłam się pogodzić z tym co się stało. Christian starał się jak mógł, aby tylko poprawić mi humor, ale bez efektów. Gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię widzę Justina. To jakaś paranoja. Nie mogę się ogarnąć.
Dzień za dniem mija. Od kilku dni śledzę każdy koncert i "plotki" na temat Biebera. Nie mogę uwierzyć w to co on robi. Prawie na każdym koncercie śpiewając "That should be me" płacze. W dodatku ciągle pokazuje się z inną dziewczyną. Nie szczędzą sobie czułości, a po kilku dniach rani ją. Nie poznaję go. To nie ten sam Justin, którego znałam... którego kochałam. Na widok zdjęć, za każdym razem czuję potworny ból. Nie rozumiem dlaczego to robi. Przecież do niedawna zapewniał mnie, że liczę się tylko ja...
Przez kolejne dni w mojej głowie zrodził się pewien pomysł. Nie chciałam robić niczego pochopnie, dlatego długo rozważałam wszystkie za i przeciw. Liczyłam się z konsekwencjami jakie poniosę i z tym, że może to być totalny niewypał. Ale chcę to zrobić i w końcu zakończyć cały ten mętlik.
Jest poranek. Jak każdego dnia wchodzę na laptopa. Za godzinę jestem umówiona z Christianem, to będzie trudne spotkanie. Sprawdzam kolejne koncerty. Szukam luki z jutrzejszą datą. Znajduję. Berlin ! To jest to !. Pakuję walizkę i wychodzę na spotkanie. W oddali widzę śmiejącego się Beadlesa. Zbliża się do mnie, ale gwałtownie się oddalam. Jest zdezorientowany.. Boję się tego co teraz powiem. W końcu zbieram się na odwagę.
- To koniec - wydukuję. Nie potrafię nic innego wydusić. Patrzy na mnie i nie bardzo rozumie. Ponownie zbliża się, a ja odsuwam.
- Między nami wszystko skończone. Przykro mi, ale nie mogę dłużej udawać. Nigdy Cię nie kochałam i nigdy nie pokocham. Chciałam, ale nie mogłam. Przepraszam - mówię i odchodzę. Biegnę przed siebie, co jakiś czas odwracając się. Zachowałam się jak podła egoistka, ale takie zachowanie mnie już nie dziwi. Wbiegam do domu, biorę walizkę i wybiegam. Pod domem czeka na mnie taksówka. Jednym tchem rzucam "Na lotnisko". Po godzinie znajduję się pod chcianym miejscem. Płacę za kurs, biorę walizki i zbliżam się do kasy. Kupuję bilet na najbliższy lot do Berlina. Idę na odprawę po czym zajmuję miejsce w samolocie. Samolot wzbija się w górę. Powrót do korzeni - uśmiecham się pod nosem. Lecimy długo, ale w końcu lądujemy. Wysiadam i udaję się do najbliższego hotelu. W międzyczasie kontaktuję się z Usherem. Wszystko jest przygotowane. Jutro wielki dzień - myślę i kładę się spać.
Rano wstałam w doskonałym humorze. Ubrałam się i zaczęłam przygotowania. Cały dzień byłam zabiegana. Zbliża się godzina 19:30. Udaję się taksówką pod arenę. Wysiadam i przeciskam się przez tłumy krzyczących fanek. W moją stronę zbliża się Kenny, za którym podążam do środka. Jestem w garderobie. Kenny przedstawia mnie jakieś dziewczynie i wychodzi. Siadam na fotel. Dziewczyna, zaczyna malować mnie. Po chwili pojawia się druga, która prostuje moje włosy. Gdy jestem gotowa, przebieram się w sukienkę. Jest 21:00. Zaczyna się koncert. W oddali słyszę głos Biebera, który działa na mnie kojąco. Zaczyna śpiewać, a jego fanki wrzeszczą w niebo-głosy. Koncert trwa już godzinę. Zaczynam się coraz bardziej denerwować. Staję za kulisami, tak że widzę go i tłumy pod sceną. Kończąc "Love me", zapowiada kolejną piosenkę "That should be me". Siada przy fortepianie czekając na akustykę. Nagle z głośników wydobywa się zupełnie inna muzyka. To nasza piosenka. Widzę wyraźnie zdziwioną minę Biebera i wchodzę na scenę zaczynając śpiewać
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I...
Widząc mnie na jego twarzy pojawia się uśmiech zmieszany ze zdziwieniem. Kolejne wersy należą do niego. Zaczyna śpiewać. Zbliża się do mnie, kładąc na mojej twarzy swoją dłoń. Czuję chłód, przeszywa mnie dreszcze. Śpiewamy wczuwając się w każde słowo. Piosenka kończy się słowami
It's supposed to be some give and take I know.
Your only taking and not given any more
So what will I do? (So what will I do?)
Cause I still love you.
You're the only one who can save me
Wtulam się w niego na oczach tysięcy fanek, które wrzeszczą.
- Nigdy więcej nie odchodź - szepcze mi do ucha.
- Nie odejdę - mówię i ponownie wtulam się w niego.....
****
I tak kończy się to opowiadanie. Kompletnie nie wiedziałam jak mam skończyć i wyszło strasznie blee ;/. Mam nadzieję, że chociaż końcówka się spodoba...Jutro napiszę jeszcze dalsze losy naszych bohaterów ;). Wszystko może uleć zmianie.
- Nie spodziewałaś się mnie ? - zapytał. Kiwnęłam głową.
- Co ty tutaj robisz ? Bieber Cię wysłał ? - pytałam. Usiadł obok mnie i zabrał się do odpowiedzi.
- Pobiegłem za Tobą, nie powinnaś być teraz sama. - mówił.
- Hah. Nie martw się. Próby samobójcze mam już za sobą niczego sobie nie zrobię - ironizowałam.
- Nie chodzi o to. Po prostu widziałem, że potrzebujesz rozmowy z kimś neutralnym - powiedział. Miał rację. Od dawna tego potrzebowałam, ale nie miałam nikogo z kim mogłabym o tym rozmawiać. Oczywiście jest Caitlin, ale ona nie potrafiła mi doradzić.
- Racja. Potrzebuję rozmowy. Aż tak to widać ?
- Yyy no trochę - zaśmiał się.
- Dobra to mów - dodał po chwili.
- Chwila, chwila. Powiedz mi. Ty chcesz jeszcze ze mną gadać, pomimo tego co zrobiłam ? - pytałam. Nie rozumiałam tego. Przecież wiem, że nigdy za mną nie przepadał, a więc czemu tu jest ?
- Przecież nic takiego nie zrobiłaś - powiedział. Wiedziałam, że kłamał. Dobrze wiem, że mam mi za złe to co zrobiłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie co tak naprawdę się jeszcze stało.
- Żartujesz sobie ? Nic ? Rozwaliłam Waszą przyjaźń ! Spójrz, przecież jeszcze 2 miesiące temu byliście najlepszymi przyjaciółmi ! A teraz co ? Justin i Christian nie mogą na siebie patrzeć ! Niby wszystko jest okey, ale to tylko głupie pozory ! Nienawidzę siebie za to co zrobiłam. Przepraszam... przepraszam, że wcześniej tego nie zauważyłam. - krzyczałam.
- To nie tak ! Nie mów tak to nie Twoja wina - mówił spokojnie.
- Nie moja ? A czyja ? Proszę nie musisz udawać. Wiem jak jest. Szkoda, że zrozumiałam to dopiero teraz - płakałam. Jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje. Teraz dopiero zrozumiałam, że oni są inni. Nie przyjaźnią się tak jak dawniej. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam ich trójkę (Rayana,Justina i Christiana). Przecież wcześniej nie wytrzymaliby bez wspólnej gry w kosza, czy jakiś wygłupów. Co ja najlepszego narobiłam ? Odkąd się pojawiłam, ciągle coś rozwalam... Milczeliśmy przez dłużą chwilę. W mojej głowie pojawił się pomysł..
- Sporo namieszałam. dlatego myślę, że najlepiej będzie jeśli odejdę. Nie chcę już dłużej psuć wszystkiego co było - mówiłam przez łzy.
- Nie ! Nie możesz odejść rozumiesz ? Odchodząc, namieszasz jeszcze bardziej. - mówił. Zrezygnowaliśmy już z drążenia tego tematu, ale musiałam zapytać o coś jeszcze.
- Znasz ich obojgu bardzo dobrze prawda ? Powiedz mi dlaczego Bieber to zrobił ? Przecież prosiłam go...
- Tak, wiem. Powiedział mi, że wybrałaś Christiana. On, on chciał się z Tobą pożegnać - wyszeptał.
- Pożegnać ? Ale jak to ? - krzyczałam.
- Spokojnie, nie w tym znaczeniu. On wyjeżdża dziś w trasę - powiedział. W trasę ? Przecież to niemożliwe. Dlaczego nic nie wiedziałam ? - znowu zadawałam sobie tysiące pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Nie miałam już siły o tym myśleć, więc zmieniłam temat. Rozmawiało nam się bardzo fajnie. Nawet zapomniałam na chwilę o dręczących mnie problemach..
Było już po 22:30, na dworze zrobiło się ciemno i zimno. Postanowiliśmy wrócić do domu (każdy do swojego xd). Odprowadził mnie, pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Weszłam, ściągnęłam buty i pobiegłam do swojego pokoju. Anka już spała. Ostatnio nie rozmawiamy ze sobą, za często. Weszłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i ujrzałam paczkę. Zdziwiłam się. Nie wiem co ona tu robi i od kogo jest. Była zawinięta w szary papier. Szybkim ruchem rozdarłam go. Byłam bardzo ciekawa co w niej jest. Odpakowałam i moim oczom ukazał się portret. W dodatku był to mój portret. Do niego była dołączona koperta, a w niej list. Zaczęłam czytać..
"Wiem, że to co dziś zrobiłem było złe. Nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać. To było najprawdopodobniej nasze ostatnie spotkanie. Nie chcę już dłużej mieszać w Twoim życiu. Wybrałaś Christiana i muszę się z tym pogodzić, jednak nie potrafię na to patrzeć, dlatego postanowiłem odejść. Teraz kiedy to czytasz, jestem już setki kilometrów stąd. Nie wiem co będzie dalej, ale na pewno tu nie wrócę. Trudno będzie mi wytrzymać bez Ciebie, ale spróbuję. Jeżeli Christian Cię skrzywdzi zawsze możesz na mnie liczyć. Pamiętaj o tym. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni.
Justin."
Czytałam to, a po mojej twarzy staczały się łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. On nie może tak po prostu odejść. Nie wytrzymam tego... ! Chwyciłam portret. Był piękny. Teraz już wiem, kogo malował Justin na plastyce. - uśmiechnęłam się sama do siebie i mocno przytuliłam obraz. Sama nie wiem kiedy zasnęłam...
Kolejne dni mijały, a ja wciąż nie mogłam się pogodzić z tym co się stało. Christian starał się jak mógł, aby tylko poprawić mi humor, ale bez efektów. Gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię widzę Justina. To jakaś paranoja. Nie mogę się ogarnąć.
Dzień za dniem mija. Od kilku dni śledzę każdy koncert i "plotki" na temat Biebera. Nie mogę uwierzyć w to co on robi. Prawie na każdym koncercie śpiewając "That should be me" płacze. W dodatku ciągle pokazuje się z inną dziewczyną. Nie szczędzą sobie czułości, a po kilku dniach rani ją. Nie poznaję go. To nie ten sam Justin, którego znałam... którego kochałam. Na widok zdjęć, za każdym razem czuję potworny ból. Nie rozumiem dlaczego to robi. Przecież do niedawna zapewniał mnie, że liczę się tylko ja...
Przez kolejne dni w mojej głowie zrodził się pewien pomysł. Nie chciałam robić niczego pochopnie, dlatego długo rozważałam wszystkie za i przeciw. Liczyłam się z konsekwencjami jakie poniosę i z tym, że może to być totalny niewypał. Ale chcę to zrobić i w końcu zakończyć cały ten mętlik.
Jest poranek. Jak każdego dnia wchodzę na laptopa. Za godzinę jestem umówiona z Christianem, to będzie trudne spotkanie. Sprawdzam kolejne koncerty. Szukam luki z jutrzejszą datą. Znajduję. Berlin ! To jest to !. Pakuję walizkę i wychodzę na spotkanie. W oddali widzę śmiejącego się Beadlesa. Zbliża się do mnie, ale gwałtownie się oddalam. Jest zdezorientowany.. Boję się tego co teraz powiem. W końcu zbieram się na odwagę.
- To koniec - wydukuję. Nie potrafię nic innego wydusić. Patrzy na mnie i nie bardzo rozumie. Ponownie zbliża się, a ja odsuwam.
- Między nami wszystko skończone. Przykro mi, ale nie mogę dłużej udawać. Nigdy Cię nie kochałam i nigdy nie pokocham. Chciałam, ale nie mogłam. Przepraszam - mówię i odchodzę. Biegnę przed siebie, co jakiś czas odwracając się. Zachowałam się jak podła egoistka, ale takie zachowanie mnie już nie dziwi. Wbiegam do domu, biorę walizkę i wybiegam. Pod domem czeka na mnie taksówka. Jednym tchem rzucam "Na lotnisko". Po godzinie znajduję się pod chcianym miejscem. Płacę za kurs, biorę walizki i zbliżam się do kasy. Kupuję bilet na najbliższy lot do Berlina. Idę na odprawę po czym zajmuję miejsce w samolocie. Samolot wzbija się w górę. Powrót do korzeni - uśmiecham się pod nosem. Lecimy długo, ale w końcu lądujemy. Wysiadam i udaję się do najbliższego hotelu. W międzyczasie kontaktuję się z Usherem. Wszystko jest przygotowane. Jutro wielki dzień - myślę i kładę się spać.
Rano wstałam w doskonałym humorze. Ubrałam się i zaczęłam przygotowania. Cały dzień byłam zabiegana. Zbliża się godzina 19:30. Udaję się taksówką pod arenę. Wysiadam i przeciskam się przez tłumy krzyczących fanek. W moją stronę zbliża się Kenny, za którym podążam do środka. Jestem w garderobie. Kenny przedstawia mnie jakieś dziewczynie i wychodzi. Siadam na fotel. Dziewczyna, zaczyna malować mnie. Po chwili pojawia się druga, która prostuje moje włosy. Gdy jestem gotowa, przebieram się w sukienkę. Jest 21:00. Zaczyna się koncert. W oddali słyszę głos Biebera, który działa na mnie kojąco. Zaczyna śpiewać, a jego fanki wrzeszczą w niebo-głosy. Koncert trwa już godzinę. Zaczynam się coraz bardziej denerwować. Staję za kulisami, tak że widzę go i tłumy pod sceną. Kończąc "Love me", zapowiada kolejną piosenkę "That should be me". Siada przy fortepianie czekając na akustykę. Nagle z głośników wydobywa się zupełnie inna muzyka. To nasza piosenka. Widzę wyraźnie zdziwioną minę Biebera i wchodzę na scenę zaczynając śpiewać
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I...
Widząc mnie na jego twarzy pojawia się uśmiech zmieszany ze zdziwieniem. Kolejne wersy należą do niego. Zaczyna śpiewać. Zbliża się do mnie, kładąc na mojej twarzy swoją dłoń. Czuję chłód, przeszywa mnie dreszcze. Śpiewamy wczuwając się w każde słowo. Piosenka kończy się słowami
It's supposed to be some give and take I know.
Your only taking and not given any more
So what will I do? (So what will I do?)
Cause I still love you.
You're the only one who can save me
Wtulam się w niego na oczach tysięcy fanek, które wrzeszczą.
- Nigdy więcej nie odchodź - szepcze mi do ucha.
- Nie odejdę - mówię i ponownie wtulam się w niego.....
****
I tak kończy się to opowiadanie. Kompletnie nie wiedziałam jak mam skończyć i wyszło strasznie blee ;/. Mam nadzieję, że chociaż końcówka się spodoba...Jutro napiszę jeszcze dalsze losy naszych bohaterów ;). Wszystko może uleć zmianie.
czwartek, 28 kwietnia 2011
23. Teraz wszystko co widzę to ty.
- To gdzie zabierzesz mnie na pierwszą randkę ? - zapytałam, wyraźnie akcentując "pierwszą".
- Hm. To niespodzianka - wyszeptał. Zasłonił mi oczy. Szliśmy gdzieś, ale nie wiem gdzie. Nadal byliśmy na plaży. Z każdą chwilą moja ciekawość wzrastała. Beadles, jak to Beadles na pewno wpadł na jakiś szalony pomysł. Nie myliłam się.
- Już, jesteśmy na miejscu. Możesz otworzyć oczy. - powiedział. Tak, też zrobiłam. Otwarłam oczy i doznałam szoku ........ byliśmy na szczycie jakieś wieży, a dookoła morze. Widok był cudowny.
- Dziękuje - wyszeptałam i wtuliłam się w niego.
- To jeszcze nie koniec, lecz początek - powiedział i uśmiechnął się złowieszo. Ciekawe na jaki pomysł wpadł tym razem - myślałam. Usłyszałam czyjeś głosy. Byli to 3 faceci, ubrani cali na czarno. Wystraszyłam się. W rękach trzymali jakieś sznury.
- Co się tutaj dzieje ? - zapytałam ze strachem.
- Jak to co ? Skoczymy na bungee. - powiedział spokojnie
- Żartujesz ? Chyba oszalałeś. ! Nie mam najmniejszego zamiaru ! - krzyczałam.
- Mała spokojnie.. Nic złego się nie stanie. - mówił. No super. Dopiero co zaczęłam cieszyć się wyjściem ze szpitala, to już tam wrócę..
- Dobra ok, ale jak coś się stanie to masz mnie na sumieniu - uśmiechnęłam się i pocałowałam go delikatnie. Ci dziwni ludzie przypięli nam jakieś liny i inne dziwne rzeczy. Po kilkunastu minutach byliśmy gotowi. Stanęliśmy za barierką na końcu krawędzi. Spojrzałam w dół. Ogarnęła mnie panika. Wiedziałam, że nie mogę się wycofać. Chwyciłam Christiana za rękę. W jego oczach też widziałam lęk i strach.
- Jesteście gotowi ? - zapytał gruby facet. Przytaknęliśmy równo.
- No to na 3 ....1......2.........3................. - i lekko popchnęli nas. Lecieliśmy w dół. To niesamowite uczucie. Krzyczeliśmy jak opętani. Zatrzymaliśmy się i wisieliśmy w powietrzu. Utrzymywała nas tylko gruba lina. Gdyby teraz się zerwała... Ugh. Wolę nawet nie myśleć.
- Zajebiscie prawda ? - usłyszałam głos mojego chłopaka
- Oj tak. Tego nie da się opisać - mówiłam. Wciągnęli nas na górę. Cała drżałam. Nie mogłam opanować emocji. Z trudem udało nam się zejść ponownie na plażę. Robiło się już ciemno, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Chris odprowadził mnie (w sumie to mieszka obok xd) pod drzwi. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Było już późno, więc starałam się nie hałasować, dlatego po cichu sciągnęłam buty i chciałam udać się na górę. W salonie widziałam światło. Pewnie Anka znów go nie zgasiła. Podeszłam bliżej i zamurowało mnie. Na kanapie widziałam Ankę całującą się z Bieberem !. Poczułam nutkę zazdrości. Szybkim krokiem udałam się na górę, do swojego pokoju. Zapaliłam malutką lampkę. Było prawie ciemno. Usiadłam na parapecie mojego okna. Rozejrzałam się dookoła. Tak bardzo tęskniłam za nim. Nie byłam tu ponad miesiąc.. - uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili znów wróciła mi tamta sytuacja. Zabolało mnie to. Nadal go kocham i nie mam zamiaru wmawiać sobie, że tak nie jest, ale myślałam że uda mi się zapomnieć. Zastanawiałam się dlaczego to zrobił, przecież cały czas powtarzał mi, że mnie kocha.. Nie rozumiem dlaczego tak kłamał. Nie prosiłam go o jego pieprzoną miłość ! Nie musiał udawać - krzyczałam, a po mojej twarzy spływały łzy. Byłam już bardzo zmęczona i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się potwornie zmęczona. Była 7:30, dziś idę do szkoły pierwszy raz od dawna. Lekcje mam na 10:00 dopiero, bo nie mamy historii. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Ugh wyglądałam strasznie. Byłam cała rozmazana. Przemyłam twarz wodą i wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się i zeszłam na dół w kuchni ujrzałam Ankę całą w skowronkach. No i z czego się cieszysz ? - warknęłam cicho, tak aby mnie nie usłyszała. Nic nie mówiąc wzięłam szklankę soku i usiadłam do stołu. Po chwili usiadła obok mnie.
- Hey kochanie, nawet nie zauważyłam jak wczoraj wróciłaś. - mówiła.
- Widocznie byłaś zajęta czymś innym - ironizowałam.
- Wiesz muszę Ci coś powiedzieć - powiedziała
- No dawaj - mruknęłam
- Ja i Justin , tzn my .. jesteśmy razem - wydukała.
- Co ? Ale jak to ? - krzyczałam. Wstałam i wybiegłam z kuchni, wzięłam tylko swoją torbę i wyszłam. Poszłam do Beadlesów, a raczej do Caitlin. Drzwi otwarła mi ich matka i wpuściła. Weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedziała moja przyjaciółka. Od razu opowiedziałam jej wszystko. Poczułam lekką ulgę. Było dopiero po 8:00, dlatego miałyśmy jeszcze sporo czasu na plotki.
- Wiesz, że jutro jest impreza w szkole ? - zapytała. Nic nie wiedziałam.
- Nie, nie słyszałam nic o tym. To bardzo fajnie, bo mam zamiar trochę się zmienić. Impreza będzie idealnie pasowała do pokazania nowego wizerunku ! - ucieszyłam się. Oczywiście Cait od razu chciała wiedzieć o co chodzi, ale nic jej nie powiedziałam. Zrobiło się już późno dlatego wyszłyśmy. Doszłyśmy do szkoły pół godziny przed czasem. Siedziałyśmy na ławkach rozwijając dalej tematy, o których gadałyśmy w domu. W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę. Wszyscy zaczęli wychodzić, w oddali zobaczyłam jakąś parę, trzymającą się za ręce, oczywiście byli to Anka i Justin. Szli w naszą stronę. Do moich oczu napłynęły łzy, ale szybko je wytarłam, tak by nie zauważyli. Podeszli do nas.
- Siemka Wam. Co słychać ? - rzucił jakby nigdy nic Bieber. Miałam ochotę uderzyć go, ale powstrzymałam się.
- A nic takiego, ale widzę że u Was dużo się zmieniło - powiedziałam z ironizacją. Do naszej czwórki podszedł Chris. Podszedł do mnie i delikatnie pocałował, co wywołało grymas na twarzy Justina. Ah. Dobrze mu tak - pomyślałam.
- Co jest grane ? - zapytał mój chłopak
- A nic. Mamy nową parę, właśnie opowiadają o swoim związku - wypaliłam. Nie mogłam powstrzymać złości. Na szczęście zadzwonił dzwonek i udaliśmy się do klas. Przynajmniej przez najbliższe 45min nie będę musiała, oglądać tej kochającej parki - mówiłam do Caitlin. Pierwszą mieliśmy plastykę. Naszym dzisiejszym zadaniem było namalowanie portretu bliskiej osoby. Większość rysowała swoje rodziny, a ja kogo miałam narysować ? Wahałam się między Christianem, a Caitlin. Ostatecznie padło na Cait. Jestem całkiem dobra z plastyki dlatego wyszedł mi całkiem fajny obrazek. Moja przyjaciółka namalowała mnie i również fajnie jej to wyszło. Byłam bardzo ciekawa czy Biebs narysuję Anką, ale starannie zasłonił kartkę, tak by nikt nie widział. Siedział w ostatniej ławce, więc niczego nie dojrzałam. Lekcja się skończyła. Kolejne mijały spokojnie. Na wf-ie dekorowaliśmy salę i było przy tym bardzo dużo śmiechu. W dodatku klasa Christiana też miała w tym czasie wf, dlatego dekorowaliśmy razem. Wygłupialiśmy się jak jakieś dziwolągi, ale mieliśmy to gdzieś. Przez cały czas widziałam, że Bieber spogląda w naszą stronę. Patrzył na nas ze złością i wcale nie miałam nic przeciwko temu. Po lekcjach poszłam w stronę centrum. Wiedziałam, że wrócę do domu odmieniona. Chciałam coś zmienić. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Poszłam do fryzjera i przefarbowałam włosy na czarno. Wiem, że to głupie, ale czułam potrzebę zmiany. Chciałam zacząć nowy etap. Miał być blond, ale w końcu padło na czarny. Wróciłam do domu. Anki nie było jak zwykle. Pewnie jest gdzieś ze swoim chłopakiem. Chwila stoop !. Dość tego. Przestań ciągle o nim myśleć. - mówiłam sama do siebie. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem fajnie. Dzisiaj postanowiłam wcześnie położyć się spać i tak też zrobiłam. Rano obudziłam się w doskonałym humorze. Ubrałam się i poszłam po moją przyjaciółkę. Gdy mnie zobaczył aż zaniemówiła z wrażenia. Zresztą tak jak reszta. Cały dzień minął bardzo miło. Wszystkim spodobał się mój nowy image (chyba tak się pisze xd). Po szkole zaczęłyśmy przygotowania. Zrobiłyśmy delikatny
make up i wybrałyśmy odpowiednie ciuchy. Wyglądałyśmy świetnie. W doskonałych humorach udałyśmy się do szkoły gdzie zabawa się rozpoczynała. Wszystko mijało znakomicie. Niestety Chris pomagał przy DJ (de joot ; D jak to nasz wych mówi), ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. DJ powiedział, że teraz każdy chłopak ma poprosić dziewczynę. Tak też się stało. W moją stronę ruszył Bieber. Obawiałam się najgorszego i nie myliłam się. Nie mogłam mu odmówić. Wiedziałam, że Anka mi tego nie wybaczy, ale nie obchodziło mnie to. Leciała OLLG, którą śpiewa Bieber. Wtuliłam się w niego i zaczęliśmy tańczyć. Widziałam, że Christian patrzył ze złością, ale nie potrafiłam sobie odmówić. Na dworze było już ciemno. W sali było słychać tylko muzykę, w której rytm tańczyło kilkadziesiąt par. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie tą scenę jak się poznaliśmy. Justin zaczął nucić mi do ucha kolejne słowa
I saw so many pretty faces
Before I saw you, you
Now all I see is you
Oh no
Don't need these other pretty faces
'Cause when your mine in the world
There's gonna be one less lonely girl.
Aww. Jaki on ma słodki głos. Piosenka się skończyła.
- Dziękuje - wyszeptałam, a on zbliżył się do mnie. Wiedziałam co chciał zrobić. Chciałam się odsunąć, ale moje uczucia są silniejsze ode mnie. Oboje oddaliśmy się namiętnemu pocałunkowi. Zaraz co ja robię - pomyślałam. Jednym ruchem wyrwałam się z jego objęć i wybiegłam z sali. Biegłam przed siebie, a po mojej twarzy znów spływały łzy. Ostatnio ciągle płaczę. Zmęczona opadłam na ławkę. Skuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Siedziałam tak kilka minut gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się był to...
***
Za nami 23 rozdział. Jest on jednym z ostatnich w opowiadaniu. Za kilka dni będzie koniec i następne. Jutro NN, a tutaj macie Natkę po przemianie.
- Hm. To niespodzianka - wyszeptał. Zasłonił mi oczy. Szliśmy gdzieś, ale nie wiem gdzie. Nadal byliśmy na plaży. Z każdą chwilą moja ciekawość wzrastała. Beadles, jak to Beadles na pewno wpadł na jakiś szalony pomysł. Nie myliłam się.
- Już, jesteśmy na miejscu. Możesz otworzyć oczy. - powiedział. Tak, też zrobiłam. Otwarłam oczy i doznałam szoku ........ byliśmy na szczycie jakieś wieży, a dookoła morze. Widok był cudowny.
- Dziękuje - wyszeptałam i wtuliłam się w niego.
- To jeszcze nie koniec, lecz początek - powiedział i uśmiechnął się złowieszo. Ciekawe na jaki pomysł wpadł tym razem - myślałam. Usłyszałam czyjeś głosy. Byli to 3 faceci, ubrani cali na czarno. Wystraszyłam się. W rękach trzymali jakieś sznury.
- Co się tutaj dzieje ? - zapytałam ze strachem.
- Jak to co ? Skoczymy na bungee. - powiedział spokojnie
- Żartujesz ? Chyba oszalałeś. ! Nie mam najmniejszego zamiaru ! - krzyczałam.
- Mała spokojnie.. Nic złego się nie stanie. - mówił. No super. Dopiero co zaczęłam cieszyć się wyjściem ze szpitala, to już tam wrócę..
- Dobra ok, ale jak coś się stanie to masz mnie na sumieniu - uśmiechnęłam się i pocałowałam go delikatnie. Ci dziwni ludzie przypięli nam jakieś liny i inne dziwne rzeczy. Po kilkunastu minutach byliśmy gotowi. Stanęliśmy za barierką na końcu krawędzi. Spojrzałam w dół. Ogarnęła mnie panika. Wiedziałam, że nie mogę się wycofać. Chwyciłam Christiana za rękę. W jego oczach też widziałam lęk i strach.
- Jesteście gotowi ? - zapytał gruby facet. Przytaknęliśmy równo.
- No to na 3 ....1......2.........3................. - i lekko popchnęli nas. Lecieliśmy w dół. To niesamowite uczucie. Krzyczeliśmy jak opętani. Zatrzymaliśmy się i wisieliśmy w powietrzu. Utrzymywała nas tylko gruba lina. Gdyby teraz się zerwała... Ugh. Wolę nawet nie myśleć.
- Zajebiscie prawda ? - usłyszałam głos mojego chłopaka
- Oj tak. Tego nie da się opisać - mówiłam. Wciągnęli nas na górę. Cała drżałam. Nie mogłam opanować emocji. Z trudem udało nam się zejść ponownie na plażę. Robiło się już ciemno, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Chris odprowadził mnie (w sumie to mieszka obok xd) pod drzwi. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Było już późno, więc starałam się nie hałasować, dlatego po cichu sciągnęłam buty i chciałam udać się na górę. W salonie widziałam światło. Pewnie Anka znów go nie zgasiła. Podeszłam bliżej i zamurowało mnie. Na kanapie widziałam Ankę całującą się z Bieberem !. Poczułam nutkę zazdrości. Szybkim krokiem udałam się na górę, do swojego pokoju. Zapaliłam malutką lampkę. Było prawie ciemno. Usiadłam na parapecie mojego okna. Rozejrzałam się dookoła. Tak bardzo tęskniłam za nim. Nie byłam tu ponad miesiąc.. - uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili znów wróciła mi tamta sytuacja. Zabolało mnie to. Nadal go kocham i nie mam zamiaru wmawiać sobie, że tak nie jest, ale myślałam że uda mi się zapomnieć. Zastanawiałam się dlaczego to zrobił, przecież cały czas powtarzał mi, że mnie kocha.. Nie rozumiem dlaczego tak kłamał. Nie prosiłam go o jego pieprzoną miłość ! Nie musiał udawać - krzyczałam, a po mojej twarzy spływały łzy. Byłam już bardzo zmęczona i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się potwornie zmęczona. Była 7:30, dziś idę do szkoły pierwszy raz od dawna. Lekcje mam na 10:00 dopiero, bo nie mamy historii. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Ugh wyglądałam strasznie. Byłam cała rozmazana. Przemyłam twarz wodą i wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się i zeszłam na dół w kuchni ujrzałam Ankę całą w skowronkach. No i z czego się cieszysz ? - warknęłam cicho, tak aby mnie nie usłyszała. Nic nie mówiąc wzięłam szklankę soku i usiadłam do stołu. Po chwili usiadła obok mnie.
- Hey kochanie, nawet nie zauważyłam jak wczoraj wróciłaś. - mówiła.
- Widocznie byłaś zajęta czymś innym - ironizowałam.
- Wiesz muszę Ci coś powiedzieć - powiedziała
- No dawaj - mruknęłam
- Ja i Justin , tzn my .. jesteśmy razem - wydukała.
- Co ? Ale jak to ? - krzyczałam. Wstałam i wybiegłam z kuchni, wzięłam tylko swoją torbę i wyszłam. Poszłam do Beadlesów, a raczej do Caitlin. Drzwi otwarła mi ich matka i wpuściła. Weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedziała moja przyjaciółka. Od razu opowiedziałam jej wszystko. Poczułam lekką ulgę. Było dopiero po 8:00, dlatego miałyśmy jeszcze sporo czasu na plotki.
- Wiesz, że jutro jest impreza w szkole ? - zapytała. Nic nie wiedziałam.
- Nie, nie słyszałam nic o tym. To bardzo fajnie, bo mam zamiar trochę się zmienić. Impreza będzie idealnie pasowała do pokazania nowego wizerunku ! - ucieszyłam się. Oczywiście Cait od razu chciała wiedzieć o co chodzi, ale nic jej nie powiedziałam. Zrobiło się już późno dlatego wyszłyśmy. Doszłyśmy do szkoły pół godziny przed czasem. Siedziałyśmy na ławkach rozwijając dalej tematy, o których gadałyśmy w domu. W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę. Wszyscy zaczęli wychodzić, w oddali zobaczyłam jakąś parę, trzymającą się za ręce, oczywiście byli to Anka i Justin. Szli w naszą stronę. Do moich oczu napłynęły łzy, ale szybko je wytarłam, tak by nie zauważyli. Podeszli do nas.
- Siemka Wam. Co słychać ? - rzucił jakby nigdy nic Bieber. Miałam ochotę uderzyć go, ale powstrzymałam się.
- A nic takiego, ale widzę że u Was dużo się zmieniło - powiedziałam z ironizacją. Do naszej czwórki podszedł Chris. Podszedł do mnie i delikatnie pocałował, co wywołało grymas na twarzy Justina. Ah. Dobrze mu tak - pomyślałam.
- Co jest grane ? - zapytał mój chłopak
- A nic. Mamy nową parę, właśnie opowiadają o swoim związku - wypaliłam. Nie mogłam powstrzymać złości. Na szczęście zadzwonił dzwonek i udaliśmy się do klas. Przynajmniej przez najbliższe 45min nie będę musiała, oglądać tej kochającej parki - mówiłam do Caitlin. Pierwszą mieliśmy plastykę. Naszym dzisiejszym zadaniem było namalowanie portretu bliskiej osoby. Większość rysowała swoje rodziny, a ja kogo miałam narysować ? Wahałam się między Christianem, a Caitlin. Ostatecznie padło na Cait. Jestem całkiem dobra z plastyki dlatego wyszedł mi całkiem fajny obrazek. Moja przyjaciółka namalowała mnie i również fajnie jej to wyszło. Byłam bardzo ciekawa czy Biebs narysuję Anką, ale starannie zasłonił kartkę, tak by nikt nie widział. Siedział w ostatniej ławce, więc niczego nie dojrzałam. Lekcja się skończyła. Kolejne mijały spokojnie. Na wf-ie dekorowaliśmy salę i było przy tym bardzo dużo śmiechu. W dodatku klasa Christiana też miała w tym czasie wf, dlatego dekorowaliśmy razem. Wygłupialiśmy się jak jakieś dziwolągi, ale mieliśmy to gdzieś. Przez cały czas widziałam, że Bieber spogląda w naszą stronę. Patrzył na nas ze złością i wcale nie miałam nic przeciwko temu. Po lekcjach poszłam w stronę centrum. Wiedziałam, że wrócę do domu odmieniona. Chciałam coś zmienić. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Poszłam do fryzjera i przefarbowałam włosy na czarno. Wiem, że to głupie, ale czułam potrzebę zmiany. Chciałam zacząć nowy etap. Miał być blond, ale w końcu padło na czarny. Wróciłam do domu. Anki nie było jak zwykle. Pewnie jest gdzieś ze swoim chłopakiem. Chwila stoop !. Dość tego. Przestań ciągle o nim myśleć. - mówiłam sama do siebie. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem fajnie. Dzisiaj postanowiłam wcześnie położyć się spać i tak też zrobiłam. Rano obudziłam się w doskonałym humorze. Ubrałam się i poszłam po moją przyjaciółkę. Gdy mnie zobaczył aż zaniemówiła z wrażenia. Zresztą tak jak reszta. Cały dzień minął bardzo miło. Wszystkim spodobał się mój nowy image (chyba tak się pisze xd). Po szkole zaczęłyśmy przygotowania. Zrobiłyśmy delikatny
make up i wybrałyśmy odpowiednie ciuchy. Wyglądałyśmy świetnie. W doskonałych humorach udałyśmy się do szkoły gdzie zabawa się rozpoczynała. Wszystko mijało znakomicie. Niestety Chris pomagał przy DJ (de joot ; D jak to nasz wych mówi), ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. DJ powiedział, że teraz każdy chłopak ma poprosić dziewczynę. Tak też się stało. W moją stronę ruszył Bieber. Obawiałam się najgorszego i nie myliłam się. Nie mogłam mu odmówić. Wiedziałam, że Anka mi tego nie wybaczy, ale nie obchodziło mnie to. Leciała OLLG, którą śpiewa Bieber. Wtuliłam się w niego i zaczęliśmy tańczyć. Widziałam, że Christian patrzył ze złością, ale nie potrafiłam sobie odmówić. Na dworze było już ciemno. W sali było słychać tylko muzykę, w której rytm tańczyło kilkadziesiąt par. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie tą scenę jak się poznaliśmy. Justin zaczął nucić mi do ucha kolejne słowa
I saw so many pretty faces
Before I saw you, you
Now all I see is you
Oh no
Don't need these other pretty faces
'Cause when your mine in the world
There's gonna be one less lonely girl.
Aww. Jaki on ma słodki głos. Piosenka się skończyła.
- Dziękuje - wyszeptałam, a on zbliżył się do mnie. Wiedziałam co chciał zrobić. Chciałam się odsunąć, ale moje uczucia są silniejsze ode mnie. Oboje oddaliśmy się namiętnemu pocałunkowi. Zaraz co ja robię - pomyślałam. Jednym ruchem wyrwałam się z jego objęć i wybiegłam z sali. Biegłam przed siebie, a po mojej twarzy znów spływały łzy. Ostatnio ciągle płaczę. Zmęczona opadłam na ławkę. Skuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Siedziałam tak kilka minut gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się był to...
***
Za nami 23 rozdział. Jest on jednym z ostatnich w opowiadaniu. Za kilka dni będzie koniec i następne. Jutro NN, a tutaj macie Natkę po przemianie.
środa, 27 kwietnia 2011
22. To gdzie zabierzesz mnie na pierwszą randkę ?
Nawet się ucieszyłam, ponieważ była okazja na rozmowę w cztery oczy z Justinem. Kiedy oddalili się już o jakieś 100 m , zaczęłam mówić.
- Wiesz. Dużo się przez ten czas pozmieniało. Długo się zastanawiałam nad tym i podjęłam decyzję. Nie mogłam dłużej tak żyć. Czułam się jak najpodlejsza dziwka. Dlatego musimy.... skończyć z tym - wydukałam. Patrzył na mnie pytająco.
- Chodzi mi o to, że nie możemy więcej pozwalać sobie na takie gesty. Ja mam chłopaka w sumie to już nie wiem czy mam, a ty masz dziewczynę...
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - zapytał smutno.
- To, że kończę tą całą zabawę. Te sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Nie obwiniam Cię, bo chciałam tego i nie ukrywam, że nadal chcę, ale to koniec. Przykro mi - mówiłam, a po mojej twarzy ciekły łzy. To oczywiste, że go kocham, ale Beadles też nie jest mi obojętny. Zabolały mnie jego słowa, które powiedział w tym feralnym dniu. Siedzieliśmy w milczeniu.
- To znaczy, że już nic do mnie nie czujesz prawda ? - pytał.
- Nie, nie chodzi o to. Źle mnie zrozumiałeś. Nadal Cię kocham i nie wiem czy to się kiedyś zmieni... jednak nie potrafię dłużej żyć, kierując się kłamstwem. Zrozum mnie.. - płakałam jak dziecko. Patrzył na mnie, ten wzrok bolał. Tak cholernie mnie bolał, nie potrafiłam już dłużej na niego patrzeć. Wiedziałam, że jeszcze chwila i się poddam. Wstałam i ruszyłam w stronę morza ( chwila sprawdzę czy to nie ocean xd. Dobra ok tam nie ma ani morza ani oceanu, ale to opowiadanie tylko xd). Szłam brzegiem, a zimna woda zalewała moje stopy. Po mojej twarzy spływały kolejne łzy. Nie chciałam tego, ale musiałam to zrobić. Zdałam sobie sprawę, że gdybym była w związku z Bieberem, nie miał by on żadnej przyszłości. Nie jestem osobą medialną i nigdy nią nie będę. Nie potrafiłabym żyć w blasku fleszy. W oddali zauważyłam moich przyjaciół siedzących na kamieniach klifu. Podeszłam do nich, a raczej do Christiana. Chciałam wszystko wyjaśnić i dowiedzieć się co będzie dalej. Moje przyjaciółki wyczuły to i poszły dalej. Usiadłam obok niego, starałam się spojrzeć w jego oczy, ale wyraźnie próbował uniknąć kontaktu wzrokowego, aż w końcu się poddał. Spojrzałam mu prosto w oczy. Widziałam wypisany w nich żal. Chyba nadal go to bolało.
- Zakończyłam to. - powiedziałam. Patrzył na mnie, w jego oczach pojawiła się radość, której nie chciał wydusić. Nic, nie powiedział.
- Chris, proszę Cię wybacz mi. Wiem jak to boli, ale nie odpuszczę dopuki mi nie wybaczysz - wydukałam. Chwila milczenia.
- Już dawno wybaczyłem Tobie, ale sobie nie - mówił.
- Jak to sobie ? Czegoś tu nie rozumiem - odparłam
- Bo widzisz ja, ja nie potrafiłem sobie wybaczyć tego, że to co zrobiłaś to była moja wina. Chciałem zapomnieć o tym wszystkim. I wtedy pojawiła się Lisa, ta z Twojej klasy. Od początku próbowała mnie nastawić przeciwko Tobie i odejść. Długo nie dawałem za wygraną, ale w końcu uległem jej. Przez ten czas kiedy byłaś w szpitalu, byłem z nią, a później miałem wyrzuty. Nie umiałem być przy Tobie w szpitalu. Znienawidziłem siebie za to, że nie wspierałem Cię tylko zabawiałem się, kiedy ty walczyłaś o życie. Nigdy sobie tego nie wybaczę - mówił, a po jego twarzy spływały łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. To ja przez niego prawie się zabiłam, a on tak zwyczajnie znowu mnie zdradził ? Zakończyłam to co łączyło mnie z Bieberem dla niego, a on ?
- Żartujesz sobie ze mnie ? - pytałam z irytacją. Miałam nadzieję, że tak, ale miliłam się.
- Chciałbym żeby tak było - mruknął. Gwałtownie wstałam. Wyraźnie bał się mojej reakcji. Byłam zła i to cholernie, ale ja robiłam to samo i to przez dłuższy czas.
- To, to co teraz z nami będzie ? - wypaliłam. Patrzył na mnie za zdziwieniem. Pewnie nie spodziewał się, że tak zareaguję.
- Co masz na myśli ? - uniósł brew.
- No, co teraz z nami będzie. Czy chcesz to zakończyć czy nie.
- Jeszcze pytasz ? Oczywiście, że nie, a ty ? Wiedz, że zaakceptuję twoją każdą podjętą przez ciebie decyzję.
- Ja chyba też nie. Jesteś dla mnie ważny i nie chcę tego tak kończyć. Oboje popełniliśmy sporo błędów, ale chyba ostatnie wydarzenia sporo zmieniły. Myślę, że dorośliśmy już do tego związku - powiedziałam. Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułam, że chcę z nim być, pomimo że nadal w moim sercu jest Justin.
- Czyli zaczynamy wszystko od początku ? - zapytał dla pewności. Kiwnęłam głową. Wstał i zbliżył się do mnie. Nasze twarze były blisko. Dzieliły nas milimetry, które każde z nas chciało pokonac. Nasze usta lgnęły do siebie, aż w końcu...zjednoczyły się w jedną. Chłopak całował mnie namiętnie błądząc rękoma po moim ciele. Czułam się cudownie. Wreszcie byłam spełniona. Potrzebowałam tej bliskości od dawna. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. W jednej chwili chwyciliśmy nasze dłonie, które idealnie się splotły. Szliśmy brzegiem wzdłuż plaży...
- To gdzie zabierzesz mnie na pierwszą randkę ? - zapytałam, wyraźnie akcentując "pierwszą".
- Hm. To niespodzianka - wyszeptał. Zasłonił mi oczy. Szliśmy gdzieś, ale nie wiem gdzie. Nadal byliśmy na plaży. Z każdą chwilą moja ciekawość wzrastała. Beadles, jak to Beadles na pewno wpadł na jakiś szalony pomysł. Nie myliłam się.
- Już, jesteśmy na miejscu. Możesz otworzyć oczy. - powiedział. Tak, też zrobiłam. Otwarłam oczy i doznałam szoku ........
*****
No to 22 już za nami ;). Jutro a może już dziś dam 23 ;-D
- Wiesz. Dużo się przez ten czas pozmieniało. Długo się zastanawiałam nad tym i podjęłam decyzję. Nie mogłam dłużej tak żyć. Czułam się jak najpodlejsza dziwka. Dlatego musimy.... skończyć z tym - wydukałam. Patrzył na mnie pytająco.
- Chodzi mi o to, że nie możemy więcej pozwalać sobie na takie gesty. Ja mam chłopaka w sumie to już nie wiem czy mam, a ty masz dziewczynę...
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - zapytał smutno.
- To, że kończę tą całą zabawę. Te sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Nie obwiniam Cię, bo chciałam tego i nie ukrywam, że nadal chcę, ale to koniec. Przykro mi - mówiłam, a po mojej twarzy ciekły łzy. To oczywiste, że go kocham, ale Beadles też nie jest mi obojętny. Zabolały mnie jego słowa, które powiedział w tym feralnym dniu. Siedzieliśmy w milczeniu.
- To znaczy, że już nic do mnie nie czujesz prawda ? - pytał.
- Nie, nie chodzi o to. Źle mnie zrozumiałeś. Nadal Cię kocham i nie wiem czy to się kiedyś zmieni... jednak nie potrafię dłużej żyć, kierując się kłamstwem. Zrozum mnie.. - płakałam jak dziecko. Patrzył na mnie, ten wzrok bolał. Tak cholernie mnie bolał, nie potrafiłam już dłużej na niego patrzeć. Wiedziałam, że jeszcze chwila i się poddam. Wstałam i ruszyłam w stronę morza ( chwila sprawdzę czy to nie ocean xd. Dobra ok tam nie ma ani morza ani oceanu, ale to opowiadanie tylko xd). Szłam brzegiem, a zimna woda zalewała moje stopy. Po mojej twarzy spływały kolejne łzy. Nie chciałam tego, ale musiałam to zrobić. Zdałam sobie sprawę, że gdybym była w związku z Bieberem, nie miał by on żadnej przyszłości. Nie jestem osobą medialną i nigdy nią nie będę. Nie potrafiłabym żyć w blasku fleszy. W oddali zauważyłam moich przyjaciół siedzących na kamieniach klifu. Podeszłam do nich, a raczej do Christiana. Chciałam wszystko wyjaśnić i dowiedzieć się co będzie dalej. Moje przyjaciółki wyczuły to i poszły dalej. Usiadłam obok niego, starałam się spojrzeć w jego oczy, ale wyraźnie próbował uniknąć kontaktu wzrokowego, aż w końcu się poddał. Spojrzałam mu prosto w oczy. Widziałam wypisany w nich żal. Chyba nadal go to bolało.
- Zakończyłam to. - powiedziałam. Patrzył na mnie, w jego oczach pojawiła się radość, której nie chciał wydusić. Nic, nie powiedział.
- Chris, proszę Cię wybacz mi. Wiem jak to boli, ale nie odpuszczę dopuki mi nie wybaczysz - wydukałam. Chwila milczenia.
- Już dawno wybaczyłem Tobie, ale sobie nie - mówił.
- Jak to sobie ? Czegoś tu nie rozumiem - odparłam
- Bo widzisz ja, ja nie potrafiłem sobie wybaczyć tego, że to co zrobiłaś to była moja wina. Chciałem zapomnieć o tym wszystkim. I wtedy pojawiła się Lisa, ta z Twojej klasy. Od początku próbowała mnie nastawić przeciwko Tobie i odejść. Długo nie dawałem za wygraną, ale w końcu uległem jej. Przez ten czas kiedy byłaś w szpitalu, byłem z nią, a później miałem wyrzuty. Nie umiałem być przy Tobie w szpitalu. Znienawidziłem siebie za to, że nie wspierałem Cię tylko zabawiałem się, kiedy ty walczyłaś o życie. Nigdy sobie tego nie wybaczę - mówił, a po jego twarzy spływały łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. To ja przez niego prawie się zabiłam, a on tak zwyczajnie znowu mnie zdradził ? Zakończyłam to co łączyło mnie z Bieberem dla niego, a on ?
- Żartujesz sobie ze mnie ? - pytałam z irytacją. Miałam nadzieję, że tak, ale miliłam się.
- Chciałbym żeby tak było - mruknął. Gwałtownie wstałam. Wyraźnie bał się mojej reakcji. Byłam zła i to cholernie, ale ja robiłam to samo i to przez dłuższy czas.
- To, to co teraz z nami będzie ? - wypaliłam. Patrzył na mnie za zdziwieniem. Pewnie nie spodziewał się, że tak zareaguję.
- Co masz na myśli ? - uniósł brew.
- No, co teraz z nami będzie. Czy chcesz to zakończyć czy nie.
- Jeszcze pytasz ? Oczywiście, że nie, a ty ? Wiedz, że zaakceptuję twoją każdą podjętą przez ciebie decyzję.
- Ja chyba też nie. Jesteś dla mnie ważny i nie chcę tego tak kończyć. Oboje popełniliśmy sporo błędów, ale chyba ostatnie wydarzenia sporo zmieniły. Myślę, że dorośliśmy już do tego związku - powiedziałam. Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułam, że chcę z nim być, pomimo że nadal w moim sercu jest Justin.
- Czyli zaczynamy wszystko od początku ? - zapytał dla pewności. Kiwnęłam głową. Wstał i zbliżył się do mnie. Nasze twarze były blisko. Dzieliły nas milimetry, które każde z nas chciało pokonac. Nasze usta lgnęły do siebie, aż w końcu...zjednoczyły się w jedną. Chłopak całował mnie namiętnie błądząc rękoma po moim ciele. Czułam się cudownie. Wreszcie byłam spełniona. Potrzebowałam tej bliskości od dawna. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. W jednej chwili chwyciliśmy nasze dłonie, które idealnie się splotły. Szliśmy brzegiem wzdłuż plaży...
- To gdzie zabierzesz mnie na pierwszą randkę ? - zapytałam, wyraźnie akcentując "pierwszą".
- Hm. To niespodzianka - wyszeptał. Zasłonił mi oczy. Szliśmy gdzieś, ale nie wiem gdzie. Nadal byliśmy na plaży. Z każdą chwilą moja ciekawość wzrastała. Beadles, jak to Beadles na pewno wpadł na jakiś szalony pomysł. Nie myliłam się.
- Już, jesteśmy na miejscu. Możesz otworzyć oczy. - powiedział. Tak, też zrobiłam. Otwarłam oczy i doznałam szoku ........
*****
No to 22 już za nami ;). Jutro a może już dziś dam 23 ;-D
wtorek, 26 kwietnia 2011
21. Czułam się jak najpodlejsza dziwka.
Poczułem dotyk na swojej dłoni. Była to jej dłoń.
- Budzi się ! Ona poruszyła się ! - zacząłem krzyczeć ... Lekarz szybko się zjawił. Spoglądał raz na nią raz na monitor. Widział na mojej twarzy nadzieję, dlatego bał się coś powiedzieć.
- To, to może być jakaś oznaka.. - zapadła cisza.
- Ale raczej jest to po prostu reakcja na Twoje słowa. Widocznie musiała się nimi przejąć. To normalne w jej stanie. A teraz przykro mi, ale musimy ją zabrać na badania. - wymrukał. Wyszedłem z sali. Na korytarzu nadal spała Caitlin (od aut. na krześle oczywiście, nie na podłodze). Delikatnie ją obudziłem. Powiedziałem tyle co wiedziałem i wróciliśmy do domu. Wysiadłem z auta i stałem pod domem przez dłuższą chwilę. Muszę powiedzieć wszystko Ance. Ona nic nie wie i na pewno bardzo się martwi. Podszedłem pod ich dom. W salonie paliło się światło. Przez dłuższą chwilę wahałem się czy powinna dowiedzieć się ode mnie. Bałem się cholernie bałem się tej rozmowy. Chciałem odejść, jednak sumienie mi nie pozwalało. Jednym ruchem zapukałem. Długo nie musiałem czekać. W drzwiach stała cała roztrzęsiona.
- Nat zniknęła ! Nigdzie jej nie ma ! - mówiła. Teraz czekała mnie kolejna trudna rozmowa. Wiem, że były jak siostry, ale musi poznać prawdę.
- Nie zniknęła. Jest pod dobrą opieką... lekarzy w szpitalu - ostatnie słowa wyszeptałem.
Po raz kolejny opowiedziałem całą historię. Patrzyła na mnie ze łzami w oczach.
- To wszystko moja wina. Pokłóciłam się z nią i wyszłam. Jakbym tego nie zrobiła nic by się nie stało. Gdybym mogła cofnąć czas - krzyczała dławiąc się łzami. Usiadłem obok niej i przytuliłem mocno.
- Nie, to nie tylko Twoja wina. Każdy tu trochę zawinił. Christian, ty, a przede wszystkim ja. - próbowałem ją pocieszyć. Uniosła wzrok i zapytała
- Jak Chris to zniósł ? - pytała z troską. Cholera. Właśnie. Zapomniałem. Przecież on nic nie wie. Jednym ruchem wyciągnąłem mojego iPhona i wysłałem krótką wiadomość do Caitlin. "Czy Chris już wie ? Justin.". Nie czekałem długo na odpowiedź.
" Niestety tak. Jest załamany. Mówi, że to jego wina i cały czas płacze. Cait. " Zerkałem raz na ekran, raz na Anię.
- Jutro z samego rana pojadę do niej - powiedziała. Przegadaliśmy rzesztę nocy. Oboje chcieliśmy zapomnieć przez chwilę, jednak nie potrafiliśmy. W końcu wykończeni zasnęliśmy.
* Miesiąc później *
Kolejne minuty, godziny, dni, tygodnie mijają, a ona nadal spała. Aż do pewnego deszczowego piątku. Jak co dzień przy łóżku siedzi zapłakana Caitlin i opowiada swojej nie przytomniej przyjaciółce o tym co wydarzyło się w szkole.
* Oczami Nat *
Oni nie wiedzą, że ich słyszę jak o mnie rozmawiają. Wymawiają moje imię, ci Obcy używają dziwnych określeń. Moi przyjaciele mówią do mnie, ale nie mogę wyciągnąć ręki i ich dotknąć. Próbuję, ale znowu jestem zamknięta w ciemności, z jednej strony świadoma, że jestem jakby w innym świecie, uwięziona w miejscu, którego nie pojmuję. Chcę wydostać się z mojego ciała. Chcę zobaczyć to światło, które wcześniej widziałam. Nie mam poczucia upływającego czasu, tylko chwilami zbliżam się do granicy, której nie mogę przekroczyć. Pływam, ciągle szukając powierzchni wody, ale nie jestem w stanie jej znaleźć. Słyszę głos mojej przyjaciółki. Błaga mnie żebym otworzyła oczy.
- Halo ! Jestem tutaj ! - chcę krzyczeć, lecz nie mogę. Jak mogę dać im do zrozumienia, że ich słyszę ? I, że chcę do nich wrócić ?
Próbuję się przebić. Otacza mnie ciemność gęsta jak błoto. Tonę..
* Oczami Justina *
Minęło już tyle czasu, dlaczego ona się nie budzi ? Lekarze mówią, że miesiąc to taki przełomowy czas. Bardzo za nią tęsknię. Brakuje mi jej śmiechu, dotyku, słów, tego ciepła. Chcę znów poczuć smak jej ust. Odwiedzam ją tak często, jak tylko mogę. Niestety kariera i szkoła nie pozwalają mi być ciągle przy niej. Dlatego staramy się zmieniać tak, żeby zawsze ktoś był przy niej. Od tygodnia przebywam w Atlancie. W wytwórni ustalane są koncerty na najbliższą trasę, która zaczyna się już za miesiąc, a w dodatku mam dziś spotkanie z Seleną. Od poznania Nat nie potrafię już z nią być. Każde spotkanie jest dla mnie trudne. Cóż nic nie mogę zrobić. Jesteśmy właśnie w publicznej restauracji, musimy pokazywać się razem. Staram się zachowywać normalnie, jednak myślami jestem w szpitalu przy niej. Nasze spotkanie przerywa nagły telefon...
* Oczami Nat *
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że mogę kontrolować przeszłość. Co pewien czas widzę sceny z mojego dzieciństwa. Widzę moich przyjaciół, pierwszy dzień w szkole, pocałunek z Justinem. Wiem, że cały czas jest przy mnie. Czuję to, że mnie wspiera. Znów pływam, próbuję się wydostać. Po wielu próbach odnoszę sukces. Jestem na powierzchni. Cały świat wiruje. Otwieram oczy. Jestem w białym pomieszczeniu. Czy jestem w niebie ? Powoli dochodzę do siebie. Widzę śpiącą Caitlin. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że znów jestem na Ziemi ! Jestem, więc żyję ! Nie umarłam, wręcz przeciwnie czuję, że znów żyję. Próbuję się podnieść, ale nie mam siły. Z trudem wyciągam dłoń i dotykam jej dłoni. Ona gwałtownie się porusza. Otwiera oczy i patrzy na mnie z przerażeniem, po czym wybiega z sali. Nie rozumiem dlaczego to zrobiła. Czy wyglądałam aż tak strasznie ? - zastanawiałam się. Po chwili wróciła, a z nią lekarz. Patrzyli na mnie zdziwieni.
- Coś nie tak ? - ironizowałam. To były pierwsze słowa wypowiedziane prze zemnie od kilku tygodni.
- Wszystko w porządku. Cieszymy się, że znów z nami jesteś - uśmiechnął się lekarz.
- Tak się cieszę ! Wszyscy bardzo się o Ciebie martwiliśmy - powiedziała i przytuliła mnie. Lekarz wyszedł z sali i powiedział, że przyjdzie później. Siedziałyśmy przytulone.
- Dlaczego tutaj jestem ? Myślałam, że nie żyję. Przez cały czas czułam i słyszałam Was, Byłam pewna, że jestem już po drugiej stronie - wydukałam.
- Bo, bo byłoby tak, ale Justin w porę Cię znalazł - wyszeptała.
- Justin ? Ah pamiętam go. Był tutaj często prawda ? Gdzie on teraz jest ? - pytałam
- Tak. Teraz jest w Atlancie, ze swoją.. dziewczyną. A, właśnie trzeba do niego zadzwonić ! I do Christiana. - powiedziała i zaczęła dzwonić. Wykonała kilka telefonów. Gdy skończyłam wypaliłam.
- Kto to jest Christian ? - nie wiedziałam o kim mówi. Jakoś nie pamiętam wszystkich. Powiedziała mi, że to mój chłopak. Nie wiem, czy mam jej wierzyć. Nie pamiętam go, więc jak może być moim chłopakiem ?. Nie widziałam go gdy spałam. Pamiętałam tylko Biebera, ale gdy ujrzałam Chrisa wszystko wróciło. W jednej chwili przypomniałam sobie o wszystkim. O tym, dlaczego tu jestem, co zrobiłam i dlaczego. Przed oczami miałam tamten dzień. W sumie nie dziwię się, że to zrobiła, a nawet żałuję, że tak lekko. Lepiej by było gdybym była po drugiej stronie. Wszyscy bardzo się cieszyli, ale ja nie. Musiałam zgrywać pozory. Nie było trudno, bo w końcu całe moje życie opiera się na kłamstwie. Jakby był konkurs na kłamstwa, zapewne bym wygrała. Rozmawiałam z nimi długo, byłam tak zmęczona, że w końcu zasnęłam. Śniła mi się ta scena. Całowałam się z Justinem i nagle pojawiają się oni... Gdy się obudziłam nikogo nie było. Całe szczęście. W sali pojawił się lekarz i powiedział, że wszystko jest w normie i jutro mnie wypiszą. Powinnam się cieszyć prawda ? Ale wcale się nie cieszyłam. Znowu powróci szara rzeczywistość no i wszystkie problemy. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Leżałam i wpatrywałam się w okno. Bardzo dużo myślałam o przedniej sytuacji. Było mi trudno podjąć jakąkolwiek decyzję, ale w końcu udało się. Nie wiem czy dobrze robię, bo robię to wbrew sobie i swoim uczuciom. Pozatym nie wiem jak jest teraz. Może Bieber już mnie nie kocha ? Jutro porozmawiam z wszystkimi i wyjaśnię. Zasnęłam dopiero nad ranem, ale pomimo tego wstałam wypoczęta. Ubrałam się i spakowałam. W końcu pojawili się moi przyjaciele, niestety nie w pełnym komplecie. Brakowało Biebsa. Zrobiło mi się smutno, ale ten czyn był jednoznaczny. Wyszliśmy i ku mojemu zaskoczeniu ujrzałam wcześniej wspomnianego człowieka. Poczułam radość, a zarazem niepewność. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy na duże desery, a później na plażę. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z nimi. Usiedliśmy wpatrując się w zachód słońca. Piękny widok. Oczywiście Beadlesą ciężko jest usiedzieć w miejscu, więc postanowili się przejść, a Anka wraz z nimi. Nawet się ucieszyłam, ponieważ była okazja na rozmowę w cztery oczy z Justinem. Kiedy oddalili się już o jakieś 100 m , zaczęłam mówić.
- Wiesz. Dużo się przez ten czas pozmieniało. Długo się zastanawiałam nad tym i podjęłam decyzję. Nie mogłam dłużej tak żyć. Czułam się jak najpodlejsza dziwka. Dlatego musimy....
****
Jest 21 ;). Jak Wam minęły święta ? Mi bardzo dobrze :). Kolejny rozdział jutro. Ten jest bezsensu ; (. Nie miałam weny. Postanowiłam zmienić wygląd ;) Napiszcie jak Wam się podoba ;D Do jutra ; *
- Budzi się ! Ona poruszyła się ! - zacząłem krzyczeć ... Lekarz szybko się zjawił. Spoglądał raz na nią raz na monitor. Widział na mojej twarzy nadzieję, dlatego bał się coś powiedzieć.
- To, to może być jakaś oznaka.. - zapadła cisza.
- Ale raczej jest to po prostu reakcja na Twoje słowa. Widocznie musiała się nimi przejąć. To normalne w jej stanie. A teraz przykro mi, ale musimy ją zabrać na badania. - wymrukał. Wyszedłem z sali. Na korytarzu nadal spała Caitlin (od aut. na krześle oczywiście, nie na podłodze). Delikatnie ją obudziłem. Powiedziałem tyle co wiedziałem i wróciliśmy do domu. Wysiadłem z auta i stałem pod domem przez dłuższą chwilę. Muszę powiedzieć wszystko Ance. Ona nic nie wie i na pewno bardzo się martwi. Podszedłem pod ich dom. W salonie paliło się światło. Przez dłuższą chwilę wahałem się czy powinna dowiedzieć się ode mnie. Bałem się cholernie bałem się tej rozmowy. Chciałem odejść, jednak sumienie mi nie pozwalało. Jednym ruchem zapukałem. Długo nie musiałem czekać. W drzwiach stała cała roztrzęsiona.
- Nat zniknęła ! Nigdzie jej nie ma ! - mówiła. Teraz czekała mnie kolejna trudna rozmowa. Wiem, że były jak siostry, ale musi poznać prawdę.
- Nie zniknęła. Jest pod dobrą opieką... lekarzy w szpitalu - ostatnie słowa wyszeptałem.
Po raz kolejny opowiedziałem całą historię. Patrzyła na mnie ze łzami w oczach.
- To wszystko moja wina. Pokłóciłam się z nią i wyszłam. Jakbym tego nie zrobiła nic by się nie stało. Gdybym mogła cofnąć czas - krzyczała dławiąc się łzami. Usiadłem obok niej i przytuliłem mocno.
- Nie, to nie tylko Twoja wina. Każdy tu trochę zawinił. Christian, ty, a przede wszystkim ja. - próbowałem ją pocieszyć. Uniosła wzrok i zapytała
- Jak Chris to zniósł ? - pytała z troską. Cholera. Właśnie. Zapomniałem. Przecież on nic nie wie. Jednym ruchem wyciągnąłem mojego iPhona i wysłałem krótką wiadomość do Caitlin. "Czy Chris już wie ? Justin.". Nie czekałem długo na odpowiedź.
" Niestety tak. Jest załamany. Mówi, że to jego wina i cały czas płacze. Cait. " Zerkałem raz na ekran, raz na Anię.
- Jutro z samego rana pojadę do niej - powiedziała. Przegadaliśmy rzesztę nocy. Oboje chcieliśmy zapomnieć przez chwilę, jednak nie potrafiliśmy. W końcu wykończeni zasnęliśmy.
* Miesiąc później *
Kolejne minuty, godziny, dni, tygodnie mijają, a ona nadal spała. Aż do pewnego deszczowego piątku. Jak co dzień przy łóżku siedzi zapłakana Caitlin i opowiada swojej nie przytomniej przyjaciółce o tym co wydarzyło się w szkole.
* Oczami Nat *
Oni nie wiedzą, że ich słyszę jak o mnie rozmawiają. Wymawiają moje imię, ci Obcy używają dziwnych określeń. Moi przyjaciele mówią do mnie, ale nie mogę wyciągnąć ręki i ich dotknąć. Próbuję, ale znowu jestem zamknięta w ciemności, z jednej strony świadoma, że jestem jakby w innym świecie, uwięziona w miejscu, którego nie pojmuję. Chcę wydostać się z mojego ciała. Chcę zobaczyć to światło, które wcześniej widziałam. Nie mam poczucia upływającego czasu, tylko chwilami zbliżam się do granicy, której nie mogę przekroczyć. Pływam, ciągle szukając powierzchni wody, ale nie jestem w stanie jej znaleźć. Słyszę głos mojej przyjaciółki. Błaga mnie żebym otworzyła oczy.
- Halo ! Jestem tutaj ! - chcę krzyczeć, lecz nie mogę. Jak mogę dać im do zrozumienia, że ich słyszę ? I, że chcę do nich wrócić ?
Próbuję się przebić. Otacza mnie ciemność gęsta jak błoto. Tonę..
* Oczami Justina *
Minęło już tyle czasu, dlaczego ona się nie budzi ? Lekarze mówią, że miesiąc to taki przełomowy czas. Bardzo za nią tęsknię. Brakuje mi jej śmiechu, dotyku, słów, tego ciepła. Chcę znów poczuć smak jej ust. Odwiedzam ją tak często, jak tylko mogę. Niestety kariera i szkoła nie pozwalają mi być ciągle przy niej. Dlatego staramy się zmieniać tak, żeby zawsze ktoś był przy niej. Od tygodnia przebywam w Atlancie. W wytwórni ustalane są koncerty na najbliższą trasę, która zaczyna się już za miesiąc, a w dodatku mam dziś spotkanie z Seleną. Od poznania Nat nie potrafię już z nią być. Każde spotkanie jest dla mnie trudne. Cóż nic nie mogę zrobić. Jesteśmy właśnie w publicznej restauracji, musimy pokazywać się razem. Staram się zachowywać normalnie, jednak myślami jestem w szpitalu przy niej. Nasze spotkanie przerywa nagły telefon...
* Oczami Nat *
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że mogę kontrolować przeszłość. Co pewien czas widzę sceny z mojego dzieciństwa. Widzę moich przyjaciół, pierwszy dzień w szkole, pocałunek z Justinem. Wiem, że cały czas jest przy mnie. Czuję to, że mnie wspiera. Znów pływam, próbuję się wydostać. Po wielu próbach odnoszę sukces. Jestem na powierzchni. Cały świat wiruje. Otwieram oczy. Jestem w białym pomieszczeniu. Czy jestem w niebie ? Powoli dochodzę do siebie. Widzę śpiącą Caitlin. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że znów jestem na Ziemi ! Jestem, więc żyję ! Nie umarłam, wręcz przeciwnie czuję, że znów żyję. Próbuję się podnieść, ale nie mam siły. Z trudem wyciągam dłoń i dotykam jej dłoni. Ona gwałtownie się porusza. Otwiera oczy i patrzy na mnie z przerażeniem, po czym wybiega z sali. Nie rozumiem dlaczego to zrobiła. Czy wyglądałam aż tak strasznie ? - zastanawiałam się. Po chwili wróciła, a z nią lekarz. Patrzyli na mnie zdziwieni.
- Coś nie tak ? - ironizowałam. To były pierwsze słowa wypowiedziane prze zemnie od kilku tygodni.
- Wszystko w porządku. Cieszymy się, że znów z nami jesteś - uśmiechnął się lekarz.
- Tak się cieszę ! Wszyscy bardzo się o Ciebie martwiliśmy - powiedziała i przytuliła mnie. Lekarz wyszedł z sali i powiedział, że przyjdzie później. Siedziałyśmy przytulone.
- Dlaczego tutaj jestem ? Myślałam, że nie żyję. Przez cały czas czułam i słyszałam Was, Byłam pewna, że jestem już po drugiej stronie - wydukałam.
- Bo, bo byłoby tak, ale Justin w porę Cię znalazł - wyszeptała.
- Justin ? Ah pamiętam go. Był tutaj często prawda ? Gdzie on teraz jest ? - pytałam
- Tak. Teraz jest w Atlancie, ze swoją.. dziewczyną. A, właśnie trzeba do niego zadzwonić ! I do Christiana. - powiedziała i zaczęła dzwonić. Wykonała kilka telefonów. Gdy skończyłam wypaliłam.
- Kto to jest Christian ? - nie wiedziałam o kim mówi. Jakoś nie pamiętam wszystkich. Powiedziała mi, że to mój chłopak. Nie wiem, czy mam jej wierzyć. Nie pamiętam go, więc jak może być moim chłopakiem ?. Nie widziałam go gdy spałam. Pamiętałam tylko Biebera, ale gdy ujrzałam Chrisa wszystko wróciło. W jednej chwili przypomniałam sobie o wszystkim. O tym, dlaczego tu jestem, co zrobiłam i dlaczego. Przed oczami miałam tamten dzień. W sumie nie dziwię się, że to zrobiła, a nawet żałuję, że tak lekko. Lepiej by było gdybym była po drugiej stronie. Wszyscy bardzo się cieszyli, ale ja nie. Musiałam zgrywać pozory. Nie było trudno, bo w końcu całe moje życie opiera się na kłamstwie. Jakby był konkurs na kłamstwa, zapewne bym wygrała. Rozmawiałam z nimi długo, byłam tak zmęczona, że w końcu zasnęłam. Śniła mi się ta scena. Całowałam się z Justinem i nagle pojawiają się oni... Gdy się obudziłam nikogo nie było. Całe szczęście. W sali pojawił się lekarz i powiedział, że wszystko jest w normie i jutro mnie wypiszą. Powinnam się cieszyć prawda ? Ale wcale się nie cieszyłam. Znowu powróci szara rzeczywistość no i wszystkie problemy. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Leżałam i wpatrywałam się w okno. Bardzo dużo myślałam o przedniej sytuacji. Było mi trudno podjąć jakąkolwiek decyzję, ale w końcu udało się. Nie wiem czy dobrze robię, bo robię to wbrew sobie i swoim uczuciom. Pozatym nie wiem jak jest teraz. Może Bieber już mnie nie kocha ? Jutro porozmawiam z wszystkimi i wyjaśnię. Zasnęłam dopiero nad ranem, ale pomimo tego wstałam wypoczęta. Ubrałam się i spakowałam. W końcu pojawili się moi przyjaciele, niestety nie w pełnym komplecie. Brakowało Biebsa. Zrobiło mi się smutno, ale ten czyn był jednoznaczny. Wyszliśmy i ku mojemu zaskoczeniu ujrzałam wcześniej wspomnianego człowieka. Poczułam radość, a zarazem niepewność. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy na duże desery, a później na plażę. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z nimi. Usiedliśmy wpatrując się w zachód słońca. Piękny widok. Oczywiście Beadlesą ciężko jest usiedzieć w miejscu, więc postanowili się przejść, a Anka wraz z nimi. Nawet się ucieszyłam, ponieważ była okazja na rozmowę w cztery oczy z Justinem. Kiedy oddalili się już o jakieś 100 m , zaczęłam mówić.
- Wiesz. Dużo się przez ten czas pozmieniało. Długo się zastanawiałam nad tym i podjęłam decyzję. Nie mogłam dłużej tak żyć. Czułam się jak najpodlejsza dziwka. Dlatego musimy....
****
Jest 21 ;). Jak Wam minęły święta ? Mi bardzo dobrze :). Kolejny rozdział jutro. Ten jest bezsensu ; (. Nie miałam weny. Postanowiłam zmienić wygląd ;) Napiszcie jak Wam się podoba ;D Do jutra ; *
sobota, 23 kwietnia 2011
20. Część mnie chciała iść do przodu, inna wracać
Nigdzie jej nie było. Wszedłem do jej pokoju i ujrzałem drzwi od łazienki. To chyba ostatnie miejsce w tym domu do którego nie zajrzałem - pomyślałam. Ostrożnie otwarłem je i ujrzałem... ją. Leżała w bezruchu i nie dawała oznak życia. Była cała zakrwawiona. Przeraziłem się i szybko wezwałem pomoc. Po kilku minutach zjawili się. Nie wiedziałem co robić. Czy jechać za nimi ? A może poinformować kogoś ? Byłem tak zdenerwowany i zdezorientowany , że jedyny numer jaki zdołałem wybrać to Caitlin. Wybrałem połącz. Pierwszy sygnał nic, drugi też. Spojrzałem na zegarek. Było kilka minut po północy. Kolejne sygnały również nie przynosiły spodziewanego efektu. Już miałem się rozłączyć, kiedy usłyszałem.
- Bieber pogięło Cię ? Wiesz, która godzina ? - po drugiej stronie mówiła zaspana.
- Cait posłuchaj. Natalia ona, ona jakby to powiedzieć. Miała... "wypadek" - wydukałem .
- Co ? Żartujesz ? Co z nią ? Gdzie jest ? - zadawała całą masę pytań.
- Nie wiem dokładnie. Sanitariusze właśnie ją zabierają. - powiedziałem
- Zaraz pojadę za nimi i spróbuję się czegoś dowiedzieć - dodałem po chwili
- Jadę z Tobą ! Daj mi 10 min - odparła i rozłączyła się.
Spojrzałem przez okno jej pokoju. Leżała na noszach i właśnie wkładali ją do środka. ( od aut. karetki rzecz jasna xd ). Stałem bezradny, nic nie chcieli mi powiedzieć. Jedyne co wiem to, że zabierają ją do jednego z najlepszych szpitali w stanie. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych. Zamknąłem je, wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę domu Beadlesów. Zatrzymałem się pod ich domem. Po chwili zjawiła się moja przyjaciółka. Wsiadła i ruszyliśmy.
- Co się stało ? - zapytała od razu, a ja opowiedziałem jej całą historię.
- Biedna, ale nie przypuszczałabym żeby ona zrobiła coś takiego - mówiła.
- Teraz już wiem dlaczego mój brat był dziś taki przygnębiony. Ciekawe co jej powiedział, że dopuściła się takiego czynu. I nie musisz się wypierać, że tego nie chcieliście, bo wiem że się kochaliście i nadal kochacie. - powiedziała. Przez dalszą drogę milczeliśmy. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Szpital był ogromny, lecz bardzo spokojny. Tylko w kilku salach paliło się światło. Ruszyliśmy w stronę izby przyjęć. Nienawidzę szpitala. Kojarzy on mi się z chorobą i śmiercią. Podeszliśmy do jednej z pielęgniarek.
- Przepraszam, w której sali leży Natalia ..yyy jak ona się nazywa ? - szepnąłem do mojej towarzyszki, jednak i ona nie wiedziała.
- Właśnie ją przywieziona - dodałem.
- Ah tak. Jesteście z rodziny ? - zapytała
- Nie, ale jesteśmy jej przyjaciółmi - wydukała Cait.
- Niestety nie mogę udzielić żadnych informacji na temat pacjentki - powiedziała ze smutkiem
- Tylko najbliższej rodzinie udzielamy informacji - powiedziała po chwili.
- Rodzinie ? - zdziwiłem się . Przecież nie znam nikogo.
- Jej rodzina jest tysiące km stąd ! My jesteśmy jej rodziną ! - krzyczała załamana Caitlin.
- No dobra widzę, że bardzo Wam zależy jest teraz w sali 213 - powiedziała lekarka. Szybko pobiegliśmy do windy. Sale 200-230 są na 3 piętrze. Wjechaliśmy na górę. Pierwszą rzeczą jaka przykuła moją uwagę była tabliczka "Oddział intensywnej terapii ".
Cholera jest aż tak źle ? - pytałem siebie w myślach. Pospiesznie zaczęliśmy szukać sali z nr 213.
- O jest ! - krzyknęliśmy w jednej chwili i spojrzeliśmy przez szklaną szybę. Leżała tam. Chyba spała. Była taka maleńka i bezbronna. Zrobiło nam się jej żal. W sali było kilku lekarzy i pielęgniarek. Nagle jeden z nich zawołał..
- Tracimy ją ! - krzyczał. Co ? Co on mówi ? Jak to tracimy ? - pytałem Cait. Staliśmy tak wpatrując się w to co się tam działo. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani. Jeden z lekarzy zobaczył nas, kazał odejść i czekać na korytarzu. Zrobiliśmy to co kazali. Siedzieliśmy tam czekając na jakąkolwiek informację. W końcu wykończona Caitlin zasnęła...
* Oczami Nat *
Ciemność przerywa nagły błysk światła. Wstrząsa mną wysoki, piszczący dźwięk, a potem nagle coś wyciąga mnie z ciemności mojego kokonu. Unoszę się w powietrzu, jestem w rogu pomieszczenia, z góry patrzę na panujące tu paniczne ożywienie. Widzę lekarzy, pielęgniarki, sprzęt medyczny, a potem jakąś dziewczynę. Zaraz, zaraz. To ja ! Leżę w szpitalnym łóżku.
- Brak akcji serca ! - krzyczy lekarz
- Elektrowstrząsy ! - woła inny. Podłączają moje ciało do masy kabelków. Dlaczego tutaj jestem ? Nie potrafię sobie przypomnieć. Czy ja umarłam ? Lekarze coś podłączają. Tracę zainteresowanie tą sceną. Bez problemu przenikam przez ścianę z pomieszczenia do długiego tunelu. Widzę jasne światło i czuję się taka szczęśliwa. Słyszę szepty i widzę swoją babcię. Macha do mnie ręką. Skąd ona tu jest ? Wiem, że umarła, ale mam ochotę podbiec do niej i mocno uściskać. Bardzo ją kochałam. Zastępowała mi matkę...
Tunel zaczyna wypełniać się pięknym światłem, a ja chcę go dotknąć. Wycofuję się. Czuję niepewność. Jakaś część mnie chciała iść do przodu, inna wracać. Co się ze mną dzieje ? Światło jest piękne i spokojne. Powinnam go dotknąć.
- Wracaj - mówi jakiś głos..
- Jeszcze nie teraz.. - szepcze inny.
Nie mogę wydobyć głosu, żeby odpowiedzieć. Cofam się z powrotem przez tunel z prędkością pociągu. Przez sufit przenikam z powrotem do pomieszczenia, wiruję nad moim ciałem jak woda. Usiłuję nie dać się wciągnąć do mego ciała. Bezskutecznie. Wchodzę do środka jak gorący wosk, wypełniając formę mojego ciała. W oddali słyszę...
- Jest akcja serca ! Wróciła do nas !
* Oczami Justina *
Moja cierpliwość się kończy. Siedzimy tu kilka godzin. Jestem wykończony, Pielęgniarka widzi to i podaje mi kawę. Wypijam ją jednym łykiem i czekam. Mijają kolejne godziny, nie dostałem żadnej informacji. Dlaczego nic nie mówią ? Z sali wychodzi lekarz i podchodzi do mnie. Obawiam się najgorszego. Przełyka ślinę i zaczyna mówić.
- Najprawdopodobniej to była próba samobójcza. Na moment traciliśmy ją, jednak wszystko jest w porządku. Straciła dużo krwi. Jest w śpiączce - te ostatnie słowa nie docierały do mnie. Lekarz pozwolił mi na chwilę wejść do niej. Usiadłem na krześle przy jej łóżku. Ująłem jej dłoń i delikatnie pocałowałem . Patrzę na jej bezradne ciało. Po mojej twarzy spływa kilka łez.
- Dlaczego mi to zrobiłaś ? - szepczę. Wiem, że mnie słyszy.
- Kocham Cię. Nigdy sobie tego nie wybaczę, ale teraz musisz być silna ! Słyszysz ? Nie możesz mi tego zrobić. Musisz się obudzić. Proszę.. - patrzyłem na nią błagalnym wzrokiem. Poczułem dotyk na swojej dłoni. Była to jej dłoń.
- Budzi się ! Ona poruszyła się ! - zacząłem krzyczeć ...
***
No mamy 20 ! ;). Wczoraj nie dałam rady, ale jest dzisiaj ;P. Życzę Wam Wesołych Świąt. I bogatego zająca ; D. Do wtorku ; *
- Bieber pogięło Cię ? Wiesz, która godzina ? - po drugiej stronie mówiła zaspana.
- Cait posłuchaj. Natalia ona, ona jakby to powiedzieć. Miała... "wypadek" - wydukałem .
- Co ? Żartujesz ? Co z nią ? Gdzie jest ? - zadawała całą masę pytań.
- Nie wiem dokładnie. Sanitariusze właśnie ją zabierają. - powiedziałem
- Zaraz pojadę za nimi i spróbuję się czegoś dowiedzieć - dodałem po chwili
- Jadę z Tobą ! Daj mi 10 min - odparła i rozłączyła się.
Spojrzałem przez okno jej pokoju. Leżała na noszach i właśnie wkładali ją do środka. ( od aut. karetki rzecz jasna xd ). Stałem bezradny, nic nie chcieli mi powiedzieć. Jedyne co wiem to, że zabierają ją do jednego z najlepszych szpitali w stanie. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych. Zamknąłem je, wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę domu Beadlesów. Zatrzymałem się pod ich domem. Po chwili zjawiła się moja przyjaciółka. Wsiadła i ruszyliśmy.
- Co się stało ? - zapytała od razu, a ja opowiedziałem jej całą historię.
- Biedna, ale nie przypuszczałabym żeby ona zrobiła coś takiego - mówiła.
- Teraz już wiem dlaczego mój brat był dziś taki przygnębiony. Ciekawe co jej powiedział, że dopuściła się takiego czynu. I nie musisz się wypierać, że tego nie chcieliście, bo wiem że się kochaliście i nadal kochacie. - powiedziała. Przez dalszą drogę milczeliśmy. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Szpital był ogromny, lecz bardzo spokojny. Tylko w kilku salach paliło się światło. Ruszyliśmy w stronę izby przyjęć. Nienawidzę szpitala. Kojarzy on mi się z chorobą i śmiercią. Podeszliśmy do jednej z pielęgniarek.
- Przepraszam, w której sali leży Natalia ..yyy jak ona się nazywa ? - szepnąłem do mojej towarzyszki, jednak i ona nie wiedziała.
- Właśnie ją przywieziona - dodałem.
- Ah tak. Jesteście z rodziny ? - zapytała
- Nie, ale jesteśmy jej przyjaciółmi - wydukała Cait.
- Niestety nie mogę udzielić żadnych informacji na temat pacjentki - powiedziała ze smutkiem
- Tylko najbliższej rodzinie udzielamy informacji - powiedziała po chwili.
- Rodzinie ? - zdziwiłem się . Przecież nie znam nikogo.
- Jej rodzina jest tysiące km stąd ! My jesteśmy jej rodziną ! - krzyczała załamana Caitlin.
- No dobra widzę, że bardzo Wam zależy jest teraz w sali 213 - powiedziała lekarka. Szybko pobiegliśmy do windy. Sale 200-230 są na 3 piętrze. Wjechaliśmy na górę. Pierwszą rzeczą jaka przykuła moją uwagę była tabliczka "Oddział intensywnej terapii ".
Cholera jest aż tak źle ? - pytałem siebie w myślach. Pospiesznie zaczęliśmy szukać sali z nr 213.
- O jest ! - krzyknęliśmy w jednej chwili i spojrzeliśmy przez szklaną szybę. Leżała tam. Chyba spała. Była taka maleńka i bezbronna. Zrobiło nam się jej żal. W sali było kilku lekarzy i pielęgniarek. Nagle jeden z nich zawołał..
- Tracimy ją ! - krzyczał. Co ? Co on mówi ? Jak to tracimy ? - pytałem Cait. Staliśmy tak wpatrując się w to co się tam działo. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani. Jeden z lekarzy zobaczył nas, kazał odejść i czekać na korytarzu. Zrobiliśmy to co kazali. Siedzieliśmy tam czekając na jakąkolwiek informację. W końcu wykończona Caitlin zasnęła...
* Oczami Nat *
Ciemność przerywa nagły błysk światła. Wstrząsa mną wysoki, piszczący dźwięk, a potem nagle coś wyciąga mnie z ciemności mojego kokonu. Unoszę się w powietrzu, jestem w rogu pomieszczenia, z góry patrzę na panujące tu paniczne ożywienie. Widzę lekarzy, pielęgniarki, sprzęt medyczny, a potem jakąś dziewczynę. Zaraz, zaraz. To ja ! Leżę w szpitalnym łóżku.
- Brak akcji serca ! - krzyczy lekarz
- Elektrowstrząsy ! - woła inny. Podłączają moje ciało do masy kabelków. Dlaczego tutaj jestem ? Nie potrafię sobie przypomnieć. Czy ja umarłam ? Lekarze coś podłączają. Tracę zainteresowanie tą sceną. Bez problemu przenikam przez ścianę z pomieszczenia do długiego tunelu. Widzę jasne światło i czuję się taka szczęśliwa. Słyszę szepty i widzę swoją babcię. Macha do mnie ręką. Skąd ona tu jest ? Wiem, że umarła, ale mam ochotę podbiec do niej i mocno uściskać. Bardzo ją kochałam. Zastępowała mi matkę...
Tunel zaczyna wypełniać się pięknym światłem, a ja chcę go dotknąć. Wycofuję się. Czuję niepewność. Jakaś część mnie chciała iść do przodu, inna wracać. Co się ze mną dzieje ? Światło jest piękne i spokojne. Powinnam go dotknąć.
- Wracaj - mówi jakiś głos..
- Jeszcze nie teraz.. - szepcze inny.
Nie mogę wydobyć głosu, żeby odpowiedzieć. Cofam się z powrotem przez tunel z prędkością pociągu. Przez sufit przenikam z powrotem do pomieszczenia, wiruję nad moim ciałem jak woda. Usiłuję nie dać się wciągnąć do mego ciała. Bezskutecznie. Wchodzę do środka jak gorący wosk, wypełniając formę mojego ciała. W oddali słyszę...
- Jest akcja serca ! Wróciła do nas !
* Oczami Justina *
Moja cierpliwość się kończy. Siedzimy tu kilka godzin. Jestem wykończony, Pielęgniarka widzi to i podaje mi kawę. Wypijam ją jednym łykiem i czekam. Mijają kolejne godziny, nie dostałem żadnej informacji. Dlaczego nic nie mówią ? Z sali wychodzi lekarz i podchodzi do mnie. Obawiam się najgorszego. Przełyka ślinę i zaczyna mówić.
- Najprawdopodobniej to była próba samobójcza. Na moment traciliśmy ją, jednak wszystko jest w porządku. Straciła dużo krwi. Jest w śpiączce - te ostatnie słowa nie docierały do mnie. Lekarz pozwolił mi na chwilę wejść do niej. Usiadłem na krześle przy jej łóżku. Ująłem jej dłoń i delikatnie pocałowałem . Patrzę na jej bezradne ciało. Po mojej twarzy spływa kilka łez.
- Dlaczego mi to zrobiłaś ? - szepczę. Wiem, że mnie słyszy.
- Kocham Cię. Nigdy sobie tego nie wybaczę, ale teraz musisz być silna ! Słyszysz ? Nie możesz mi tego zrobić. Musisz się obudzić. Proszę.. - patrzyłem na nią błagalnym wzrokiem. Poczułem dotyk na swojej dłoni. Była to jej dłoń.
- Budzi się ! Ona poruszyła się ! - zacząłem krzyczeć ...
***
No mamy 20 ! ;). Wczoraj nie dałam rady, ale jest dzisiaj ;P. Życzę Wam Wesołych Świąt. I bogatego zająca ; D. Do wtorku ; *
czwartek, 21 kwietnia 2011
19. Czułam potworny ból, a zarazem ulgę.
Postanowiliśmy wrzucić nasze wykonanie na Youtube.com . (czyt. Justin wrzucił, a ja nie miałam nic do gadania)
Później śpiewaliśmy jeszcze inne duety, bardzo przy tym romantyzując. Nie zauważyliśmy, że ktoś przygląda nam się ze złością. Była to Anka, a za nią dostrzegłam smutnego Beadlesa.
- To, to nie jest to o czym myślicie - powiedział zszokowany Bieber. Podeszłam do niego, ale szybko się odwrócił i wybiegł. Cholera co ja najlepszego narobiłam ?. Mogłam się domyślić, że w końcu się wyda, jednak nie potrafiłam z tego zrezygnować. Wybiegłam za nim, jednak nigdzie go nie było. Przebiegałam przez kolejne ulice szukając go, przez co prawie potrącił mnie samochód, jednak nigdzie go nie było. Zmęczona w końcu osunęłam się na ławkę i zaczęłam płakać. Tymczasem w domu Nat...
*Oczami Justina*
Nie wiedziałem co zrobić. Ta sytuacja mnie przerażała. Chciałem biec za nimi, jednak Ann mnie powstrzymała.
- Po co chcesz tam biec ? - zapytała ze złością.
- Dość już namieszałeś. Ona nie jest dla Ciebie odpowiednia. - powiedziała i zbliżyła się do mnie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Była już bardzo blisko. Zbliżyła swoją twarz do mojej, ale ja gwałtownie ją odsunąłem.
- Co ty wyprawiasz ? - zapytałem z irytacją. Nic nie odpowiedziała. Nie czekając długo zabrałem kurtkę i wyszedłem trzaskając drzwiami. W jednej chwili straciłem ukochaną osobę i najlepszego przyjaciela. Wróciłem do domu, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem. Powracamy do głównej bohaterki...
*Oczami Nat*
Siedziałam i zastanawiałam się gdzie on może być. Bardzo się martwiłam. Bałam się, że coś mu się stanie, w dodatku z mojej winy. Nagle olśniło mnie. Wstałam i pobiegłam najszybciej jak tylko mogłam do parku. Wiedziałam, że jest tam takie miejsce do którego zawsze ucieka gdy ma problem. Musi tam być ! - powiedziałam sama do siebie. Nie myliałam się siedział tam. Nie zauważyłam mnie, więc usiadłam obok.
- Przepraszam - wyszeptałam. Podniósł wzrok i spojrzał na mnie. Był jakiś dziwny, czy on, czy on płakał ?. Nic nie odpowiedział tylko wstał.
- Myślisz, że jednym głupim słowem załatwisz wszystko ? - wykrzyczał. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak złego.
- Nie ! Wcale tak nie myślę. Nie powinno do tego dojść. Nie powinnam na to pozwolić, a jednak zrobiłam to. Wiem, że tym jednym pieprzonym słowem niczego nie załatwię. Jestem kompletną idiotką ! - krzyczałam, dławiąc się łzami.
- Nie rozumiem jak mogłaś to zrobić ? Kochałem Cię i myślałem, że Ci na mnie zależy, a ty mnie tak po prostu zdradziłaś- wydarł się, a po jego twarzy zaczęły spływać łzy.
- To, to nie tak. Wiem, że to wyglądało jednoznacznie, ale my się tylko wygłupialiśmy. A poza tym chciałam Ci powiedzieć, że ty również mnie zdradziłeś - nie wiedziałam co powiedzieć, więc użyłam tego głupiego argumentu.
- Tak zrobiłem to, ale byłem głupi. Dobrze wiesz, że kocham tylko Ciebie i tylko Ty się liczysz ! Chrstian Beadles miał serce z kamienia, a ty to zmieniłaś rozumiesz ? Myślałem, że nie ma takiego uczucia jak miłość, przynajmniej dla mnie. Nie chcę Cię znać ! - mówił przez łzy. Tymi słowami mnie dobił. Nie miałam ochoty dłużej się kłócić. Odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie. Biegłam tak szybko jak tylko potrafiłam. Po drodze widziałam tylu szczęśliwych, zakochanych par.
- Dlaczego nie mogę być tak jak oni ? - wydarłam się i spojrzałam ku niebu. W końcu dotarłam do domu. Zastałam w nim siedzącą na kanapie smutną Ankę. Usiadłam obok niej.
- Ty też nie chcesz mnie znać ? - zapytałam. Spojrzała na mnie groźnym wzrokiem.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? Jak mogłaś mi to zrobić ? Przecież wiedziałaś, że kocham Justina ! - wstała i wykrzyczała. Co ? Ona go kocha ?
- Co ? Jak to kochasz go ? Nic, nie wiedziałam. Przykro mi, że tak wyszło - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie i wyszła. Byłam bardzo zdenerwowana. Zaczęłam rzucać poduszkami. Wstałam i pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i nigdy, więcej się nie obudzić. Obudziłam się w lepszym nastroju. Spojrzałam na zegarek. Było po 19. Anki nadal nie było. Wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Widziałam w nim smutną dziewczynę, całą rozmazaną. Przemyłam twarz wodą. I znowu to wróciło. Przypomniałam sobie o dzisiejszych wydarzeniach. Znowu zaczęłam płakać, a raczej wyć. Chciałam się uderzyć, więc z całej siły zamachnęłam się i uderzyłam w lustro, które rozsypało się na kilkadziesiąt kawałków. Cholera - krzyknęłam. Usiadłam w kącie łazienki i skulłam nogi. Miałam tego wszystkiego dosyć. Wzięłam jednak z kawałków szkła i przyłożyłam do ręki. Nie chciałam już żyć. Nie w ten sposób. Narobiłam wiele złego. Po co wgl wkraczałam w ich życie.? Mogłam jechać do innego hotelu. Ten cholerny taksówkarz zmienił wszystko. W ciągu jednego dnia straciłam Ankę i oczywiście Christiana. Pomimo, że go nie kocham. Czułam, że źle postąpiłam i bardzo mi go brakowało. A teraz ? Nie chcą mnie znać. Spojrzałam na kawałek szkła. Cała drżałam. Wzięłam go i mocno przejechałam nim po ręce. Poczułam krew. Nic sobie z tego nie zrobiłam. Po raz kolejny skaleczyłam się. Czułam potworny ból, a zarazem ulgę. Zrobiłam tak jeszcze kilka razy. Krew zaczęła lecieć coraz bardziej. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Czułam, że odpływam, jednak nie reagowałam. Nic, więcej nie pamiętam musiałam zasnąć....
*Oczami Justina*
Leżałem dobrych kilka godzin, rozmyślając. Wiedziałem, że będzie lepiej jeśli na jakiś czas wyjadę. Muszą pozałatwiać między sobą wszystko, a ja nie będę się wtrącać. Wracam do Atlanty na kilka dni - pomyślałem i wykonałem jeden telefon.
- Usher, potrzebuję znaleźć się w Atlancie - wysyczałem
- Stary coś z Tobą, nie tak ? Jesteś tu jeden dzień i już chcesz wracać ? - zapytał zdziwiony
- Proszę Cię. Muszę się tam znaleźć ! Nie pytaj dlaczego. - mówiłem.
- Okey. Za godzinę masz być na lotnisku - powiedział. Super - pomyślałem. Wziąłem walizkę i spakowałem kilka rzeczy. Zszedłem na dół i po prostu powiedziałem, że wyjeżdżam. To był normalny tekst w ostatnim czasie, więc nie zrobił na moich dziadkach wrażenia. Powiedzieli tylko żebym uważał i czekają aż wrócę. Eh. Żeby wiedzieli dlaczego wyjeżdżam. Podjechał Kenny, zapakowałem walizki i wsiadłem. Założyłem słuchawki i zamknąłem oczy. Było już bardzo późno, na dworze ciemno. Byliśmy w połowie drogi, jednak czułem się niepewnie. Coś cały czas mi mówiło, że mam zostać, bo wydarzy się coś złego. Z początku myślałem, że to tylko urojenia, jednak te słowa były coraz silniejsze i coraz bardziej mnie odciągały.
- Kenny, wracamy. - rzuciłem w pośpiechu. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- JB, żartujesz sobie ? Jesteśmy pod lotniskiem. - powiedział
- Wracamy - byłem stanowczy. Mój ochroniarz posłusznie zawrócił. Przez całą drogę powtarzałem tylko żeby jechał szybciej. Czułem, że dzieje się coś złego, ale nie wiedziałem co. Po godzinie byliśmy znowu pod domem. Rzuciłem tylko, że muszę coś załatwić i ma zostawić walizki w domu. Biegłem jak tylko szybko potrafiłem do jej domu. Czułem, że muszę z nią porozmawiać, bo inaczej coś się stanie. Zadzwoniłem, jednak nikt nie odpowiadał. Stałem chwilę zniecierpliwiony. Chwyciłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wbiegłem, ledwo łapiąc wdech. Zacząłem ją wołać, ale nie odpowiadała. Obiegłem cały dom wchodząc do każdego pokoju. Nigdzie jej nie było. Wszedłem do jej pokoju i ujrzałem drzwi od łazienki. To chyba ostatnie miejsce w tym domu do którego nie zajrzałem - pomyślałam. Ostrożnie otwarłem je i ujrzałem....
***
No mamy 19 ;). Troszkę straszny, ale dostałam weny !. Jutro postaram się napisać i robię sobie świąteczną przerwę. ; ]. Muszę trochę odpocząć !. Do miłego ; *
Później śpiewaliśmy jeszcze inne duety, bardzo przy tym romantyzując. Nie zauważyliśmy, że ktoś przygląda nam się ze złością. Była to Anka, a za nią dostrzegłam smutnego Beadlesa.
- To, to nie jest to o czym myślicie - powiedział zszokowany Bieber. Podeszłam do niego, ale szybko się odwrócił i wybiegł. Cholera co ja najlepszego narobiłam ?. Mogłam się domyślić, że w końcu się wyda, jednak nie potrafiłam z tego zrezygnować. Wybiegłam za nim, jednak nigdzie go nie było. Przebiegałam przez kolejne ulice szukając go, przez co prawie potrącił mnie samochód, jednak nigdzie go nie było. Zmęczona w końcu osunęłam się na ławkę i zaczęłam płakać. Tymczasem w domu Nat...
*Oczami Justina*
Nie wiedziałem co zrobić. Ta sytuacja mnie przerażała. Chciałem biec za nimi, jednak Ann mnie powstrzymała.
- Po co chcesz tam biec ? - zapytała ze złością.
- Dość już namieszałeś. Ona nie jest dla Ciebie odpowiednia. - powiedziała i zbliżyła się do mnie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Była już bardzo blisko. Zbliżyła swoją twarz do mojej, ale ja gwałtownie ją odsunąłem.
- Co ty wyprawiasz ? - zapytałem z irytacją. Nic nie odpowiedziała. Nie czekając długo zabrałem kurtkę i wyszedłem trzaskając drzwiami. W jednej chwili straciłem ukochaną osobę i najlepszego przyjaciela. Wróciłem do domu, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem. Powracamy do głównej bohaterki...
*Oczami Nat*
Siedziałam i zastanawiałam się gdzie on może być. Bardzo się martwiłam. Bałam się, że coś mu się stanie, w dodatku z mojej winy. Nagle olśniło mnie. Wstałam i pobiegłam najszybciej jak tylko mogłam do parku. Wiedziałam, że jest tam takie miejsce do którego zawsze ucieka gdy ma problem. Musi tam być ! - powiedziałam sama do siebie. Nie myliałam się siedział tam. Nie zauważyłam mnie, więc usiadłam obok.
- Przepraszam - wyszeptałam. Podniósł wzrok i spojrzał na mnie. Był jakiś dziwny, czy on, czy on płakał ?. Nic nie odpowiedział tylko wstał.
- Myślisz, że jednym głupim słowem załatwisz wszystko ? - wykrzyczał. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak złego.
- Nie ! Wcale tak nie myślę. Nie powinno do tego dojść. Nie powinnam na to pozwolić, a jednak zrobiłam to. Wiem, że tym jednym pieprzonym słowem niczego nie załatwię. Jestem kompletną idiotką ! - krzyczałam, dławiąc się łzami.
- Nie rozumiem jak mogłaś to zrobić ? Kochałem Cię i myślałem, że Ci na mnie zależy, a ty mnie tak po prostu zdradziłaś- wydarł się, a po jego twarzy zaczęły spływać łzy.
- To, to nie tak. Wiem, że to wyglądało jednoznacznie, ale my się tylko wygłupialiśmy. A poza tym chciałam Ci powiedzieć, że ty również mnie zdradziłeś - nie wiedziałam co powiedzieć, więc użyłam tego głupiego argumentu.
- Tak zrobiłem to, ale byłem głupi. Dobrze wiesz, że kocham tylko Ciebie i tylko Ty się liczysz ! Chrstian Beadles miał serce z kamienia, a ty to zmieniłaś rozumiesz ? Myślałem, że nie ma takiego uczucia jak miłość, przynajmniej dla mnie. Nie chcę Cię znać ! - mówił przez łzy. Tymi słowami mnie dobił. Nie miałam ochoty dłużej się kłócić. Odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie. Biegłam tak szybko jak tylko potrafiłam. Po drodze widziałam tylu szczęśliwych, zakochanych par.
- Dlaczego nie mogę być tak jak oni ? - wydarłam się i spojrzałam ku niebu. W końcu dotarłam do domu. Zastałam w nim siedzącą na kanapie smutną Ankę. Usiadłam obok niej.
- Ty też nie chcesz mnie znać ? - zapytałam. Spojrzała na mnie groźnym wzrokiem.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? Jak mogłaś mi to zrobić ? Przecież wiedziałaś, że kocham Justina ! - wstała i wykrzyczała. Co ? Ona go kocha ?
- Co ? Jak to kochasz go ? Nic, nie wiedziałam. Przykro mi, że tak wyszło - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie i wyszła. Byłam bardzo zdenerwowana. Zaczęłam rzucać poduszkami. Wstałam i pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i nigdy, więcej się nie obudzić. Obudziłam się w lepszym nastroju. Spojrzałam na zegarek. Było po 19. Anki nadal nie było. Wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Widziałam w nim smutną dziewczynę, całą rozmazaną. Przemyłam twarz wodą. I znowu to wróciło. Przypomniałam sobie o dzisiejszych wydarzeniach. Znowu zaczęłam płakać, a raczej wyć. Chciałam się uderzyć, więc z całej siły zamachnęłam się i uderzyłam w lustro, które rozsypało się na kilkadziesiąt kawałków. Cholera - krzyknęłam. Usiadłam w kącie łazienki i skulłam nogi. Miałam tego wszystkiego dosyć. Wzięłam jednak z kawałków szkła i przyłożyłam do ręki. Nie chciałam już żyć. Nie w ten sposób. Narobiłam wiele złego. Po co wgl wkraczałam w ich życie.? Mogłam jechać do innego hotelu. Ten cholerny taksówkarz zmienił wszystko. W ciągu jednego dnia straciłam Ankę i oczywiście Christiana. Pomimo, że go nie kocham. Czułam, że źle postąpiłam i bardzo mi go brakowało. A teraz ? Nie chcą mnie znać. Spojrzałam na kawałek szkła. Cała drżałam. Wzięłam go i mocno przejechałam nim po ręce. Poczułam krew. Nic sobie z tego nie zrobiłam. Po raz kolejny skaleczyłam się. Czułam potworny ból, a zarazem ulgę. Zrobiłam tak jeszcze kilka razy. Krew zaczęła lecieć coraz bardziej. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Czułam, że odpływam, jednak nie reagowałam. Nic, więcej nie pamiętam musiałam zasnąć....
*Oczami Justina*
Leżałem dobrych kilka godzin, rozmyślając. Wiedziałem, że będzie lepiej jeśli na jakiś czas wyjadę. Muszą pozałatwiać między sobą wszystko, a ja nie będę się wtrącać. Wracam do Atlanty na kilka dni - pomyślałem i wykonałem jeden telefon.
- Usher, potrzebuję znaleźć się w Atlancie - wysyczałem
- Stary coś z Tobą, nie tak ? Jesteś tu jeden dzień i już chcesz wracać ? - zapytał zdziwiony
- Proszę Cię. Muszę się tam znaleźć ! Nie pytaj dlaczego. - mówiłem.
- Okey. Za godzinę masz być na lotnisku - powiedział. Super - pomyślałem. Wziąłem walizkę i spakowałem kilka rzeczy. Zszedłem na dół i po prostu powiedziałem, że wyjeżdżam. To był normalny tekst w ostatnim czasie, więc nie zrobił na moich dziadkach wrażenia. Powiedzieli tylko żebym uważał i czekają aż wrócę. Eh. Żeby wiedzieli dlaczego wyjeżdżam. Podjechał Kenny, zapakowałem walizki i wsiadłem. Założyłem słuchawki i zamknąłem oczy. Było już bardzo późno, na dworze ciemno. Byliśmy w połowie drogi, jednak czułem się niepewnie. Coś cały czas mi mówiło, że mam zostać, bo wydarzy się coś złego. Z początku myślałem, że to tylko urojenia, jednak te słowa były coraz silniejsze i coraz bardziej mnie odciągały.
- Kenny, wracamy. - rzuciłem w pośpiechu. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- JB, żartujesz sobie ? Jesteśmy pod lotniskiem. - powiedział
- Wracamy - byłem stanowczy. Mój ochroniarz posłusznie zawrócił. Przez całą drogę powtarzałem tylko żeby jechał szybciej. Czułem, że dzieje się coś złego, ale nie wiedziałem co. Po godzinie byliśmy znowu pod domem. Rzuciłem tylko, że muszę coś załatwić i ma zostawić walizki w domu. Biegłem jak tylko szybko potrafiłem do jej domu. Czułem, że muszę z nią porozmawiać, bo inaczej coś się stanie. Zadzwoniłem, jednak nikt nie odpowiadał. Stałem chwilę zniecierpliwiony. Chwyciłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wbiegłem, ledwo łapiąc wdech. Zacząłem ją wołać, ale nie odpowiadała. Obiegłem cały dom wchodząc do każdego pokoju. Nigdzie jej nie było. Wszedłem do jej pokoju i ujrzałem drzwi od łazienki. To chyba ostatnie miejsce w tym domu do którego nie zajrzałem - pomyślałam. Ostrożnie otwarłem je i ujrzałem....
***
No mamy 19 ;). Troszkę straszny, ale dostałam weny !. Jutro postaram się napisać i robię sobie świąteczną przerwę. ; ]. Muszę trochę odpocząć !. Do miłego ; *
wtorek, 19 kwietnia 2011
18. Potrzebowałam jego bliskości, jak niczego innego.
Uniosłam wzrok do góry i ujrzałam... Justina. Zamurowało mnie. Spodziewałabym się każdego, ale nie jego.
- Czy to jakiś żart ? - szepnęłam do Caitlin, z którą siedziałam w ławce, ale ona nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się. A, więc wiedziała o tym ! Dlaczego nic nie powiedziała ? Reszta klasy była wyraźnie podekscytowana ( a dziewczyny podniecone xd ). Po przywitaniu Bieber zajął miejsce w ostatniej ławce, zaraz za nami. Obróciłam się i spojrzałam na niego ze złością, a ten się tylko uśmiechnął złowieszo. Odwróciłam się. Do końca lekcji miałam tzw. focha. Przede wszystkim na Cait. W końcu doczekałam się upragnionego dzwonka. Byłam zdezorientowana tą sytuacją, miałam mętlik w głowie. Nie wytrzymałabym reszty lekcji dzisiaj, dlatego zwolniłam się i samotnie pognałam do domu. W domu postanowiłam wziąć długą kąpiel. Tylko ona potrafiła mnie tak zrelaksować. Leżałam w wannie pełnej piany i przeglądałam jakieś czasopisma o modzie. Szybko mi się znudziły. Sięgnęłam po iPhona. Uh po kilkanaście nieodebranych połączeń od Chrisa, Jusa no i Caitlin. I znowu to samo. Chociaż na chwilę o tym zapomniałam, jednak teraz wszystko wróciło. Nie ucieknę przed tym. Dopuki nie będe wiedziała czego chcę. Czemu to musi być takie trudne ? Przecież byłam pewna co do moich uczuć. Wiedziałam, że kocham Biebera i nic ani nikt tego nie zmieni. A, jednak. Od naszego ostatniego spotkania wiele się zmieniło, a on o niczym nie wie i mam nadzieję, że się nie dowie. Cholera Natalia co ty mówisz? Nie możesz ich wszystkich wciąż okłamywać. Właśnie zrozumiałam, że nie jestem wobec nich szczera. Ciągle ich okłamuję ! Moje życie utrzymuje się na kłamstwie, którego przecież ja nienawidzę ! Zawsze patrzyłam z pogardą na ludzi którzy kłamią, a teraz ? Sama jestem jedną z nich. Nie poradzę sobie teraz psychicznie. Jestem wyczerpana. Nie wytrzymam przebywania z Christianem w towarzystwie Justina i odwrotnie. Po godzinnej kąpieli wyszłam i ubrałam się. Zeszłam na dół do kuchni i zjadłam jogurt. Czułam się strasznie. Poszłam do mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić. Leżałam w bezruchu całymi godzinami. No dobra to były minuty, ale wydawało się jakby to była wieczność. Wstałam i krążyłam w kółko po pokoju. Nagle spojrzałam w kąt i ujrzałam moją gitarę. Szybkim ruchem wzięłam ją. Nic nie uspokajało mnie tak jak jej dźwięk. Usiadłam na parapecie i zaczęłam grać. Kiedy grałam zapominałam o całym bożym świecie. Odchodziłam do miejsca, w którym nie było problemów. Czułam się w nim jak w bajce. Niestety to tylko wytwór mojej wyobraźni, a prawdziwy świat jest inny. Gdy skończyłam grać spojrzałam przez okno. W oddali widziałam ludzi idących spokojnie, biegnących. Samochody, dzieci. Wszystko wydaje się takie cudowne. Moją uwagę przykuł sąsiedni domek. Wiem, że mieszkają tam starsze małżeństwo. Są bardzo uprzejmi, jednak nie wiem nic więcej o nich. Zauważyłam, że oboje stoją przed drzwiami i przytulają kogoś. Zaraz, zaraz przecież to Bieber ! Co on tutaj robi ? Nie powinien być jeszcze w szkole ? I wgl skąd on ich zna. Patrzyłam z niedowierzaniem. Przyglądałam im się przez pewien czas. Rozmawiali o czymś. W końcu Jus spojrzał w stronę mojego okna. Cholera ! Zauważył mnie. Chciałam schować się, jednak było już za późno. Szybko pożegnał się i ruszył w moją stronę. Pospiesznie wstałam, jednak nadal przyglądałam mu się. Podszedł do drzwi i zapukał. Nie wiedziałam co robić. Przecież nie mogę nie otworzyć. Widział mnie już. Niechętnie zeszłam na dół. Cholera przecież ja nawet się z nim nie przywitałam. Zapomniałam o tym. Otwarłam drzwi.
- Nie przeszkadzam ? - zapytał. Jasne, że przeszkadzasz. Chciałam powiedzieć, jednak nie potrafiłam. Potrzebowałam go teraz. Potrzebowałam jego bliskości, jak niczego innego. Kiedy jest przy mnie, czuję jego zapach, dotyk automatycznie się rozpływam. Nie powiedziałam nic tylko pociągnęłam go i zaczęłam całować w między-czasie zamykając nogą drzwi. Znowu poczułam to silne przyciąganie. Dosłownie jak magnes. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie. Nasze oddechy były nierówne.
- No i takie powitanie mi się podoba - uśmiechnął się
- Przepraszam - wyszeptałam
- Ale za co ? - zapytał zdziwiony
- Za wszystko - odpowiedziałam. Patrzył zdziwiony, ale wiedział że nie mam ochoty o tym rozmawiać, więc temat uznał za zamknięty.
- Dlaczego uciekłaś z lekcji ? - mówił
- Bo byłam zdezorientowana. Nie mogłam uwierzyć, że jesteś w naszej szkole. To mnie przerosło - wydukałam
- Dlaczego nic nie powiedziałeś ? - dodałam po chwili
- To miała być niespodzianka dla Ciebie. Dlatego poprosiłem wszystkich żeby nic nie mówili - odparł
- W takim razie. Bardzo mi się ta niespodzianka podoba. - powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
- Kim są dla Ciebie moi sąsiedzi ? - zapytałam zmieniając tok rozmowy.
- To moi dziadkowie - wyszczerzył się. Wow. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Wiele razy zastanawiałam się gdzie mieszkał kiedyś, jednak nigdy nie zapytałam nikogo o to. A, więc to z tego domu pochodzi mój mały Bieber. No dobra może nie mój.
- Ah. A teraz chodź chcę Ci coś pokazać - powiedziałam i pociągnęłam go na dół ( od. aut. jeszcze niżej xd czyli to piwnicy tak jakby ). Znaleźliśmy się na dole, a przed nami stały drzwi. Otworzyłam je, a w głębi nich pojawiło się małe studio do nagrań. Bieber patrzył raz na mnie raz na nie.
- Hm. Nieźle - mówił. Wiedziałam, że się zdziwi. Ja też odkryłam je dopiero kilka dni temu.
- Może coś nagramy ?- zapytał. Hm. Brzmi nieźle. Chociaż moje umiejętności wokalne nie dorównują jego to może być dobra zabawa.
- Czemu nie - wydukałam.
- A co śpiewamy ? - zapytałam
- Może to ? - wyciągnął z kieszeni kartkę i dał mi ją. Zaczęłam czytać po kolei słowa.
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I.
Czytałam kolejne wersy. Wiedziałam, że znam tą piosenkę, ale nie wiedziałam skąd.
- Kto to śpiewa ? - zapytałam
- Żartujesz sobie ? Przecież to jest Twoja piosenka - powiedział. A no tak. Rzeczywiście teraz pamiętam. Napisałam ją jakiś rok temu. Nie śpiewałam jej od bardzo dawno. Chwila, ale skąd on ją miał ?
- Skąd ją masz ? - zapytałam. Zirytowało mnie to.
- Ja, ja. Wziąłem ją. Tamtej nocy na tarasie. Kiedy zasnęłaś zauważyłem ją. Bardzo mi się spodobała. Zabrałem ją na pamiątkę. Bo już wtedy Cię kochałem. Zawładnęłaś moim sercem od kiedy Cię ujrzałem, jednak nie potrafiłem przyznać się od razu, a później było już za późno. - powiedział smutno.
- Ale jednak w końcu nabrałeś odwagi. - uśmiechnęłam się. Nie potrafiłam być na niego zła.
- Dopisałem do niej kolejną zwrotkę. Chyba nadaje się na duet - powiedział i uniósł brwi. Nic nie powiedziałam tylko od razu wzięliśmy się do śpiewania. Było przy tym dużo śmiechu, ale w końcu coś wyszło. Dokonaliśmy małych poprawek w tekście i prócz tamtej zwrotki było
I'm overboard and I need your love
Pull me up
I cant swim on my own
Its to much
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
Life saver
Oh life saver oh wow
Never understand you when you say
Wanting me to met you half way.
Felt like I was doing my part
Get bringing your coming up short
Funny how these thing change
Cause now I see
Postanowiliśmy wrzucić nasze wykonanie na Youtube.com . (czyt. Justin wrzucił, a ja nie miałam nic do gadania)
Później śpiewaliśmy jeszcze inne duety, bardzo przy tym romantyzując. Nie zauważyliśmy, że ktoś przygląda nam się ze złością. Był/a to...
***
I jest 18. Taki beznadziejny, ale jest. Tak to tekst piosenki ''Overboard''. ;). Rozdział dedykuję Paulii ; *. Bo jak przeczytałam na Twoim blogu masz dziś urodziny. Naj ; *. I życzę miłego pobytu ; D.
- Czy to jakiś żart ? - szepnęłam do Caitlin, z którą siedziałam w ławce, ale ona nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się. A, więc wiedziała o tym ! Dlaczego nic nie powiedziała ? Reszta klasy była wyraźnie podekscytowana ( a dziewczyny podniecone xd ). Po przywitaniu Bieber zajął miejsce w ostatniej ławce, zaraz za nami. Obróciłam się i spojrzałam na niego ze złością, a ten się tylko uśmiechnął złowieszo. Odwróciłam się. Do końca lekcji miałam tzw. focha. Przede wszystkim na Cait. W końcu doczekałam się upragnionego dzwonka. Byłam zdezorientowana tą sytuacją, miałam mętlik w głowie. Nie wytrzymałabym reszty lekcji dzisiaj, dlatego zwolniłam się i samotnie pognałam do domu. W domu postanowiłam wziąć długą kąpiel. Tylko ona potrafiła mnie tak zrelaksować. Leżałam w wannie pełnej piany i przeglądałam jakieś czasopisma o modzie. Szybko mi się znudziły. Sięgnęłam po iPhona. Uh po kilkanaście nieodebranych połączeń od Chrisa, Jusa no i Caitlin. I znowu to samo. Chociaż na chwilę o tym zapomniałam, jednak teraz wszystko wróciło. Nie ucieknę przed tym. Dopuki nie będe wiedziała czego chcę. Czemu to musi być takie trudne ? Przecież byłam pewna co do moich uczuć. Wiedziałam, że kocham Biebera i nic ani nikt tego nie zmieni. A, jednak. Od naszego ostatniego spotkania wiele się zmieniło, a on o niczym nie wie i mam nadzieję, że się nie dowie. Cholera Natalia co ty mówisz? Nie możesz ich wszystkich wciąż okłamywać. Właśnie zrozumiałam, że nie jestem wobec nich szczera. Ciągle ich okłamuję ! Moje życie utrzymuje się na kłamstwie, którego przecież ja nienawidzę ! Zawsze patrzyłam z pogardą na ludzi którzy kłamią, a teraz ? Sama jestem jedną z nich. Nie poradzę sobie teraz psychicznie. Jestem wyczerpana. Nie wytrzymam przebywania z Christianem w towarzystwie Justina i odwrotnie. Po godzinnej kąpieli wyszłam i ubrałam się. Zeszłam na dół do kuchni i zjadłam jogurt. Czułam się strasznie. Poszłam do mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić. Leżałam w bezruchu całymi godzinami. No dobra to były minuty, ale wydawało się jakby to była wieczność. Wstałam i krążyłam w kółko po pokoju. Nagle spojrzałam w kąt i ujrzałam moją gitarę. Szybkim ruchem wzięłam ją. Nic nie uspokajało mnie tak jak jej dźwięk. Usiadłam na parapecie i zaczęłam grać. Kiedy grałam zapominałam o całym bożym świecie. Odchodziłam do miejsca, w którym nie było problemów. Czułam się w nim jak w bajce. Niestety to tylko wytwór mojej wyobraźni, a prawdziwy świat jest inny. Gdy skończyłam grać spojrzałam przez okno. W oddali widziałam ludzi idących spokojnie, biegnących. Samochody, dzieci. Wszystko wydaje się takie cudowne. Moją uwagę przykuł sąsiedni domek. Wiem, że mieszkają tam starsze małżeństwo. Są bardzo uprzejmi, jednak nie wiem nic więcej o nich. Zauważyłam, że oboje stoją przed drzwiami i przytulają kogoś. Zaraz, zaraz przecież to Bieber ! Co on tutaj robi ? Nie powinien być jeszcze w szkole ? I wgl skąd on ich zna. Patrzyłam z niedowierzaniem. Przyglądałam im się przez pewien czas. Rozmawiali o czymś. W końcu Jus spojrzał w stronę mojego okna. Cholera ! Zauważył mnie. Chciałam schować się, jednak było już za późno. Szybko pożegnał się i ruszył w moją stronę. Pospiesznie wstałam, jednak nadal przyglądałam mu się. Podszedł do drzwi i zapukał. Nie wiedziałam co robić. Przecież nie mogę nie otworzyć. Widział mnie już. Niechętnie zeszłam na dół. Cholera przecież ja nawet się z nim nie przywitałam. Zapomniałam o tym. Otwarłam drzwi.
- Nie przeszkadzam ? - zapytał. Jasne, że przeszkadzasz. Chciałam powiedzieć, jednak nie potrafiłam. Potrzebowałam go teraz. Potrzebowałam jego bliskości, jak niczego innego. Kiedy jest przy mnie, czuję jego zapach, dotyk automatycznie się rozpływam. Nie powiedziałam nic tylko pociągnęłam go i zaczęłam całować w między-czasie zamykając nogą drzwi. Znowu poczułam to silne przyciąganie. Dosłownie jak magnes. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie. Nasze oddechy były nierówne.
- No i takie powitanie mi się podoba - uśmiechnął się
- Przepraszam - wyszeptałam
- Ale za co ? - zapytał zdziwiony
- Za wszystko - odpowiedziałam. Patrzył zdziwiony, ale wiedział że nie mam ochoty o tym rozmawiać, więc temat uznał za zamknięty.
- Dlaczego uciekłaś z lekcji ? - mówił
- Bo byłam zdezorientowana. Nie mogłam uwierzyć, że jesteś w naszej szkole. To mnie przerosło - wydukałam
- Dlaczego nic nie powiedziałeś ? - dodałam po chwili
- To miała być niespodzianka dla Ciebie. Dlatego poprosiłem wszystkich żeby nic nie mówili - odparł
- W takim razie. Bardzo mi się ta niespodzianka podoba. - powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
- Kim są dla Ciebie moi sąsiedzi ? - zapytałam zmieniając tok rozmowy.
- To moi dziadkowie - wyszczerzył się. Wow. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Wiele razy zastanawiałam się gdzie mieszkał kiedyś, jednak nigdy nie zapytałam nikogo o to. A, więc to z tego domu pochodzi mój mały Bieber. No dobra może nie mój.
- Ah. A teraz chodź chcę Ci coś pokazać - powiedziałam i pociągnęłam go na dół ( od. aut. jeszcze niżej xd czyli to piwnicy tak jakby ). Znaleźliśmy się na dole, a przed nami stały drzwi. Otworzyłam je, a w głębi nich pojawiło się małe studio do nagrań. Bieber patrzył raz na mnie raz na nie.
- Hm. Nieźle - mówił. Wiedziałam, że się zdziwi. Ja też odkryłam je dopiero kilka dni temu.
- Może coś nagramy ?- zapytał. Hm. Brzmi nieźle. Chociaż moje umiejętności wokalne nie dorównują jego to może być dobra zabawa.
- Czemu nie - wydukałam.
- A co śpiewamy ? - zapytałam
- Może to ? - wyciągnął z kieszeni kartkę i dał mi ją. Zaczęłam czytać po kolei słowa.
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I.
Czytałam kolejne wersy. Wiedziałam, że znam tą piosenkę, ale nie wiedziałam skąd.
- Kto to śpiewa ? - zapytałam
- Żartujesz sobie ? Przecież to jest Twoja piosenka - powiedział. A no tak. Rzeczywiście teraz pamiętam. Napisałam ją jakiś rok temu. Nie śpiewałam jej od bardzo dawno. Chwila, ale skąd on ją miał ?
- Skąd ją masz ? - zapytałam. Zirytowało mnie to.
- Ja, ja. Wziąłem ją. Tamtej nocy na tarasie. Kiedy zasnęłaś zauważyłem ją. Bardzo mi się spodobała. Zabrałem ją na pamiątkę. Bo już wtedy Cię kochałem. Zawładnęłaś moim sercem od kiedy Cię ujrzałem, jednak nie potrafiłem przyznać się od razu, a później było już za późno. - powiedział smutno.
- Ale jednak w końcu nabrałeś odwagi. - uśmiechnęłam się. Nie potrafiłam być na niego zła.
- Dopisałem do niej kolejną zwrotkę. Chyba nadaje się na duet - powiedział i uniósł brwi. Nic nie powiedziałam tylko od razu wzięliśmy się do śpiewania. Było przy tym dużo śmiechu, ale w końcu coś wyszło. Dokonaliśmy małych poprawek w tekście i prócz tamtej zwrotki było
I'm overboard and I need your love
Pull me up
I cant swim on my own
Its to much
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
Life saver
Oh life saver oh wow
Never understand you when you say
Wanting me to met you half way.
Felt like I was doing my part
Get bringing your coming up short
Funny how these thing change
Cause now I see
Postanowiliśmy wrzucić nasze wykonanie na Youtube.com . (czyt. Justin wrzucił, a ja nie miałam nic do gadania)
Później śpiewaliśmy jeszcze inne duety, bardzo przy tym romantyzując. Nie zauważyliśmy, że ktoś przygląda nam się ze złością. Był/a to...
***
I jest 18. Taki beznadziejny, ale jest. Tak to tekst piosenki ''Overboard''. ;). Rozdział dedykuję Paulii ; *. Bo jak przeczytałam na Twoim blogu masz dziś urodziny. Naj ; *. I życzę miłego pobytu ; D.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
17. Czy można równocześnie kochać dwie osoby ?
* 3 tygodnie później *
Dzisiaj mija miesiąc odkąd wyjechałam, ( a raczej uciekłam xd ). Od kilkunastu dni jestem w Stratford, jednak dopiero dziś idę pierwszy raz do szkoły. Trochę się denerwuję, ponieważ od kiedy tu jestem nie widziałam Chrisa. Chciałam mu zrobić niespodziankę przynajmniej tak sobie wmawiam, a prawda jest taka, że boję się tego spotkania. Po wydarzeniach z Justinem podchodzę do Chrstiana z dystansem. A co do Biebera to bardzo za nim tęsknie, ale rozmawiamy i piszemy codziennie. Jestem w klasie z Caitlin, a Anka niestety w innej, ale mieszkamy razem i to nam wystarcza. Długo się zastanawiałam i postanowiłam skontaktować się z rodzicami. Boję się, ale wiem od znajomych, że zaakceptowali moją decyzję i będą mnie wspierać. Za chwilę ma przyjść Cait. Lekcje mamy na 9:00, jednak chcę się wcześniej spotkać z Chrisem, a on ma na 8:00, więc idziemy wcześniej. Siedzę w kuchni i rozmyślam jak to będzie. Boję się, cholernie się boję. Przez dłuższą chwilę zamyśliłam się, ale dźwięk dzwonka przywrócił mnie do rzeczywistości. To pewnie Caitlin - pomyślałam. Podeszłam do drzwi i otwarłam je. Nie myliłam się. W drzwiach stała moja przyjaciółka, jak zwykle wesoła. Pospiesznie wzięłam kurtkę i torbę. Wyruszyłyśmy w stronę szkoły. Cait cały czas opowiadała o szkole. Dowiedziałam się, że mój chłopak ma duże powodzenie. Więcej nie zapamiętałam, bo myślami byłam zupełnie w oddali. Caitlin od razu to wyczuła.
- Hey czy ty mnie w ogule słuchasz ? - zapytała z przejęciem
- Tak. Tzn. nie. Przepraszam - powiedziałam smutno
- Co się dzieje ? Wiem, że jest coś nie tak, więc nie wykręcaj się - powiedziała troskliwie. Przez chwilę zastanawiałam się czy jej powiedzieć czy też nie, ale musiałam z kimś o tym porozmawiać. Jest moją przyjaciółką i siostrą mojego chłopaka. Zrozumie mnie na pewno - powtarzałam sobie w myślach. Opowiedziałam jej całą historię, a ona słuchała z przejęciem. Gdy skończyłam milczała. Zastanawiała się nad czymś bardzo mocno. W końcu zaczęła mówić
- Ugh, no to jest faktycznie trudna sytuacja. Justin to mój przyjaciel, a Christian brat. Nie wiem co mam Ci doradzić. Bieber na pewno będzie się Tobą opiekował i kochał, a Chris. Hm. Wiem, że jesteś ważna dla niego. Nigdy wcześniej nie był tak zakochany i nie brał dziewczyn na serio, ale teraz to się zmieniło. Nie mogę Ci, więc doradzić. Musisz sama wiedzieć czego chcesz - powiedziała. Dotarłyśmy już do szkoły. Usiadłyśmy na ławce. Teraz czekał mnie najtrudniejszy moment. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Nagle w oddali zauważyłam Christiana z kilkoma kolegami. Nie znałam ich. Zauważyłam, że przygląda się nam. Siedziałam bokiem i miałam rozpuszczone włosy, więc mnie nie poznał. Stali kilkanaście kroków od nas i rozmawiali, jednak widziałam, że cały czas spoglądał w naszą stronę. Zobaczyłam, że odszedł od nich i zbliża się w naszą stronę. Cała się trzęsłam. Wiedziałam, że zaraz mnie pozna. Podszedł do nas i przywitał się. Nadal nie wiedział, kim jestem, lecz Caitlin uświadomiła mu.
- Chris, to jest Natalia nowa dziewczyna w naszej szkole, mojej klasie i, i Twoja dziewczyn - mówiła ledwo powstrzymując śmiech. Stał jak słup i miał bardzo śmieszną minę. Patrzył na mnie z niedowierzanie . Odwróciłam się i dopiero teraz ujrzał moją twarz. Nadal stał w bezruchu i patrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Dopiero po chwili podszedł do mnie i zaczął całować. Musiało to wyglądać dziwnie, ale nie obchodziło go to. Zresztą mnie też. Staliśmy tak chwilę. W końcu odsunęliśmy się od siebie.
- Nie mogę w to uwierzyć. Jak to się stało ? Dlaczego nic nie powiedziałaś ? - wydukał
- Anka znalazła nam pracę. Tzn. projektujemy w domu. Nie powiedziałam, bo chciałam zrobić Ci niespodziankę - wyszczerzyłam się
- No to Ci się udało - powiedział i przytulił mnie. Widziałam, że wiele osób przygląda nam się ze zdziwieniem.
- Zaczekaj chwilę - powiedział i ruszył w stronę swoich znajomych, jednak nie rozmawiał z nimi długo. Pokazał coś w naszą stronę, wziął plecak i wrócił. Zadzwonił dzwonek. Wszyscy zaczęli po kolei wchodzić.
- A ty nie idziesz na lekcje ? - zapytałam go
- Nie. Mam ciekawsze zajęcia - powiedział i uśmiechnął się złowieszo.
- Hah. Nie chcę wiedzieć jakie. - śmiałam się
- Ale teraz zmykaj na lekcje kochanie. - powiedziałam i pocałowałam go
- Nigdzie nie idę. No chyba, że z Tobą. I tak nie będę mógł skupić się na lekcjach. Wiedząc, że tu jesteś - odparł.
- No dobra jak chcesz - wysyczałam
- Cait, rodzice nie muszą o tym wiedzieć - zwrócił się do niej i uniósł brew.
- Jasne braciszku - powiedziała z ironizacją, a on cmoknął ją w polik.
- A teraz niestety muszę Ci ją zabrać siostrzyczko - powiedział i pociągnął mnie. Odwróciłam się tylko i pomachałam mojej przyjaciółce. Poszliśmy do skateparku, siedzieliśmy, rozmawialiśmy i oczywiście całowaliśmy się (xd). Było cudownie. Chociaż na chwilę zapomniałam o problemach. Odpuścilibyśmy sobie resztę lekcji, jednak ja musiałam iść. Nie mogę nawalić pierwszego dnia szkoły. Reszta dnia minęła spokojnie. Wieczorem znowu zastanawiałam się nad życiem. (to jest nałóg xD. Będąc z Chrisem zrozumiałam, że nie jest mi obojętny i czuję coś do niego. Przez kolejne dni po mojej głowie chodziło pytanie. Czy ja go kocham ?. Czy można w tym samym czasie kochać dwie osoby ? Kolejne dni mijały spokojnie. Oczywiście nie ominęły mnie kąśliwe uwagi od młodszych dziewczyn. Były to głównie laski, które Christian rzucił lub te które bujały się w nim. Ale to była zazdrość i miałam je gdzieś. Wszystko było bez większych wrażeń aż do poniedziałku następnego tygodnia. Pierwszą naszą lekcją była wychowawcza. Nasza wychowawczyni weszła do klasy i stanęła na środku. No tak będzie kolejne kazanie. Westchnęłam głośno, jednak myliłam się.
- Witajcie. Mam dla Was wspaniałą widomość. Do naszej klasy dojdzie dziś kolejny uczeń - powiedziała, a zza drzwi wyłoniła się czyjaś sylwetka. Uniosłam wzrok do góry i ujrzałam ...
***
Tak wiem miało być długie. Przepraszam, ale nie mam weny. Obiecuję, że jutro dodam kolejną część. A więc mamy trochę przeskok do przodu. Myślę, że jeszcze 10 odcinków i kończymy. Ale będzie następne ! ; P. Do jutra ; *
Dzisiaj mija miesiąc odkąd wyjechałam, ( a raczej uciekłam xd ). Od kilkunastu dni jestem w Stratford, jednak dopiero dziś idę pierwszy raz do szkoły. Trochę się denerwuję, ponieważ od kiedy tu jestem nie widziałam Chrisa. Chciałam mu zrobić niespodziankę przynajmniej tak sobie wmawiam, a prawda jest taka, że boję się tego spotkania. Po wydarzeniach z Justinem podchodzę do Chrstiana z dystansem. A co do Biebera to bardzo za nim tęsknie, ale rozmawiamy i piszemy codziennie. Jestem w klasie z Caitlin, a Anka niestety w innej, ale mieszkamy razem i to nam wystarcza. Długo się zastanawiałam i postanowiłam skontaktować się z rodzicami. Boję się, ale wiem od znajomych, że zaakceptowali moją decyzję i będą mnie wspierać. Za chwilę ma przyjść Cait. Lekcje mamy na 9:00, jednak chcę się wcześniej spotkać z Chrisem, a on ma na 8:00, więc idziemy wcześniej. Siedzę w kuchni i rozmyślam jak to będzie. Boję się, cholernie się boję. Przez dłuższą chwilę zamyśliłam się, ale dźwięk dzwonka przywrócił mnie do rzeczywistości. To pewnie Caitlin - pomyślałam. Podeszłam do drzwi i otwarłam je. Nie myliłam się. W drzwiach stała moja przyjaciółka, jak zwykle wesoła. Pospiesznie wzięłam kurtkę i torbę. Wyruszyłyśmy w stronę szkoły. Cait cały czas opowiadała o szkole. Dowiedziałam się, że mój chłopak ma duże powodzenie. Więcej nie zapamiętałam, bo myślami byłam zupełnie w oddali. Caitlin od razu to wyczuła.
- Hey czy ty mnie w ogule słuchasz ? - zapytała z przejęciem
- Tak. Tzn. nie. Przepraszam - powiedziałam smutno
- Co się dzieje ? Wiem, że jest coś nie tak, więc nie wykręcaj się - powiedziała troskliwie. Przez chwilę zastanawiałam się czy jej powiedzieć czy też nie, ale musiałam z kimś o tym porozmawiać. Jest moją przyjaciółką i siostrą mojego chłopaka. Zrozumie mnie na pewno - powtarzałam sobie w myślach. Opowiedziałam jej całą historię, a ona słuchała z przejęciem. Gdy skończyłam milczała. Zastanawiała się nad czymś bardzo mocno. W końcu zaczęła mówić
- Ugh, no to jest faktycznie trudna sytuacja. Justin to mój przyjaciel, a Christian brat. Nie wiem co mam Ci doradzić. Bieber na pewno będzie się Tobą opiekował i kochał, a Chris. Hm. Wiem, że jesteś ważna dla niego. Nigdy wcześniej nie był tak zakochany i nie brał dziewczyn na serio, ale teraz to się zmieniło. Nie mogę Ci, więc doradzić. Musisz sama wiedzieć czego chcesz - powiedziała. Dotarłyśmy już do szkoły. Usiadłyśmy na ławce. Teraz czekał mnie najtrudniejszy moment. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Nagle w oddali zauważyłam Christiana z kilkoma kolegami. Nie znałam ich. Zauważyłam, że przygląda się nam. Siedziałam bokiem i miałam rozpuszczone włosy, więc mnie nie poznał. Stali kilkanaście kroków od nas i rozmawiali, jednak widziałam, że cały czas spoglądał w naszą stronę. Zobaczyłam, że odszedł od nich i zbliża się w naszą stronę. Cała się trzęsłam. Wiedziałam, że zaraz mnie pozna. Podszedł do nas i przywitał się. Nadal nie wiedział, kim jestem, lecz Caitlin uświadomiła mu.
- Chris, to jest Natalia nowa dziewczyna w naszej szkole, mojej klasie i, i Twoja dziewczyn - mówiła ledwo powstrzymując śmiech. Stał jak słup i miał bardzo śmieszną minę. Patrzył na mnie z niedowierzanie . Odwróciłam się i dopiero teraz ujrzał moją twarz. Nadal stał w bezruchu i patrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Dopiero po chwili podszedł do mnie i zaczął całować. Musiało to wyglądać dziwnie, ale nie obchodziło go to. Zresztą mnie też. Staliśmy tak chwilę. W końcu odsunęliśmy się od siebie.
- Nie mogę w to uwierzyć. Jak to się stało ? Dlaczego nic nie powiedziałaś ? - wydukał
- Anka znalazła nam pracę. Tzn. projektujemy w domu. Nie powiedziałam, bo chciałam zrobić Ci niespodziankę - wyszczerzyłam się
- No to Ci się udało - powiedział i przytulił mnie. Widziałam, że wiele osób przygląda nam się ze zdziwieniem.
- Zaczekaj chwilę - powiedział i ruszył w stronę swoich znajomych, jednak nie rozmawiał z nimi długo. Pokazał coś w naszą stronę, wziął plecak i wrócił. Zadzwonił dzwonek. Wszyscy zaczęli po kolei wchodzić.
- A ty nie idziesz na lekcje ? - zapytałam go
- Nie. Mam ciekawsze zajęcia - powiedział i uśmiechnął się złowieszo.
- Hah. Nie chcę wiedzieć jakie. - śmiałam się
- Ale teraz zmykaj na lekcje kochanie. - powiedziałam i pocałowałam go
- Nigdzie nie idę. No chyba, że z Tobą. I tak nie będę mógł skupić się na lekcjach. Wiedząc, że tu jesteś - odparł.
- No dobra jak chcesz - wysyczałam
- Cait, rodzice nie muszą o tym wiedzieć - zwrócił się do niej i uniósł brew.
- Jasne braciszku - powiedziała z ironizacją, a on cmoknął ją w polik.
- A teraz niestety muszę Ci ją zabrać siostrzyczko - powiedział i pociągnął mnie. Odwróciłam się tylko i pomachałam mojej przyjaciółce. Poszliśmy do skateparku, siedzieliśmy, rozmawialiśmy i oczywiście całowaliśmy się (xd). Było cudownie. Chociaż na chwilę zapomniałam o problemach. Odpuścilibyśmy sobie resztę lekcji, jednak ja musiałam iść. Nie mogę nawalić pierwszego dnia szkoły. Reszta dnia minęła spokojnie. Wieczorem znowu zastanawiałam się nad życiem. (to jest nałóg xD. Będąc z Chrisem zrozumiałam, że nie jest mi obojętny i czuję coś do niego. Przez kolejne dni po mojej głowie chodziło pytanie. Czy ja go kocham ?. Czy można w tym samym czasie kochać dwie osoby ? Kolejne dni mijały spokojnie. Oczywiście nie ominęły mnie kąśliwe uwagi od młodszych dziewczyn. Były to głównie laski, które Christian rzucił lub te które bujały się w nim. Ale to była zazdrość i miałam je gdzieś. Wszystko było bez większych wrażeń aż do poniedziałku następnego tygodnia. Pierwszą naszą lekcją była wychowawcza. Nasza wychowawczyni weszła do klasy i stanęła na środku. No tak będzie kolejne kazanie. Westchnęłam głośno, jednak myliłam się.
- Witajcie. Mam dla Was wspaniałą widomość. Do naszej klasy dojdzie dziś kolejny uczeń - powiedziała, a zza drzwi wyłoniła się czyjaś sylwetka. Uniosłam wzrok do góry i ujrzałam ...
***
Tak wiem miało być długie. Przepraszam, ale nie mam weny. Obiecuję, że jutro dodam kolejną część. A więc mamy trochę przeskok do przodu. Myślę, że jeszcze 10 odcinków i kończymy. Ale będzie następne ! ; P. Do jutra ; *
sobota, 16 kwietnia 2011
16. Never let you go
Był to ...Kenny. Ochroniarz Biebera. Patrzył na nas ze zdziwieniem po czym powiedział - No dosyć tego gołąbeczki - mówił przez śmiech. Zrobiliśmy się cali czerwoni, a on dodał
- No, no Justin nie pochwaliłeś się. Haha. Mogę Ci tylko pozazdrościć - powiedział i puścił do mnie oczko.
- A no właśnie, bo bym zapomniał. Twoja mama i reszta ekipy są już w hotelu. Lot macie jutro z samego rana - powiedział i odszedł. Staliśmy w milczeniu. W końcu Justin zaczął mówić
- To, to co teraz z nami będzie ? - zapytał i spuścił głowę. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. To było trudne.
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ty za chwilę wyjedziesz i prawdopodobnie naza przyjaźń legnie w gruzach. A ja ? Ja wyjeżdżam - powiedziałam smutno
- Co ? Ale jak to ? - powiedział zdziwiony - Hey nie jest tak źle. - uśmiechnęłam się
- Prawdopodobnie będę mieszkała w Stratford - powiedziałam, a on patrzył na mnie jak na idiotkę
- Żartujesz sobie prawda ? - zapytał z irytacją
- Nie, nie żartuje. Anka znalazła nam pracę i dach nad głową. Będę blisko Caitlin i Chrisa. Nic, więcej do szczęścia nie potrzebuję. No może jeszcze jedna osoba, ale nie można za wiele oczekiwać od życia - powiedziałam. Ah xd To było inteligentne.
- Wow. To bardzo dobrze. Przynajmniej nie będę musiał się o Ciebie martwić, bo Chris na pewno poradzi sobie - powiedział smutno. Postanowiliśmy wrócić już do hotelu. Bez pożegnania pognałam do apartamentu i rzuciłam się na łóżko. Znowu to samo. Po raz kolejny w mojej głowie jest cała masa pytań. Co ja najlepszego zrobiłam ? Narobiłam Justinowi nadzieji. Nie powinnam tego robić. Zdradziłam Chrisa. Co prawda był to tylko pocałunek, ale jednak. Byłam zła kiedy on to zrobił mi, a ja sama nie jestem inna. Nie mam pojęcia co teraz będzie. Kocham Justina i nic tego nie zmieni niestety. Przecież on wyjedzie to jakoś zapomnę. Narazie niepowiem nic Chrisowi. Zobaczymy jak to się potoczy. Leżałam bardzo długo i zastanawiałam się nad wszystkim. Myślałam o rodzinie, o przyjaciołach, o Justinie, Chrisie, Caitlin. Spojrzałam na zegarek była 22:30. Późno. Wstałam wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę, wzięłam laptopa i położyłam się. Zaczęłam oglądać zdjęcia. Nawet nie zauważyłam, że po mojej twarzy spływa ''morze'' łez. Ann nie było jak zwykle. Poczułam się samotnie. Przez chwilę nawet myślałam, że zrobiłam błąd uciekając. Nie Natalia, nie możesz tak myśleć ! A nawet jakby to i tak Twoja wina. Nikt Cię nie zmuszał do tego. Wyłączyłam laptopa, zgasiłam światło i położyłam się. *Oczami Justina* Wszystko jest do bani. Dlaczego tak musi być ? Dlaczego zawsze wtedy kiedy wszystko nabiera pozytywnych kolorów muszę znowu wyjeżdżać na te pieprzone koncerty. Cholera. Justin nic nie poradzisz. Wybrałeś taką drogę.
Nie możesz się wycofać - usłyszałem czyiś głos. Obróciłem się. W drzwiach stała moja mama. Łatwo jej powiedzieć, wiem że nie mogę tego tak zostawić. Kocham moich fanów, jednak przez to że jestem sławny nie mam czasu na życie osobiste. No, ale Bieber nie pomyślałeś o tym podpisując kontrakt z Usherem. Byłeś wtedy jeszcze gówniarzem. Nie wiedziałeś, że kiedyś się zakochasz. Nic teraz nie poradzisz - pomyślałem. Mama usiadła na brzegu łóżka i przytuliła mnie. Kocham ją, bardzo mocno.
- Mamo, dlaczego to wszystko jest takie trudne ? - zapytałem
- To jest życie Justin. Nic nie jesteś w stanie zrobić. Nawet jakbyś bardzo chciał. Tak musi być i już. Ciesz się z tego co masz, a jeżeli naprawdę ją kochasz, a ona Ciebie przezwyciężycie to- powiedziała.
- Skąd wiesz, że chodzi o dziewczynę ? - zapytałem. - Jestem Twoją mamą. Wiem co jest grane - powiedziała i puściła oczko. - Ale, ale jest jeszcze jeden problem. Bo ja ją kocham, ale ona, ona jest z Chrisem. On jest moim przyjacielem i nie powinienem tego robić, ale za bardzo ją kocham. - mówiłem
- Justin. Nie będę Ci mówić co masz robić, bo nie przeżyję życia za Ciebie. Mogę jedynie doradzić od serca. Jeżeli kochacie się wzajemnie powinniście być razem. Wiem, że on jest Twoim przyjacielem i chcesz być lojalny, jednak nie możecie ukrywać swojego uczuci. Zranicie go bardziej jeżeli nic nie powiecie. - powiedziała i wyszła, jednak po chwili wróciła
- A teraz leć do niej i nie daj jej odejść - wyszeptała. Cała mama. Dobrze mnie znała i jak nikt potrafiła pomóc. Posłusznie wstałem i ruszyłem do niej. Przez chwilę zastanawiałem się czy powinienem o tej godzinie, ale jutro może być już za późno.
* Oczami Nat * Leżałam tak w pustym, ciemnym pokoju. Nie mogłam zasnąć, gdy nagle usłyszałam pukanie. Pewnie Anka przyszła i jak zwykle zapomniała kluczy. Niechętnie wstałam, ubrałam szlafrok i otwarłam drzwi. A w nich stał Justin. Zaskoczyła mnie jego obecność. - Chyba Cię obudziłem - zaśmiał się Możemy porozmawiać ? - zapytał i uśmiechnął się.
- No skoro już mnie obudziłeś to tak - odparłam. Wiedziałam o czym chciał rozmawiać. Czekała mnie ta rozmowa dziś lub jutro, więc przygotowałam się na nią.
- Pewnie domyślasz się o czym chcę porozmawiać - zaczął mówić
- No i masz rację. Wiem, że to trudne, ale nie jesteś mi obojętna i wydaje mi się, że ja Tobie również. I wiem też, że wydaje Ci się, że to nie ma najmniejszego sensu. Też tak myślałem, ale pewna osoba uświadomiła mi, że tak nie jest. Chcę żebyś wiedziała, że zrobię wszystko żebyśmy mogli żyć jak najbardziej normalnie - mówił, jednak przerwałam mu.
- Tak Justin wiem to i myślę tak samo. Jednak nie oczekuj odemnie zbyt wiele, bo nie jestem w stanie spełnić - powiedziałam smutno.
- Kocham Cię i chcę być z Tobą, jednak narazie jest to nie możliwe. Przykro mi - mówiłam przez łzy.
- Ale przecież możemy być razem i nikt nie musi o tym wiedzieć. Tak jak ty nie chcę żeby ktoś się dowiedział. A tymbardziej Christian. Więc proponuję żebyśmy zastanowili się czy powiemy o tym komuś czy nie. - powiedział i pocałował mnie. To było cudowne. Zupełnie inne niż jak całuję się z Chrisem. Zgodziłam się na taki układ. Pożegnaliśmy się i Biebs wyszedł, wróciłam spowrotem do łóżka. Zasnęłam szybko. I obudziłam się już o 6:30. O 9:30 jest samolot. Chcę jechać z Anką na lotnisko, jednak jej nie ma od wczoraj. Pewnie gdzieś zabalowała. Pojadę sama. Trudno. Poszłam do łazienki i uszykowałam się do wyjścia. O 7:20 przyszedł Justin. Szybko nałożyłam kurtkę i ruszyliśmy na lotnisko. Całą dorgę siedzieliśmy w milczeniu. Oboje wiedzieliśmy, że za chwilę będziemy musieli się rozstać na pewnien czas. Będzie mi ciężko, ale muszę być silna. Dojechaliśmy na lotnisko. Najpierw była odprawa. Zostało jeszcze tylko 3 min, bo się przedłużyło. Nadszedł czas pożegnania. Podeszłam do Biebsa i wtuliłam się w niego. Do moich oczu napłynęły łzy. Odchyliłam się i zaczęliśmy się całować. Był to bardzo długi pocałunek. Znów wtuliłam się w niego. Ktoś z ekipy krzyknął, że musi już wsiadać. Odszedł odemnie i na koniec wyszeptał
- Cokolwiek się stanie nigdy nie pozwolę Ci odejść - powiedział i wszedł do samolotu, a ja stałam cała zapłakana. Samolot odleciał, a ja musiałam wracać. No i skończyło się. Teraz będę musiała zacząć wszystko od nowa - pomyślałam.
*********
Znalazlam troszkę czasu i cos napisalam. ;). Zauważyliscie, że Nat po raz pierwszy powiedziała ''Kocham Cię'' ? ;P I jeszcze, że ona jest tam tydzień, a już 4 razy była na lotnisku ? . Haha xd NN w poniedzialek ; *
- No, no Justin nie pochwaliłeś się. Haha. Mogę Ci tylko pozazdrościć - powiedział i puścił do mnie oczko.
- A no właśnie, bo bym zapomniał. Twoja mama i reszta ekipy są już w hotelu. Lot macie jutro z samego rana - powiedział i odszedł. Staliśmy w milczeniu. W końcu Justin zaczął mówić
- To, to co teraz z nami będzie ? - zapytał i spuścił głowę. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. To było trudne.
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ty za chwilę wyjedziesz i prawdopodobnie naza przyjaźń legnie w gruzach. A ja ? Ja wyjeżdżam - powiedziałam smutno
- Co ? Ale jak to ? - powiedział zdziwiony - Hey nie jest tak źle. - uśmiechnęłam się
- Prawdopodobnie będę mieszkała w Stratford - powiedziałam, a on patrzył na mnie jak na idiotkę
- Żartujesz sobie prawda ? - zapytał z irytacją
- Nie, nie żartuje. Anka znalazła nam pracę i dach nad głową. Będę blisko Caitlin i Chrisa. Nic, więcej do szczęścia nie potrzebuję. No może jeszcze jedna osoba, ale nie można za wiele oczekiwać od życia - powiedziałam. Ah xd To było inteligentne.
- Wow. To bardzo dobrze. Przynajmniej nie będę musiał się o Ciebie martwić, bo Chris na pewno poradzi sobie - powiedział smutno. Postanowiliśmy wrócić już do hotelu. Bez pożegnania pognałam do apartamentu i rzuciłam się na łóżko. Znowu to samo. Po raz kolejny w mojej głowie jest cała masa pytań. Co ja najlepszego zrobiłam ? Narobiłam Justinowi nadzieji. Nie powinnam tego robić. Zdradziłam Chrisa. Co prawda był to tylko pocałunek, ale jednak. Byłam zła kiedy on to zrobił mi, a ja sama nie jestem inna. Nie mam pojęcia co teraz będzie. Kocham Justina i nic tego nie zmieni niestety. Przecież on wyjedzie to jakoś zapomnę. Narazie niepowiem nic Chrisowi. Zobaczymy jak to się potoczy. Leżałam bardzo długo i zastanawiałam się nad wszystkim. Myślałam o rodzinie, o przyjaciołach, o Justinie, Chrisie, Caitlin. Spojrzałam na zegarek była 22:30. Późno. Wstałam wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę, wzięłam laptopa i położyłam się. Zaczęłam oglądać zdjęcia. Nawet nie zauważyłam, że po mojej twarzy spływa ''morze'' łez. Ann nie było jak zwykle. Poczułam się samotnie. Przez chwilę nawet myślałam, że zrobiłam błąd uciekając. Nie Natalia, nie możesz tak myśleć ! A nawet jakby to i tak Twoja wina. Nikt Cię nie zmuszał do tego. Wyłączyłam laptopa, zgasiłam światło i położyłam się. *Oczami Justina* Wszystko jest do bani. Dlaczego tak musi być ? Dlaczego zawsze wtedy kiedy wszystko nabiera pozytywnych kolorów muszę znowu wyjeżdżać na te pieprzone koncerty. Cholera. Justin nic nie poradzisz. Wybrałeś taką drogę.
Nie możesz się wycofać - usłyszałem czyiś głos. Obróciłem się. W drzwiach stała moja mama. Łatwo jej powiedzieć, wiem że nie mogę tego tak zostawić. Kocham moich fanów, jednak przez to że jestem sławny nie mam czasu na życie osobiste. No, ale Bieber nie pomyślałeś o tym podpisując kontrakt z Usherem. Byłeś wtedy jeszcze gówniarzem. Nie wiedziałeś, że kiedyś się zakochasz. Nic teraz nie poradzisz - pomyślałem. Mama usiadła na brzegu łóżka i przytuliła mnie. Kocham ją, bardzo mocno.
- Mamo, dlaczego to wszystko jest takie trudne ? - zapytałem
- To jest życie Justin. Nic nie jesteś w stanie zrobić. Nawet jakbyś bardzo chciał. Tak musi być i już. Ciesz się z tego co masz, a jeżeli naprawdę ją kochasz, a ona Ciebie przezwyciężycie to- powiedziała.
- Skąd wiesz, że chodzi o dziewczynę ? - zapytałem. - Jestem Twoją mamą. Wiem co jest grane - powiedziała i puściła oczko. - Ale, ale jest jeszcze jeden problem. Bo ja ją kocham, ale ona, ona jest z Chrisem. On jest moim przyjacielem i nie powinienem tego robić, ale za bardzo ją kocham. - mówiłem
- Justin. Nie będę Ci mówić co masz robić, bo nie przeżyję życia za Ciebie. Mogę jedynie doradzić od serca. Jeżeli kochacie się wzajemnie powinniście być razem. Wiem, że on jest Twoim przyjacielem i chcesz być lojalny, jednak nie możecie ukrywać swojego uczuci. Zranicie go bardziej jeżeli nic nie powiecie. - powiedziała i wyszła, jednak po chwili wróciła
- A teraz leć do niej i nie daj jej odejść - wyszeptała. Cała mama. Dobrze mnie znała i jak nikt potrafiła pomóc. Posłusznie wstałem i ruszyłem do niej. Przez chwilę zastanawiałem się czy powinienem o tej godzinie, ale jutro może być już za późno.
* Oczami Nat * Leżałam tak w pustym, ciemnym pokoju. Nie mogłam zasnąć, gdy nagle usłyszałam pukanie. Pewnie Anka przyszła i jak zwykle zapomniała kluczy. Niechętnie wstałam, ubrałam szlafrok i otwarłam drzwi. A w nich stał Justin. Zaskoczyła mnie jego obecność. - Chyba Cię obudziłem - zaśmiał się Możemy porozmawiać ? - zapytał i uśmiechnął się.
- No skoro już mnie obudziłeś to tak - odparłam. Wiedziałam o czym chciał rozmawiać. Czekała mnie ta rozmowa dziś lub jutro, więc przygotowałam się na nią.
- Pewnie domyślasz się o czym chcę porozmawiać - zaczął mówić
- No i masz rację. Wiem, że to trudne, ale nie jesteś mi obojętna i wydaje mi się, że ja Tobie również. I wiem też, że wydaje Ci się, że to nie ma najmniejszego sensu. Też tak myślałem, ale pewna osoba uświadomiła mi, że tak nie jest. Chcę żebyś wiedziała, że zrobię wszystko żebyśmy mogli żyć jak najbardziej normalnie - mówił, jednak przerwałam mu.
- Tak Justin wiem to i myślę tak samo. Jednak nie oczekuj odemnie zbyt wiele, bo nie jestem w stanie spełnić - powiedziałam smutno.
- Kocham Cię i chcę być z Tobą, jednak narazie jest to nie możliwe. Przykro mi - mówiłam przez łzy.
- Ale przecież możemy być razem i nikt nie musi o tym wiedzieć. Tak jak ty nie chcę żeby ktoś się dowiedział. A tymbardziej Christian. Więc proponuję żebyśmy zastanowili się czy powiemy o tym komuś czy nie. - powiedział i pocałował mnie. To było cudowne. Zupełnie inne niż jak całuję się z Chrisem. Zgodziłam się na taki układ. Pożegnaliśmy się i Biebs wyszedł, wróciłam spowrotem do łóżka. Zasnęłam szybko. I obudziłam się już o 6:30. O 9:30 jest samolot. Chcę jechać z Anką na lotnisko, jednak jej nie ma od wczoraj. Pewnie gdzieś zabalowała. Pojadę sama. Trudno. Poszłam do łazienki i uszykowałam się do wyjścia. O 7:20 przyszedł Justin. Szybko nałożyłam kurtkę i ruszyliśmy na lotnisko. Całą dorgę siedzieliśmy w milczeniu. Oboje wiedzieliśmy, że za chwilę będziemy musieli się rozstać na pewnien czas. Będzie mi ciężko, ale muszę być silna. Dojechaliśmy na lotnisko. Najpierw była odprawa. Zostało jeszcze tylko 3 min, bo się przedłużyło. Nadszedł czas pożegnania. Podeszłam do Biebsa i wtuliłam się w niego. Do moich oczu napłynęły łzy. Odchyliłam się i zaczęliśmy się całować. Był to bardzo długi pocałunek. Znów wtuliłam się w niego. Ktoś z ekipy krzyknął, że musi już wsiadać. Odszedł odemnie i na koniec wyszeptał
- Cokolwiek się stanie nigdy nie pozwolę Ci odejść - powiedział i wszedł do samolotu, a ja stałam cała zapłakana. Samolot odleciał, a ja musiałam wracać. No i skończyło się. Teraz będę musiała zacząć wszystko od nowa - pomyślałam.
*********
Znalazlam troszkę czasu i cos napisalam. ;). Zauważyliscie, że Nat po raz pierwszy powiedziała ''Kocham Cię'' ? ;P I jeszcze, że ona jest tam tydzień, a już 4 razy była na lotnisku ? . Haha xd NN w poniedzialek ; *
czwartek, 14 kwietnia 2011
Informacja ;)
Dzisiaj mam strasznego lenia i nie chce mi się pisac. I jeszcze konkurs ; /. Ogólnie do niedzieli nic nie napiszę. Wyjeżdżam i nie będę miala czasu ; ( . Może Julia się zlituje i cos napisze ;). Przepraszam, ale obiecuję, że w poniedzielek będzie baaardzo dlugi ; *
środa, 13 kwietnia 2011
15. Znalazłem Cię moja księżniczko
Otwarłam i ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach stała... Selena. Jej się nie spodziewałam. Miała wyraźnie zły humor. Trochę wystraszyłam się, że może Justinowi coś się stało, jednak nie o to chodziło.
- Czego chcesz - warknęłam
- Może trochę grzeczniej do starszych - powiedziała.
- A może nie ? - nie dawałam za wygraną
- Powtórzę jeszcze raz. Czego chcesz ? - wydarłam się
- I ty jeszcze pytasz czego ? Chcę żebyś dała spokój Justinowi. Skarbie kiedy wreszcie zrozumiesz. NIE MASZ SZANS ! On kocha mnie i tylko mnie ! Więc odpuść sobie, tą walkę, bo nie wygrasz - krzyczała. No teraz już troszkę przesadziła.
- A skąd ta pewność ? A może ja wcale nie mam zamiaru z Tobą o niego walczyć ? Kochanie jakbyś używała głowy do czegoś innego niż noszenia włosów i zwracała uwagę na innych zauważyłabyś, że chodzę z Christianem - wydukałam. Miałam nadzieję, że da spokój, jednak najgorszego jeszcze nie powiedziała.
- A skąd masz pewność, że on tak mocno Cię kocha ? - uniosłam brwi. Przez chwilę milczała, ale w końcu zaczęła
- Hm. Chyba jednym jednoznacznym dowodem będzie to. - powiedziała i wskazała prawą dłoń. O co chodziło ?
- Yyy no wiesz nie zabardzo rozumiem - mówiłam
- Eh. Zapomniałam, że ty jesteś z jakiegoś nieucywilizacjowanego kraj - szydziła.
- Może zapytam w ten sposób. Czy widzisz na mojej ręce pierścień? - powiedziała
- Nie, nie widzę. A co to ma do rzeczy ? - zapytałam
- A to kochanie, że nie noszę już pierścienia czystości - mruknęła. Teraz zrozumiałam o co chodzi.
- Nie noszę go, bo wiesz. My, kilka dni temu my... Rozumiesz co mam na myśli ? - zapytała
- Tak, rozumiem. Jeżeli to już wszystko to wynoś się stąd ! - krzyczałam. Do moich oczu napłynęły łzy. Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Płakałam jak dziecko. Nie rozumiałam tego. Przecież mówił, że jej nie kocha ! Jak mogłambyć taka naiwna. Uwierzyłam mu. Pewnie chciał się zabawić moim kosztem. Mam dosyć. Nie chce mi się żyć. Nie rozumiem dlaczego ona to zrobiła ? Po co mi to mówiła ? Nienawidzę jej bardziej niż kocham Biebera. Pomimo tego co powiedziała nadal go kocham. Leżałam tak gdy usłyszałam pukanie. Cholera kto tym razem. Utwarłam i ujrzałam Justina. Po co on przychodził. Patrzył na mnie jakoś dziwnie. Faktycznie musiałam wyglądać fatalnie.
- Po co przyszedłeś ? - warknęłam
- Byliśmy umówieni przecież. Co się stało - zapytał troskliwie.
- Byliśmy umówieni, ale już nie jesteśmy. I lepiej będzie jak już się nie zobaczymy - mówiłam, a do moich oczu napłynęły kolejne łzy. Bieber stał zdezorientowany. Nie dziwię się.
- Dobra jak nie chcesz to nie. Ale nie pójdę dopuki nie powiesz mi co się stało. - powiedział spokojnie. Wiem, że nie odpuści, ale nie mam ochoty na rozmowę z nim. Milczałam przez chwilę po czym wskazałam, że ma wejść. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Justin zrobił to co ja. Patrzył na mnie i czekał aż coś powiem.
- Justin musimy porozmawiać i uprzedzam nie będzie to miła rozmowa. Chcę Cię o coś zapytać. - mówiłam spokojnie.
- No to słucham - odparł
- Dlaczego, dlaczego mnie okłamałeś ? - zapytałam. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Okłamywałem ? Nie rozumiem. - odpowiedział
- Dlaczego kłamałeś mówiąc, że nie kochasz Seleny ? - mówiłam, a w moich oczach po raz kolejny pojawiły się łzy. Szybko je wytarłam. Nie mogę dać po sobie poznć jak bardzo mnie to boli.
- Słucham ? Nie okłamywałem Cię. Nie kocham jej ! - krzyczał
- Proszę Cię. Miej tę godność i powiedz prawdę. Rozmawiałam z nią. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Skoro jej nie kochasz tak jak wy mogliście. To, no wiesz. I proszę Cię. Wiem, że ona nie nosi już pierścienia czystości - rozpłakałam się jak dziecko
- Co my ? Między nami do niczego takiego nie doszło. Naprawdę ja kocham tylkoo.... a zresztą nie ważne. - powiedział smutno. Nie wiedziałam co o tym myśleć może faktycznie nie kłamie. Podał mi rękę, a na niej zauważyłam pierścień. Był dokładnie taki sam jaki ja mam. A, więc mówił prawdę. Zrobiło mi się głupio. Powinnam mu uwierzyć, a nie jej.
- Przepraszam - wydukałam
- Nic się nie stało - przytulił mnie. Znów poczułam to uczucie, czułam się bazpiecznie.
- Czyli jednak z naszej randki coś wyjdzie - dodał po chwili.
- Randki ? - zdziwiłam się
- No, a dlaczego nie ? - uśmiechnął się. Wstałam i poszłam do łazienki, żeby wymyć twarz i nałożyć tusz oraz błyszczyk. Po kilku minutach wróciłam i wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu.
- No to gdzie zabierasz mnie na tą randkę - śmiałam się
- Najpierw coś zjemy, a później zobaczysz - puścił oczko. Dojechaliśmy do małej restauracji na obrzeżach miasta. Weszliśmy do środka. Była bardzo ładna. Ściany było w moim ulubinym kolorze fioletowym. Stoliki były oddzielone i otoczone parawanem. Ucieszyłam się, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Usiedliśmy do jednego ze stolików i kelner przyniósł nam karty. Widać Justin musiał tu bywać często, bo na nikim z obsługi nie robił wrażenia. Zamówiliśmy pizzę z owocami morza. Mmm ;>.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Było cudownie. Mogliśmy rozmawiać praktycznie o wszystkim. Nie brakowało tematu do rozmów, ale czasu owszem. Zrobiło mi się smutno gdy pomyślałam, że za kilka godzin nasze drogi się rozejdą. Nie chciałam tego i Biebera chyba też nie. Niestety nie zależy to od nas. Po zjedzeniu przyszedł czas na niespodziankę. Ponownie wsiedliśmy do samochodu. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Jechaliśmy 15min. W końcu samochód zatrzymał się. Wysiedliśmy i Justin kazał mi zamknąć oczy. Zrobiłam co kazał, a on wziął mnie za rękę i gdzieś prowadził. Szliśmy kilka minut.
- Możesz otworzyć oczy - powiedział, a moim oczom ukazał się park rozrywki. Było pusto. Nikogo poza nami nie było. Rozejrzałam się dookoła. Było pełno zjeżdżalni i basenów z piłeczkami. Zaczęłam się śmiać. Podobało mi się. W końcu widzimy się poraz ostatni prawdobodobnie, więc można zaszaleć. Ściągnęłam baleriny i ruszyłam w stronę zabawek. Z hukiem wskoczyłam do basenu pełnego kolorowych piłeczek. Po chwili Justin znalazł się obok mnie. Śmialiśmy się i zachowywaliśmy jak dzieci. Dawno tak nie robiłam. Wstałam i zaczęłam biec wołając żeby mnie złapał. Weszłam na szczyt dmuchanego zamku. Po chwili Justin podszedł do mnie i objął mnie po czym wyszeptał.
- Znalazłem Cię moja księżniczko . - Aww słodkie.
- Obróciłam się i zatopiłam w jego czekoladowych tęczówkach, a on zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Mmm. Wiedzialam, że nie powinnam tego robić, jednak nie potrafilam odmówić. Chcialam tego. Czułam się cudownie chciałam żeby ta chwili trwała wiecznie, jednak ktoś nam przeszkodził. Był to....
- Czego chcesz - warknęłam
- Może trochę grzeczniej do starszych - powiedziała.
- A może nie ? - nie dawałam za wygraną
- Powtórzę jeszcze raz. Czego chcesz ? - wydarłam się
- I ty jeszcze pytasz czego ? Chcę żebyś dała spokój Justinowi. Skarbie kiedy wreszcie zrozumiesz. NIE MASZ SZANS ! On kocha mnie i tylko mnie ! Więc odpuść sobie, tą walkę, bo nie wygrasz - krzyczała. No teraz już troszkę przesadziła.
- A skąd ta pewność ? A może ja wcale nie mam zamiaru z Tobą o niego walczyć ? Kochanie jakbyś używała głowy do czegoś innego niż noszenia włosów i zwracała uwagę na innych zauważyłabyś, że chodzę z Christianem - wydukałam. Miałam nadzieję, że da spokój, jednak najgorszego jeszcze nie powiedziała.
- A skąd masz pewność, że on tak mocno Cię kocha ? - uniosłam brwi. Przez chwilę milczała, ale w końcu zaczęła
- Hm. Chyba jednym jednoznacznym dowodem będzie to. - powiedziała i wskazała prawą dłoń. O co chodziło ?
- Yyy no wiesz nie zabardzo rozumiem - mówiłam
- Eh. Zapomniałam, że ty jesteś z jakiegoś nieucywilizacjowanego kraj - szydziła.
- Może zapytam w ten sposób. Czy widzisz na mojej ręce pierścień? - powiedziała
- Nie, nie widzę. A co to ma do rzeczy ? - zapytałam
- A to kochanie, że nie noszę już pierścienia czystości - mruknęła. Teraz zrozumiałam o co chodzi.
- Nie noszę go, bo wiesz. My, kilka dni temu my... Rozumiesz co mam na myśli ? - zapytała
- Tak, rozumiem. Jeżeli to już wszystko to wynoś się stąd ! - krzyczałam. Do moich oczu napłynęły łzy. Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Płakałam jak dziecko. Nie rozumiałam tego. Przecież mówił, że jej nie kocha ! Jak mogłambyć taka naiwna. Uwierzyłam mu. Pewnie chciał się zabawić moim kosztem. Mam dosyć. Nie chce mi się żyć. Nie rozumiem dlaczego ona to zrobiła ? Po co mi to mówiła ? Nienawidzę jej bardziej niż kocham Biebera. Pomimo tego co powiedziała nadal go kocham. Leżałam tak gdy usłyszałam pukanie. Cholera kto tym razem. Utwarłam i ujrzałam Justina. Po co on przychodził. Patrzył na mnie jakoś dziwnie. Faktycznie musiałam wyglądać fatalnie.
- Po co przyszedłeś ? - warknęłam
- Byliśmy umówieni przecież. Co się stało - zapytał troskliwie.
- Byliśmy umówieni, ale już nie jesteśmy. I lepiej będzie jak już się nie zobaczymy - mówiłam, a do moich oczu napłynęły kolejne łzy. Bieber stał zdezorientowany. Nie dziwię się.
- Dobra jak nie chcesz to nie. Ale nie pójdę dopuki nie powiesz mi co się stało. - powiedział spokojnie. Wiem, że nie odpuści, ale nie mam ochoty na rozmowę z nim. Milczałam przez chwilę po czym wskazałam, że ma wejść. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Justin zrobił to co ja. Patrzył na mnie i czekał aż coś powiem.
- Justin musimy porozmawiać i uprzedzam nie będzie to miła rozmowa. Chcę Cię o coś zapytać. - mówiłam spokojnie.
- No to słucham - odparł
- Dlaczego, dlaczego mnie okłamałeś ? - zapytałam. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Okłamywałem ? Nie rozumiem. - odpowiedział
- Dlaczego kłamałeś mówiąc, że nie kochasz Seleny ? - mówiłam, a w moich oczach po raz kolejny pojawiły się łzy. Szybko je wytarłam. Nie mogę dać po sobie poznć jak bardzo mnie to boli.
- Słucham ? Nie okłamywałem Cię. Nie kocham jej ! - krzyczał
- Proszę Cię. Miej tę godność i powiedz prawdę. Rozmawiałam z nią. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Skoro jej nie kochasz tak jak wy mogliście. To, no wiesz. I proszę Cię. Wiem, że ona nie nosi już pierścienia czystości - rozpłakałam się jak dziecko
- Co my ? Między nami do niczego takiego nie doszło. Naprawdę ja kocham tylkoo.... a zresztą nie ważne. - powiedział smutno. Nie wiedziałam co o tym myśleć może faktycznie nie kłamie. Podał mi rękę, a na niej zauważyłam pierścień. Był dokładnie taki sam jaki ja mam. A, więc mówił prawdę. Zrobiło mi się głupio. Powinnam mu uwierzyć, a nie jej.
- Przepraszam - wydukałam
- Nic się nie stało - przytulił mnie. Znów poczułam to uczucie, czułam się bazpiecznie.
- Czyli jednak z naszej randki coś wyjdzie - dodał po chwili.
- Randki ? - zdziwiłam się
- No, a dlaczego nie ? - uśmiechnął się. Wstałam i poszłam do łazienki, żeby wymyć twarz i nałożyć tusz oraz błyszczyk. Po kilku minutach wróciłam i wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu.
- No to gdzie zabierasz mnie na tą randkę - śmiałam się
- Najpierw coś zjemy, a później zobaczysz - puścił oczko. Dojechaliśmy do małej restauracji na obrzeżach miasta. Weszliśmy do środka. Była bardzo ładna. Ściany było w moim ulubinym kolorze fioletowym. Stoliki były oddzielone i otoczone parawanem. Ucieszyłam się, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Usiedliśmy do jednego ze stolików i kelner przyniósł nam karty. Widać Justin musiał tu bywać często, bo na nikim z obsługi nie robił wrażenia. Zamówiliśmy pizzę z owocami morza. Mmm ;>.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Było cudownie. Mogliśmy rozmawiać praktycznie o wszystkim. Nie brakowało tematu do rozmów, ale czasu owszem. Zrobiło mi się smutno gdy pomyślałam, że za kilka godzin nasze drogi się rozejdą. Nie chciałam tego i Biebera chyba też nie. Niestety nie zależy to od nas. Po zjedzeniu przyszedł czas na niespodziankę. Ponownie wsiedliśmy do samochodu. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Jechaliśmy 15min. W końcu samochód zatrzymał się. Wysiedliśmy i Justin kazał mi zamknąć oczy. Zrobiłam co kazał, a on wziął mnie za rękę i gdzieś prowadził. Szliśmy kilka minut.
- Możesz otworzyć oczy - powiedział, a moim oczom ukazał się park rozrywki. Było pusto. Nikogo poza nami nie było. Rozejrzałam się dookoła. Było pełno zjeżdżalni i basenów z piłeczkami. Zaczęłam się śmiać. Podobało mi się. W końcu widzimy się poraz ostatni prawdobodobnie, więc można zaszaleć. Ściągnęłam baleriny i ruszyłam w stronę zabawek. Z hukiem wskoczyłam do basenu pełnego kolorowych piłeczek. Po chwili Justin znalazł się obok mnie. Śmialiśmy się i zachowywaliśmy jak dzieci. Dawno tak nie robiłam. Wstałam i zaczęłam biec wołając żeby mnie złapał. Weszłam na szczyt dmuchanego zamku. Po chwili Justin podszedł do mnie i objął mnie po czym wyszeptał.
- Znalazłem Cię moja księżniczko . - Aww słodkie.
- Obróciłam się i zatopiłam w jego czekoladowych tęczówkach, a on zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Mmm. Wiedzialam, że nie powinnam tego robić, jednak nie potrafilam odmówić. Chcialam tego. Czułam się cudownie chciałam żeby ta chwili trwała wiecznie, jednak ktoś nam przeszkodził. Był to....
wtorek, 12 kwietnia 2011
14. Wiem, że go nie kochasz
- Bo jak wracałam z imprezy to postanowiłam wejść do sklepu. Kupiłam najświeższą gazetę i znalazłam ogłoszenie w sprawie pracy w sam raz dla nas ! - krzyczała jak opętana ledwo łapiąc oddech
- Dla nas ? Potrzebujemy dziewczyn na A2 - ironizowałam. Miałam zły humor, w przeciwieństwie do mojej przyjaciółki, która wybuchnęła głośnym śmiechem po czym dodała
- Nie, no coś ty ! Będziemy mogły pracować u pewnej projektantki, ale to nie koniec niespodzianek - mówiła
- Ta praca to, to jest w Stratford - wydarła się. No i co w tym wielkiego ? Nawet nie wiem gdzie jest to zadupie.
- No i ? - zapytałam z irytacją
- Nie rozumiesz ? Caitlin i Chris tam mieszkają ! - powiedziała. Cholera faktycznie. Jak mogłam tego nie skojarzyć. Fajnie. Może uda nam się, ale to nie jest przecież takie proste.
- No wszystko fajnie, ale to nie jest takie proste - sprowadziłam ją spowrotem na Ziemię
- Ey, no coś się wymyśli trzeba myśleć pozytywnie. Tam z tą pracą od razu jest mały domek - uśmiechnęła się
- Ale czy my nie jesteśmy za młode ? - zapytałam
- Po ukończeniu 16 lat możemy przecież pracować, jesteśmy w Stanach ! - powiedziała
- Ok. Mnie się podoba. Ale ty się zajmiesz wszystkim ok ? Bo ja muszę się zbierać - powiedziałam. Wzięłam kurtkę i torebkę i wybiegłam w stronę apartamentu Caitlin i Chrisa. Weszłam do windy i zjechałam piętro niżej. Zastanawiam się czy to może jest jakiś znak. Może faktycznie mam być blisko Chrisa ? - w głowie miałam tysiące pytań. Niestety nie znałam na nie odpowiedzi, ale nie czas teraz na to. Zapukałam do drzwi ich pokoju. Po chwili ujrzałam w nich uśmiechniętą Caitlin.
- Cześć - przywitała mnie
- Siemka - uśmiechnęła się.
- Martwiłam się o Ciebie. Gdzie uciekłaś ? - zapytała troskliwie
- Chris jest - wyszeptałam
- Nie, nie ma. Wyszedł gdzieś z Justinem - powiedziała
- Ja nie uciekłam. Musiałam się nad wszystkim zastanowić - odparłam i opowiedziałam jej wszystko, łącznie z informacją o pracy. Na koniec powiedziała.
- Wiesz Nat. Nie mogę za Ciebie podjąć decyzji. Wiem, że jest Ci ciężko, ale chcę żebyś wiedziała, że te kilka dni zmieniły całkowicie Chrisa. Nic nie sugeruję - uśmiechnęła się i przytuliła mnie. Kocham ją za to jaką jest przyjaciółką.
- A teraz zbierajmy się. Chris napisał, że mamy zejść już - powiedziała smutno. Tak, więc posłusznie zeszłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu. Ania nie pojechała z nami. Poszła dokładnie dowiedzieć się o co chodzi z tym ogłoszeniem. Jechaliśmy pół godziny, nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że mój chłopak ma focha. Nie rozmawiałam z nim. Siedziałyśmy z Cait na tylnych siedzeniach, a Chris i Bieber na przednich. W końcu dojechaliśmy. Po odprawie udaliśmy się ku samolotowi. Nadszedł czas pożegnania. Wiem, że będzie ciężko. Bardzo zżyłam się z Caitlin. Podeszłam do niej i przytuliłam, tak mocno jak tylko potrafiłam. Miała łzy w oczach, więc wyszeptałam
- Nie martw się. Niedługo się zobaczymy. - Teraz najtrudniejszy moment. Muszę pożegnać się z Chrisem. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam
- Kocham Cię. Pamiętaj o tym - wyszeptał i zaczął mnie namiętnie całować. Trwliśmy tak chwilę gdy czyiś głos odezwał się i powiedział, że zaraz wylot. Weszli do samolotu i odlecieli. Machaliśmy do nich tak długo, aż zniknęli z horyzontu. Justin przytulił mnie. Po kilku minutach byliśmy już w samochodzie w drodze do hotelu. Długo milczeliśmy aż Justin powiedział
- Ey co tak cicho ? - zapytał
- Nic. Po prostu już tęsknie za Chrisem - skłamałam
- Nat. Przecież widzę. Wiem, że go nie kochasz. Nie musisz mnie okłamywać - miał rację.
- Masz rację - wydukałam
- Ja jutro też wylatuję, więc może, może wybierzemy się gdzieś razem ? - zapytał. Ucieszyłam się i zgodziłam oczywiście. Dojechaliśmy pod hotel. W lepszym już humorze udałam się do naszego apartamentu. Anki nie było. Umówiliśmy się za godzinę, więc przebrałam się. Po 15 min byłam gotowa. Usłyszałam pukanie do drzwi. Myślałam, że to Justin, ale myliłam się. Otwarłam i ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach stała...
****
No to mamy 14 rozdział ;D Nie miałam weny, ale coś wyszło NN jutro ; *. Widzicie dałam Wam małą podpowiedź, że w drzwiach będzie dziewczyna. Kim ona będzie ? Dowiecie się jutro ;)
- Dla nas ? Potrzebujemy dziewczyn na A2 - ironizowałam. Miałam zły humor, w przeciwieństwie do mojej przyjaciółki, która wybuchnęła głośnym śmiechem po czym dodała
- Nie, no coś ty ! Będziemy mogły pracować u pewnej projektantki, ale to nie koniec niespodzianek - mówiła
- Ta praca to, to jest w Stratford - wydarła się. No i co w tym wielkiego ? Nawet nie wiem gdzie jest to zadupie.
- No i ? - zapytałam z irytacją
- Nie rozumiesz ? Caitlin i Chris tam mieszkają ! - powiedziała. Cholera faktycznie. Jak mogłam tego nie skojarzyć. Fajnie. Może uda nam się, ale to nie jest przecież takie proste.
- No wszystko fajnie, ale to nie jest takie proste - sprowadziłam ją spowrotem na Ziemię
- Ey, no coś się wymyśli trzeba myśleć pozytywnie. Tam z tą pracą od razu jest mały domek - uśmiechnęła się
- Ale czy my nie jesteśmy za młode ? - zapytałam
- Po ukończeniu 16 lat możemy przecież pracować, jesteśmy w Stanach ! - powiedziała
- Ok. Mnie się podoba. Ale ty się zajmiesz wszystkim ok ? Bo ja muszę się zbierać - powiedziałam. Wzięłam kurtkę i torebkę i wybiegłam w stronę apartamentu Caitlin i Chrisa. Weszłam do windy i zjechałam piętro niżej. Zastanawiam się czy to może jest jakiś znak. Może faktycznie mam być blisko Chrisa ? - w głowie miałam tysiące pytań. Niestety nie znałam na nie odpowiedzi, ale nie czas teraz na to. Zapukałam do drzwi ich pokoju. Po chwili ujrzałam w nich uśmiechniętą Caitlin.
- Cześć - przywitała mnie
- Siemka - uśmiechnęła się.
- Martwiłam się o Ciebie. Gdzie uciekłaś ? - zapytała troskliwie
- Chris jest - wyszeptałam
- Nie, nie ma. Wyszedł gdzieś z Justinem - powiedziała
- Ja nie uciekłam. Musiałam się nad wszystkim zastanowić - odparłam i opowiedziałam jej wszystko, łącznie z informacją o pracy. Na koniec powiedziała.
- Wiesz Nat. Nie mogę za Ciebie podjąć decyzji. Wiem, że jest Ci ciężko, ale chcę żebyś wiedziała, że te kilka dni zmieniły całkowicie Chrisa. Nic nie sugeruję - uśmiechnęła się i przytuliła mnie. Kocham ją za to jaką jest przyjaciółką.
- A teraz zbierajmy się. Chris napisał, że mamy zejść już - powiedziała smutno. Tak, więc posłusznie zeszłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu. Ania nie pojechała z nami. Poszła dokładnie dowiedzieć się o co chodzi z tym ogłoszeniem. Jechaliśmy pół godziny, nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że mój chłopak ma focha. Nie rozmawiałam z nim. Siedziałyśmy z Cait na tylnych siedzeniach, a Chris i Bieber na przednich. W końcu dojechaliśmy. Po odprawie udaliśmy się ku samolotowi. Nadszedł czas pożegnania. Wiem, że będzie ciężko. Bardzo zżyłam się z Caitlin. Podeszłam do niej i przytuliłam, tak mocno jak tylko potrafiłam. Miała łzy w oczach, więc wyszeptałam
- Nie martw się. Niedługo się zobaczymy. - Teraz najtrudniejszy moment. Muszę pożegnać się z Chrisem. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam
- Kocham Cię. Pamiętaj o tym - wyszeptał i zaczął mnie namiętnie całować. Trwliśmy tak chwilę gdy czyiś głos odezwał się i powiedział, że zaraz wylot. Weszli do samolotu i odlecieli. Machaliśmy do nich tak długo, aż zniknęli z horyzontu. Justin przytulił mnie. Po kilku minutach byliśmy już w samochodzie w drodze do hotelu. Długo milczeliśmy aż Justin powiedział
- Ey co tak cicho ? - zapytał
- Nic. Po prostu już tęsknie za Chrisem - skłamałam
- Nat. Przecież widzę. Wiem, że go nie kochasz. Nie musisz mnie okłamywać - miał rację.
- Masz rację - wydukałam
- Ja jutro też wylatuję, więc może, może wybierzemy się gdzieś razem ? - zapytał. Ucieszyłam się i zgodziłam oczywiście. Dojechaliśmy pod hotel. W lepszym już humorze udałam się do naszego apartamentu. Anki nie było. Umówiliśmy się za godzinę, więc przebrałam się. Po 15 min byłam gotowa. Usłyszałam pukanie do drzwi. Myślałam, że to Justin, ale myliłam się. Otwarłam i ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach stała...
****
No to mamy 14 rozdział ;D Nie miałam weny, ale coś wyszło NN jutro ; *. Widzicie dałam Wam małą podpowiedź, że w drzwiach będzie dziewczyna. Kim ona będzie ? Dowiecie się jutro ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)