poniedziałek, 20 czerwca 2011

17. Justin, ona nie żyje.

- Justin proszę... nie utrudniaj nam tego. To wgl nie powinno się stać. Rozumiesz ? Nie powinniśmy przekraczać granicy przyjaźni.. - mówiłam cicho. Chłopak stał i patrzył na mnie z żalem w oczach.
- Ty nic nie rozumiesz ? - zapytał
- Tak właśnie zrozumiałam. Przyjaciele nie powinni tak robić - odparłam.
- Ale ja nie chcę być twoim przyjacielem ! - krzyknął.
- Dlaczego ? - wyszeptałam. Nic nie rozumiałam.
- Bo Cię kocham ! - wykrzyczał i wyszedł trzaskając drzwiami.... Zostałam sama. Znów. W tej ponurej ciemności. Całkowicie zdezorientowana... Nie wiedziałam co mam robić. Zostać czy biec.
Wybrałam to drugie.. Szybko wstałam i pobiegłam.. Biegałam korytarzami, zaglądając we wszystkie możliwe miejsca. Nigdzie go nie było. Zaczęłam przeklinać pod nosem. W końcu wykończona
wróciłam do apartamentu. Rozejrzałam się dookoła. Zaraz .! Wiem.! Jeszcze taras... Spokojnym cichym krokiem ruszyłam w jego stronę. Uchyliłam drzwi.. Nie myliłam się. Justin był tam. Siedział oparty o
barierkę i grał.. na gitarze śpiewając przy tym cicho. Powoli zbliżałam się w jego stronę, tak by mnie nie zauważył. Starałam się wsłuchać w tekst.
You're who I'm thinkin' of
Girl, you ain't my runner up
And no matter what
You're always number one.. - śpiewał cicho. Nie znałam tej piosenki choć wydawała mi się dziwnie znajoma. Być może słyszałam ją gdzieś u Weronici. Po raz pierwszy jego śpiew
wydawał mi się jakiś inny. Działał na mnie w sposób hipnotyzujący. Przez kolejne wersy rozpłynęłam się całkowicie. Nawet nie zwróciłam uwagi gdy skończył. Nadal byłam w tym dziwnym stanie,
z którego nie chciałam wyjść. Chłopak zauważył mnie i patrzył na mnie z przekąsem. Patrząc na mnie miał mieszane uczucia. - przynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłam obok niego w milczeniu.
Zebrałam myśli w jedną całości i zaczęłam..
- Justin przepraszam.. Nie powinnam była tego mówić. - powiedziałam smutno.
- Nie przepraszaj. Przecież to nie Twoja wina.. przecież nie możesz na siłę mnie pokochać - mówił. Cholera jak on może tak mówić ?
- Proszę posłuchaj to nie tak.. - próbowałam jakoś załagodzić całą tą sytuację.
- Nie. Wystarczy. Już wszystko już jasne. Nigdy nie będziesz w stanie zrozumieć kim jestem naprawdę. Chciałem Ci pokazać, ale nie potrafi już dłużej tak. Od początku jak Cię tylko
zobaczyłem spodobałaś mi się. Nigdy niczego takiego nie czułem. Chciałam żebyś poznała prawdziwego Justina Biebera. ! Nie żadną gwiazdę, tylko tego kim jestem naprawdę.. - mówił. Do
moich oczu napłynęły łzy.
- Czy ty naprawdę nie rozumiesz .? Ja też Cię kocham idioto ! - wykrzyczałam. Zamurowało go. Czy ja .. ? Czy ja właśnie to powiedziałam ? Te dwa słowa, których od dawna unikałam. Czy
ja naprawdę to powiedziałam ? - w mojej głowie rodziły się pytania. Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Co. ? Żartujesz sobie prawda ? - pytał z dociekliwością.
- Nie. - wyszeptałam..
- To, to dlaczego nie chcesz.. no wiesz. - zapytał.
- Bo się boję. Tak cholernie się boję ! - mówiłam coraz głośniej.
- Nie chcę zaczynać czegoś co nie ma przyszłości ! Rozumiesz ? Nasz związek nie miałby żadnych szans ! Nie chciałam się w to angażować, bo się boję. Tak bardzo boję się
rozczarowania. Nie chcę być dla Ciebie kolejną "chwilówką". Ja chcę być z kimś kto będzie mnie kochał przez cały czas. Boję się zdrady.. to, że sobie później nie poradzę.., .- krzyczałam. Po mojej twarzy spływało morze łez.
- Ale, ale skąd to możesz wiedzieć .? Nie chcę Cię skrzywdzić.. - zaczął.
- Nie wierzę Ci. - wyszeptałam.
- Chciałbym Ci udowodnić i zrobię to ! - wykrzyczał.
- Jak ? - zapytałam. Nasza rozmowa przerodziła się w głośną kłótnię.
- Tak. - powiedział i zbliżył się do mnie. Oparłam się o barierkę. Nasze usta od dawna lgnęly do siebie, aż w końcu złączyły się w jedną całość. Na początku się nie opierałam lecz później zaczęłam
lekko się wyszarpywać.
- Justin.. - próbowałam coś powiedzieć. Chłopak nie przestawał. Na dworze robiło się coraz jaśniej. Poczułam na swojej skórze gorące Zaczął błądzić swoimi dłońmi po mojej szyi,
zjeżdżając delikatnie po moich ramionach...
- Co ty robisz ? - zadałam kolejne pytanie.. Justin nic sobie z tego nie zrobił. Nadal całował mnie jak oszalały. Okey może mi się podobało, ale..
Postanowiłam w pełni mu się oddać. Nie wiedziałam co zamierzał, ale niezależnie chciałam tego
. Może on naprawdę coś do mnie czuje ?
Jego wargi, oddech, smak. Czekaj, czekaj…Czemu ja się na to zgadzam. Nie mogę! Ale chcę… Rozpłynęłam się jak czekoladka z nadzieniem truflowym.
Mmm… Całował mnie namiętnie, sugestywnie i porywczo.Brakło mi już tlenu, w moim brzuchu czułam stado owadów, a w nogach watę cukrową.
Jakie ja mam schizy. Moje ręce powędrowały na jego szyję, a za to jego dłonie były na moich plecach. Jedna ręka szła w stronę pośladków, a druga w odwrotną stronę
. Do szyi. Szliśmy w stronę łóżka, nagle się położyłam na nim, a on zaraz na mnie. Nie mogłam się powstrzymać, moja ręka zaraz powędrowała pod jego koszulkę.
Nie mogę na to pozwolić. Na chwilę się od siebie oderwaliśmy.
- Nienawidzę ciebie, Bieber! –powiedziałam, przy okazji dotleniając się.
- Ja ciebie bardziej, Lauren. –zaapelował, po czym znów zaczął mnie nachalnie całować.
Jego rękę czułam pod bluzką, przy zapięciu od stanika. Ale coś musiało nam przerwać. A dokładniej telefon. Mój telefon. Cholera miałam ochotę wyrzucić go przez okno. Czy on zawsze
musi przerywać w najmniej chcianym momencie ?
- Nie przestawaj - szepnęłam. iPhone dzwonił jak oszalały. Dobra okey.
- Wygrałeś - mruknęłam w stronę telefonu, wstałam i odebrałam.
- Czy rozmawiam z Lauren Brower ? - usłyszałam głos po drugiej stronie.
- Taak. Czy coś się stało ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Czego po chwili żałowałam. To co usłyszałam było dla mnie ciosem. Znowu po mojej twarzy spływały łzy. Na chwilę odsunęłam słuchawkę.
Nie chciałam słyszeć już nic więcej... Te informacje całkowicie mi starczały.
- Justin. Ona nie żyje - wydukałam...
***
Za nami 17 rozdzial. Miał być długi... Ale obiecuję, że jutro będzie 2 częsć, bo dzis nie mam czasu. Koniec roku się zbliża, tak więc będę miala więcej czasu na pisanie. Zdecydowaliscie, że chcecie średnie rozdzialy co 3 dni. Tak też będzie. ;) Do jutra... ; *
PS. Następny rozdział będzie dopiero w lipcu gdyż w srodę wyjeżdżam na wakacje.
< 333

poniedziałek, 13 czerwca 2011

16. Zapomnij o mnie.

Całował mnie delikatnie, jednak z szaleństwem jakby robił to pierwszy i ostatni raz. Czułam jak moje serce biło z prędkością światła. Wszystko byłoby udane gdyby nie....... zadzwonił telefon. W jednej chwili oboje oderwaliśmy się od siebie. Nasze oddechy były nierówne. Szybkim ruchem wyjęłam iPhona z torebki. Na wyświetlaczu widniało zdjęcie Christiana. Zirytowana odebrałam.
- Czego ? - warknęłam. Nie potrafiłam określić czy byłam szczęśliwa, że to przerwał czy też nie.
- Lauren gdzie ty jesteś ? Co się z Tobą dzieje ? Bardzo się o Ciebie wszyscy martwimy - usłyszałam znajomy głos po drugiej stronie, lecz nie był to Chris. Był to Ryan..
- Co ty się tak nagle zacząłeś mną interesować ? - wysyczałam.
- Nie mów tak, dobrze wiesz, że tak nie jest. - mówił spokojnie.
Justin siedział i zza interesowaniem przysłuchiwał się naszej rozmowie.
- A niby jak jest ? Będziesz mi teraz próbował wmówić,że mnie kochasz ? Oszczędź nam tego ! - krzyczałam.
- Przestań. ! Kocham Cię, ale to nie zmienia faktu, że bardzo cię zraniłem...
- Skończ ! Nie chcę tego słuchać..
- Uspokój się. Chcę z Tobą porozmawiać.. proszę .. Gdzie jesteś ?
- Wydaje mi się, że nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. - mówiłam. Justin chyba zrozumiał z kim rozmawiam i odsunął się udając, że nie chce przeszkadzać, chociaż tak naprawdę chciał wszystko słyszeć.
- Okey. To nie jest rozmowa na telefon... Słuchaj wiesz może gdzie jest Justin ? Zniknął gdzieś i od wczoraj nikt go nie widział. Ma wyłączony telefon. Zaczynamy się denerwować - zmienił temat. Odsunęłam słuchawkę i szepnęłam w stronę Biebera.
- Co mam powiedzieć ? Gdzie jesteś ?
- Nie wiem. Najlepiej powiedz prawdę - odpowiedział.
- Yyy Justin ? O niego też nagle zacząłeś się martwić ? Szkoda, że nie pomyślałeś o tym całując się z jego dziewczyną ! Wszystko w porządku nie martw się. Jesteśmy na krótkich wakacjach. A teraz sory, ale idziemy na spacer - skłamałam. Chciałam aby poczuł się zazdrosny.
- Co ? Ale jak to ? Wy razem ? Przecież my... - zaczął.
- Ryan. Między nami wszystko skończone. Zapomnij o mnie - powiedziałam i rozłączyłam się. Justin spojrzał na mnie zza ciekawienie,. Teraz została jeszcze jedna sprawa...
- Coś nie tak ? - zapytałam.
- Nie wszystko w porządku. To gdzie idziemy na ten spacer ? - zapytał i uśmiechnął się. Aww. Ten uśmiech mnie powalał.
- To była tylko aluzja. Musiałam go jakoś spławić - powiedziałam z satysfakcją. Chłopak posmutniał..
- No, ale skoro tak ci zależy możemy iść - mówiłam z obojętnością. Ruszyliśmy wzdłuż brzegu. Nadal byłam cała mokra zresztą Justin nie pozostawał gorszy. Zaczęliśmy rozmawiać. Chciałam wrócić do tego co się stało, ale nie miałam odwagii.
- Powiedz dlaczego chciałeś uciec ? - spytałam nagle.
- Nie wiem. Wszystko tak nagle straciło dla mnie sens. Chciałem od tego wszystkiego odpocząć. Musiałem wszystko przemyśleć - odpowiedział.
= Od wszystkiego ? Czy ktoś taki jak ty może mieć problemy ?
- Dosłownie.. A kim ja jestem ? Nie jestem wyjątkowy. To prawda moje życie codzienne różni się trochę od życia moich rówieśników, ale staeam się żeby było jak najbardziej normalne. Niestety to wszystko nie jest takie kolorowe jak myślełem. Czasem nawet zastanawiam się czy nie popełniłem błędu. Nigdy nie marzyłem o sławie i nie dążyłem do niej tak bardzo. To wszystko stało się z dnia na dzień. Na początku jak zawsze wydawało się fajne. Bo było to coś nowego, a teraz co ? Wszystko się zmieniło. Nie mogę poznawać nikogo nowego, bo nie wiem czego on chce !. Nie wiem komu mogę ufać ! To jest za trudne. Nie radzę sobie z tym - mówił smutno.
- Przepraszam nie wiedziałam. Po prostu zawsze wydawało mi się, że takie gwiazdy są rozpieszczone i moją wszystko... - mówiłam.
- Nie masz za co przepraszać. Skąd mogłaś wiedzieć ? A poza tym starczy już tego o mnie. Teraz powiedz co ty masz zamiar zrobić ? - zapytał. Wróciło do mnie wszystko. Znów moje życie zawaliło się tysiącem pytań i problemów.
- Nie wiem. Wgl sobie z tym nie radzę. To wszystko dzieje się zdecydowanie za szybko. Nie ograniam tego. Nadal nie dochodzi do mnie, że mam siostrę. Zawsze byłam jedynaczką. Miałam dobry kontakt z rodzicami, a oni ? Tak zwyczajnie mnie okłamywali. Nie umiem im tego wybaczyć - mówiłam.
- Lauren. Nie powinnaś ich tak pochopnie oskarżać. Może oni chcieli Ci powiedzieć, ale jeszcze nie teraz ? Może był/ jest jakiś powód ? - starał się rozładować mój gniew, ale efekt był odwrotny.
- Jak możesz ich bronić ? Po czyjej stronie jesteś ? - wykrzyczałam i zaczęłam biec. Chłopak pobiegł za mną.
- Zaczekaj ! - krzyczał. Przystanęłam na chwilę.
- Daj mi spokój ! Nie chcę Cię znać. ! - wydukałam przez łzy. W ciemności biegłam dalej. Justin najwyraźniej posłuchał mojej rady, bo pozostał na plaży. Cholera ! Co ja najlepszego narobiłam ? Przecież ja tego nie chciałam ! Potrzebuję go teraz jak nikogo innego. Tak cholernie potrzebuję jego bliskości...Teraz został mi tylko on.. Wróciłam do hotelu, wzięłam krótką kąpiel i położyłam się. Starałam sobie to wszystko jakoś poukładać. Pewne rzeczy musiałam przemyśleć. Jedne powiać inne pożegnać. Tak jak przyjaźń z Weronicą. Ona stała się już przeszłością. Czy da się to jeszcze uratować ? Bardzo bym chciała, ale przecież nie mogę ciągle żyć złudzeniami. Szansa jest naprawdę mała. David ? Mieliśmy pozostać przyjaciółmi, ale, ale nie możemy ! Nie będę potrafiła zachowywać się tak jakby nic się nie stało.. Leżałam wpatrując się w ciemność jaka tu panowała i rozmyślałam, gdy naglee.. Drzwi się uchyliły i do pokoju wszedł Justin. Podniosłam się i kątem oka spojrzałam na niego. Ruszył w moją stronę i usiadł na łóżku..
- Długo się nad tym zastanawiałem i postanowiłem, że cokolwiek postanowisz będę starł się pomóc - powiedział cicho. Zdziwiłam się trochę.
- Nie rozumiem...Co masz na myśli ? - spytałam.
- No czy będziesz chciała odnaleźć siostrę... - powiedział niepewnie.
- Nie sądzę. Jak ty to sb wyobrażasz ? Mam zapukać do jej drzwi i powiedzieć "Cześć to ja Lauren Twoja siostra ?" Ale dziękuje i doceniam to.. Jesteś kochany ! Przepraszam, ze tak na cb nakrzyczałam. Po prostu nie rozumiałam wielu rzeczy...- odparłam i wtuliłam się w niego. Po chwili odsunęłam się. Nasze wzroki spotkały się. Znów byliśmy w niebezpiecznej odległości. Nasze usta lgnęły do siebie aby znów się połączyć. Justin zbliżył się do mnie. Dzieliło nas kilka centymetrów. Poczułam niepewność...
- Justin stop ! - krzyknęłam i odsunęłam się. Bieber patrzył na mnie z niepewnością.
- My nie możemy... - zaczęłam
- Ale przecież... - próbował mi przerwać.
- Justin proszę... nie utrudniaj nam tego. To wgl nie powinno się stać. Rozumiesz ? Nie powinniśmy przekraczać granicy przyjaźni.. - mówiłam cicho. Chłopak stał i patrzył na mnie z żalem w oczach.
- Ty nic nie rozumiesz ? - zapytał
- Tak właśnie zrozumiałam. Przyjaciele nie powinni tak robić - odparłam.
- Ale ja nie chcę być twoim przyjacielem ! - krzyknął.
- Dlaczego ? - wyszeptałam. Nic nie rozumiałam.
- Bo Cię kocham ! - wykrzyczał i wyszedł trzaskając drzwiami....
***
Rozdział 16. Dedykowany Paulinie ; *. Mojej kochanej Palice, ;). Nasz dzisiejszy wf.. ach ; ). Miłego czytania. Do... poniedziałku ?

PS. Jedzie ktoś 30 czerwca na zlot fanów Biebera do Poznania ? Bo się wybieram, ale nie wiem czy warto ;) ?

czwartek, 9 czerwca 2011

Czee.

Hey ; *. Chciałam Wam tylko powiedzieć, że na dole umieściłam ankietę. Chciałabym sprawdzić ile osób czyta bloga i jakie chcielibyście rozdziały. Ogólnie troszkę mi tęskno za blogiem, ale rozdziały są w trakcie tworzenia. Następny rozdział w poniedziałek ;-). Dziękuje ;- ***
Talaa.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

15. Przecież ja Cię nienawidziłam...

Chłopak bez wahania wykonał zadanie. Zawstydziłam się troszeczkę, a zarazem poczułam motylki w brzuchu . . „ Czy to coś oznacza ? „ – pomyślałam. Chwilę potem usłyszałam komunikat „ Uwaga , uwaga ! Proszę zapiąć pasy ! Za chwilę lądujemy !” . Zapięłam pasy i rozejrzałam się .
- Witaj nowy świecie ! – wypowiedziałam klaszcząc w ręce .
Kiedy samolot wylądował wysiedliśmy i odebraliśmy nasze bagaże. Pomimo, że był to poranek na dworze słońce grzało i świeciło już bardzo mocno. W dodatku musieliśmy założyć ciemne bluzy z kapturem i okulary, tak by nie wywołać zamieszania. Wyszliśmy z lotniska i wsiedliśmy do jednej z taksówek.
- I co dalej ? - spytałam. Chłopak spojrzał na mnie ze złowieszym uśmiechem.
- Hm. Chyba zaczniemy od zakupów. Musimy kupić dla Ciebie jakieś seksowne bikini. - powiedział i uniósł brwi.
- My ? - zapytałam
- No co ? Nie chcesz żeby Justin Bieber pomógł Ci wybrać bikini. Masz niepowtarzalną okazję ! Miliony lasek chciałoby tak. - mówił z przejęciem.
- Taak jasne. O niczym innym nie marzę. - powiedziałam i po chwili oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nasze parodie przerwał taksówkarz.
- Dokąd jedziemy ? - zapytał.
- Do najfajniejszego CH - zawołał Bieber. Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy i udaliśmy się do środka wielkiego, jasnego budynku. Wchodziliśmy kolejno do wszystkich sklepów. Nie było to łatwe, ale dawaliśmy sobie radę. W końcu znaleźliśmy jeden, całkiem fajny sklep z bielizną. Było to dla mnie bardzo krępujące, ale starałam się zachowywać normalnie.
- I co ekspercie znalazłeś coś ? - mówiłam z ironizacją.
- Hm. Uhm. Będzie ciężko. Tego jest tu za dużo ! - mówił stojąc przed manekinami, po czym wziął kilka stroi i podał mi je.
- Idź przymierz - rzucił krótko wskazując przymierzalnię i usiadł na fotel. Posłusznie wykonałam polecenie Ubrana przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam całkiem nieźle.. Nieśmiało wyszłam i stanęłam na środku. Chłopak pilnie "studiował" jakieś czasopismo. Kiedy wyszłam przerwał na chwilę. Uniósł wzrok i zaczął mi się bacznie przyglądać. W środku wszystko się we mnie gotowało..
- Aww. Wyglądasz słodko - powiedział przygryzając wargę. Wywróciłam oczyma i wróciłam się przebrać. Przymierzałam kolejne stroje i w końcu zdecydowałam się na 2. Zadowolona podeszłam do kasy i zapłaciłam. Początkowo było trudno. Justin był bardzo uparty i chciał zapłacić, ale w końcu ustaliliśmy kompromis. Zmęczeniu wyszliśmy i ponownie wsiedliśmy do taksówki..
- Dokąd teraz ? - zapytał siwy kierowca.
- Do... - szepnął do niego Jus. Ruszyliśmy. Zastanawiałam się na co wpadł tym razem. Całe szczęście pojechaliśmy do hotelu. Z zewnątrz wyglądał na bardzo luksusowy. Taki też był wewnątrz. Wzięliśmy nasze bagaże i weszliśmy do środka. Znaleźliśmy się w holu, w którym była recepcja. Wyglądała bajecznie. Aż trudno to opisać. - Prosimy 2 apartamenty. Najlepiej obok siebie - powiedział Bieber do recepcjonistki. - Przykro mi, ale obecnie mamy wolny tylko jeden apartament dla dwóch osób. - powiedziała z uśmiechem. W jednej chwili spojrzeliśmy na siebie. Każde z nas czekało na odpowiedź drugiego..
- Naprawdę nic nie ma ? - spytałam z nadzieją.
- Niestety. Chyba, że zgodzą się państwo przenocować jedną noc tam, a jutro przniesiecie się - odpowiedziała. Po krótkiej naradzie zgodziliśmy się. Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro. Trochę się bałam, bo po ostatnich wydarzeniach mam lekki wtręt do jazdy windą. W sumie powinnam być jej wdzięczna, bo przecież to ona nas tak do siebie zblićył, ale to by było dziwne. Na szczęscie tym razem obyło się bez komplikacji. Podeszliśmy pod wskazane drzwi. Otworzyliśmy je za pomocą złotej karty. Drzwi się otworzyły. Weszliśmy do środka. Zamurowało mnie.. Stanęliśmy jak wryci, powstrzymując śmiech..
- No tak. Można się było tego spodziewać - zaczął mówić przez śmiech Justin.
Okazało się, że trafiliśmy do apartamentu dla nowożeńców.
- Super - mruknęłam depcząc po świerzo wysypanych płatkach róż. W apartamencie unosiła się woń ich zapachu. Muszę przyznać, że bardzo go lubię. Justin nadal stał i próbował opanować śmiech. Po chwili dołączyłam do niego. Z trudem po kilku minutach uspokoiłam się. Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej kilka rzeczy po czym zaszyłam się w łazience na dobrą godzinę. Wzięłam długą, relaksującą kąpiel. W końcu zerelaksowana i ubrana w świeże ciuchy wyszłam. Justin leżał na łóżku gapiąc się bez celu w sufit. Ostrożnie zmierzyłam go wzrokiem (tak jak Artur, Palisię xDD) i usiadłam obok.
- O czym tak myślisz ? - spytałam. Chłopak głośno westchnął.
- O wszystkim... o życiu.. o Tobie... o mnie... o nas... - powiedział. Te ostatnie wyszeptał niezwylke cicho i spokojnie.
- I co wymyśliłeś ? - dodałam po chwili udając, że "o nas" nie słyszałam.- Zobaczysz wieczorem - odparł i poszedł w stronę łazienki. Zostałam sama z tysiącem pytań, które dręczyły moją głowę od jakiegoś czasu. Uchyliłam drzwi i weszłam na taras podziwiając wiodok. Był naprawdę cudowny. Słońce świeciło, ocean spokojnie szumiał, fale biły o brzeg nie zważając na pływających ludzi. Rodziny w pełni rozkoszowały się wspólnie spędzonym czasem. Głęboko westchnęłam. Jak to wszystko może być możliwe ? Co ja tutaj robię ? Z kim ja tu jestem ? Niestety nie mogłam odpowiedzieć na te pytania, bo właśnie obok mnie wyłoniła się sylwetka chłopaka. - Chodź pójdziemy coś zjeść - powiedział i ruszył w stronę drzwi. Podążyłam za nim. Wrócę do tego później - pomyślałam. Zeszliśmy na dół do jednej z restuaracji i usiedliśmy na samym koncu za jednym z parawanów. Zamówiliśmy to samo. Z apetytem pochłonęliśmy nasze porcje. Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Od dawna tego potrzebowałam. Będąc z nim byłam po prostu sobą. Nikogo nie musiałam udawać..
- To co teraz ? - zapytałam po skonczeniu. Robiło się już późno.
- Chodź idziemy na spacer po plaży - odpowiedział. Nie protestowałam, wręcz przeciwnie. W milczeniu ruszyliśmy w jej stronę. Słońce właśnie zachodziło.. Na plaży było zupełnie pusto. Wszyscy jakby nagle rozpłynęli się w powietrzu. Zostaliśmy sami. Usiedliśmy na piasku wpatrując się w zachodzące słońce. Zapadło głębokie milczenie. Sytuacja znów stała się niezręczna. Myślami wróciłam do tamtych pytań, które męczyły i na które nie znałam odpowiedzi.
- Dlaczego to jest takie dziwne i trudne ? - wyszeptałam do siebie, ale chyba trochę za głośno, bo Justin gwałtownie na mnie spojrzał.
- Co jest dziwne i trudne ? - zapytał nie spuszczając wzroku.
- Wszystko... Gdyby ktoś miesiąc temy powiedział mi, że będę teraz tu z Tobą to bym go wyśmiała. Nie rozumiem tego. Po prostu działasz na mnie w dziwny sposób.
Przecież ja Cię nienawidziłam... - mówiłam.
- A teraz mnie lubisz ? - spytał z uśmieszkiem.
- Hm. Może troszeczkę.. - mówiłam ze śmiechem.
- Troszeczkę ? No to zobaczymy... - powiedział i gwałtownie się podniósł. Wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę bijących o brzeg fal.
- Justin zostaw mnie ! - darłam się jak opętana. Chłopak wbiegł wraz ze mną do wody.
- A teraz ? - zapytal
Niee ! - wydarłam się i wybuchnęłam śmiechem.
- Jak wolisz. No to na 3 - zaczął się śmiać.
- Zostaw, puść mnie ty głupku ! - krzycząłam. Okey nie powinnam mu tego mówić, ale było już za późno. Chłopak tak jak kazałam puścił mnie. W jednej chwili znalazłam się pod wodą. Wkurzyłam sie. Postanowiłam dać mu nauczkę. Wyłoniłam się lekko i zaczęłam udawać, że się topię. -- Justin, ja, ja nie umiem pływać ! - krzyczałam. Chłopsk się nabrał. Zaczął panikować. Jednym ruchem zawrócił i ruszył w moją stornę. Udawałam, że tracę przytomność. Ponownie wziął mnie na ręcę. Tym razem biegł, jednak w str brzegu. Położył mnie na miejscu gdzie zostały nasze rzeczy.
- Lauren ! Lauren - krzyczał. Z trudem powstrzymywałam śmiech.
- Justin ty idioto - mówił do siebie. W tej chwili otworzyłam oczy. Ujrzałam go nad sobą. Znów zatopiłam się w jego czekoladowych tęczówkach. Spojrzał na mnie z radością i zloscią
- Nie rób tak więcej - wyszeptał i zbliżył swoją twarz do mojej. Wiedziałam co się zaraz stanie. Nie chcę tego - wmawiałam sobie. Cholera Lauren kogo ty oszukujesz? Jasne, że chcesz... Postanowiłam w pełni oddać się temu co za chwilę miało nastąpić. Czułam jego oddech na swojej twarzy, po czym zatopiłam się w namiętnym pocałunku. Całował mnie delikatnie, jednak z szaleństwem jakby robił to pierwszy i ostatni raz. Czułam jak moje serce biło z prędkością światła. Wszystko byłoby udane gdyby nie....

***
To jest rozdzial 15. Ostatni jak na razie. Nie mialo już być, ale Dominika bardzo prosila i jest. Ten rozdział jest dla niej wlasnie... i dla mojego Aska, który zabiera mnie do Kanady < 333. Dziękuje Wam bardzo. Do nastęnego... ; ***
edit: Proszę podaję jeszcze raz gg 24211673

ZAWIESZAM.

Długo zastanawiałam się czy dobrze robię. Rozwarzałam wszystkie za i przeciw, no i podjęłam decyzję. Zawieszam bloga na czas nieokreslony. Nie pytajcie o powody, bo jest ich wiele. Min.: Nie mam teraz czasu, pomysłów i chęci. Jednym słowem znudziło mi się to. Co pewien czas będę dodawała jakis nowy odcinek. Oczywiscie jestem swiadoma tego, że po tym prwdopodobnie nikt już nie będzie tego czytał, ale niezaleźnie od tego będę pisac dalej. Tyle odemnie dzis.
Jestem Wam bardzo wdzięczna za te 2 miesiące.. Bez Waszych komentarzy i wiadomosci już dawno bym z tym skończyla. Jestem z Was bardzo dumna. Pamiętajcie o mnie i zajrzyjcie czasem na bloga. Na chwilę obecną nie potrafię powiedzieć kiedy wrócę. Może za tydzień, za dwa lub za kilka dni. Mam kilka odcinków do przodu, ale jestem bardzo leniwa i nie chce mi się ich przpisywać. Więc... Do następnego ; *...

ps. Mam nadzieję, że pomimo zawieszenia nadal będę miała okazję do rozmów z czytelnikami, a z niektórymi naprawdę udało mi się zaprzyjaźnić. Dziękuja Wam za wszystko ! ; ***
Tala...

czwartek, 2 czerwca 2011

14. Witaj nowy świecie !

Następne co usłyszałam to głośny pisk opon. Ostrożnie otwarłam oczy. Z samochodu wysiadła nieco wyższa ode mnie postać.
- To ty? – zawołaliśmy jednocześnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Żyję ! ..
- Tak – odpowiedział nieśmiało chłopak. Staliśmy tak na środku drogi. Moje uczucia były zmieszane. Po mojej twarzy spływały łzy, ale nie potrafiłam określić czy były to łzy szczęścia , czy też nie.
- Co ty tutaj robisz ? – spytał zdezorientowany. Znów przypomniałam sobie dlaczego ja tu jestem.
- … Justin proszę nie pytaj. Zabierz mnie stąd jak najszybciej, a wszystko Ci wytłumaczę.- mówiłam niespokojnie, po czym wtuliłam się w niego.
- Wszystko będzie dobrze. – wyszeptał gładząc moje włosy. Zabrał moją walizkę, położył na tylnie siedzenie i pomógł mi wejść do auta. Byłam tak roztrzęsiona, że nie potrafiłam się ruszyć. Oboje wsiedliśmy i ruszyliśmy. Sięgnęłam do torebki, by wyciągnąć chusteczki . Spojrzałam w lusterko, wyglądałam jak jakiś potwór. Byłam cała rozmazana, a moje oczy były całe czerwone od płaczu.
- Gdzie jedziemy ? – zapytał.
- Jak najdalej od wszystkiego i od wszystkich.. – wydukałam.
- Okey. No to zostaje nam tylko lotnisko.- powiedział. Z początku myślałam, że żartował , ale po kilkunastu minutach zrozumiałam, że się myliłam..
- Co my tu robimy? – spytałam nie urywając zdziwienia.
- No mówiłem przecież, że jedziemy na lotnisko .. polecimy na krótkie wakacje.- powiedział uśmiechając się złowieszczo. Nie ukrywam spodobał mi się ten pomysł , ale to było bardzo dziwne i nie mogłam się na to zgodzić.
- Żartujesz ? Jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież nikt nie wie, że tu jesteś. Nie masz nawet żadnych rzeczy . – próbowałam się wykręcić.
- I tu się mylisz- powiedział i w tej chwili wyciągnął jeszcze jedną walizkę. Spojrzałam na niego robiąc minę z serii „ wtf” ?
- O co tutaj chodzi? – spytałam.
- Chodź wszystko ci wytłumaczę – powiedział i objął mnie ramieniem. Nie opierałam się, a poza tym było mi bardzo zimno. Justin doskonale to wyczuł i dał mi swoją bluzę.
- Dziękuję ;) – wyszeptałam i pocałowałam go w policzek. Był wyraźnie uradowany. No co ? Przecież zasłużył, c’nie? Podeszliśmy do jednej z kas . Było bardzo pusto i cicho. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego spokoju na lotnisku. Kasjerka dziwnie nam się przyglądała. Zresztą pozostali ludzie również. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymamy się za ręce ! Nie dziwie się. Justin Bieber na lotnisku, w ciągu nocy, z jakąś dziewczyną, z walizkami, a na dodatek trzymają sięga ręce. To musiało wywołać sensację i lekkie zamieszanie. Całe szczęście większości byli to dorośli już ludzie, więc obyło się bez wrzeszczących fanek.
- Dokąd? – zapytała młodziutka kasjerka. Wyglądała na miłą i taka też się okazała. Miała ciemne, krótkie włosy i jasną karnację. Po akcencie było też widać, iż nie jest „ tutejsza”.
- Poproszę dwa bilety do .. hmm .. do .. gdzie?- szepnął w moją stronę.
- Jak najdalej .. – wyszeptałam.
- A dokąd są najbliższe loty? – tym razem spytał kasjerkę.
- Chwileczkę. Hm . Za godzinę jest lot do NY, za dwie do Nowego Orleanu. I to chyba wszystko. A chwila. Jest jeszcze na Bahama, ale to za 15 minut . – powiedziała ze skrzywioną miną. Justin spojrzał na mnie z niepewnością. Zastanowiła się chwilkę i pomyślałam, że to nie jest wcale taki głupi pomysł. Bahama – ciepły ocean, piękne plaże i przystojni chłopacy. Super sprawa ! Tylko jest jeden tyci problem. Wylot jest za 15 minut.
- Jak pani myśli ? Zdążymy? – zapytałam .
- Jeśli się pośpieszycie , to jest mała szansa! – odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Dobrze, niech pani da te bilety, byle szybko! – wysyczał w pośpiechu Bieber. Kasjerka wydała bilety, a Justin za nie zapłacił. Ile sił w nogach pobiegliśmy na odprawę. Mieliśmy szczęście, bo do samolotu dotarliśmy kilka minut przed odlotem.
- O Boże , ale się zmachałam – wyszeptałam ciężko oddychając.
- Ale zdążyliśmy ! – dokończył chłopak. Usieliśmy obok siebie w wygodnych fotelach i zapieliśmy pasy. Spojrzałam przez małe , okrągłe okienko i lekko się uśmiechnęłam. Przez chwilę milczeliśmy , ale po chwili , mój towarzysz przerwał ciszę :
- Właściwie to co się stało ? Dlaczego uciekłaś z domu ? – zapytał nieśmiało .
- Wiesz , to długa historia . . . – zaczęłam i opowiedziałam mu całą historie . Słuchał mnie z lekkim przygnębieniem.
- Ooo . To smutne . – wydukał kiedy skończyłam.
- A ty ? Dlaczego chcesz wyjechać ? Co się takiego stało ? – zadałam pytanie z iskierką w oku.
- Przepraszam Cię . . – wypowiedział.
- Ale za co ?
- Za to , że ci w tedy nie uwierzyłem .. – odpowiedział. – widziałem ich .. widziałem ich jak obściskiwali się przy moim hotelu . – mówiąc to , zauważyłam , że po policzku chłopaku spływa jedna , mała łza . „ To wszystko jasne ! „ – pomyślałam.
- Nic się nie stało . Przeprosiny przyjęte .Nie martw się , będzie dobrze . – objęłam go i lekko przytuliłam. On odwzajemnił mój uścisk.
- Chciałbym ci uwierzyć . . naprawdę chciał bym . .
- Eyy , na pewno tak będzie .
- I jeszcze jedno .Przepraszam cię ,że prawie bym cię dzisiaj przejechał samochodem . – speszył się lekko.
- Aaa . A spoko . Najwyżej…nie chce myśleć co by się stało-powiedziałam chichrając się pod nosem – Eyy , nie martw się już ! Lecimy na Bahama ! – powiedziałam wyższym tonem głosu i klepnęłam go w plecy.
- Dobra . Koniec zmartwień . Teraz rozmawiajmy o samych pozytywach !
- Zgadzam się . – powiedziałam . Po krótkim zastanowieniu powiedziałam łapiąc się za głowę.
- Cholera ! Zapomniałam o czymś ! – wykrzyknęłam.
- O czym ? – zapytał z przerażeniem w oczach Juss.
- Na Boga zapomniałam o stroju kąpielowym ! – wybuchłam śmiechem.
- Jej . – wyjęczał . – Weź mnie tu nie stresuj , bo zawału przez ciebie dostanę ! Nie martw się . Strój kupimy na miejscu ! Uwierz mi ! W wybieraniu bielizny lub tego typu rzeczy jestem najlepszy ! – powiedział pewnym siebie tonem.
- Nie wątpię to ! – odpowiedziałam chichocząc. Przez jakieś 2 godziny rozmawialiśmy śmiejąc się w niebo głosy i nie przejmując się warczącymi na około pasażerami. Byłam tak wykończona , że nawet nie zorientowałam się kiedy usnęłam. Obudziłam się na pół godziny przed lądowaniem. Przetarłam oczy i zauważyłam śpiącego obok mnie Justina. Wyglądało na to , że spaliśmy przytuleni jak dwa misie, jednak mało mnie to w tej chwili obchodziło. Nie chciałam go budzić . Usiadłam i zaczęłam myśleć. Przypomniało mi się jak to jeszcze nie dawno go nienawidziłam. Uważałam , że jest pozerem i egoistą .. Zdałam sobie sprawę , że nie zawsze mam racje i , że nie ocenia się ludzi po okładce. W czasie moich przemyśleń Justin zdążył się obudzić. Patrzył na mnie jak na jakąś wariatkę.
- O czym tak fantazjujesz ? – uśmiechnął się .
- Nie fantazjuje tylko myślę brzydalu ! – uderzyłam go delikatnie .
- To o czym tak myślisz ? – zapytał ponownie .
- Aaa . . o wszystkim i o niczym . . przypomniało mi się jaka ja kiedyś byłam głupia . – wyszeptałam.
- Dużo się nie zmieniło ! – wybuchnął śmiechem Justin.
- Wiesz co ?! Nie lubię cię już ! – usiadłam w drugą stronę zawieszając rękę na rękę .
- Przecież żartuje ! – powiedział z litością chłopak. Tak naprawdę chciałam go tylko zdenerwować i udawałam. Odwróciłam się i pokazałam mu język .
- W formie przeprosin musisz pocałować mnie o tuu!. – wskazałam na moje usta. Chłopak bez wahania wykonał zadanie. Zawstydziłam się troszeczkę, a zarazem poczułam motylki w brzuchu . . „ Czy to coś oznacza ? „ – pomyślałam. Chwilę potem usłyszałam komunikat „ Uwaga , uwaga ! Proszę zapiąć pasy ! Za chwilę lądujemy !” . Zapięłam pasy i rozejrzałam się .
- Witaj nowy świecie ! – wypowiedziałam klaszcząc w ręce .
****
Rozdział 14 ;). Nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Myślę, że jest trochę zaskakujący. Zbliżamy się do 3 tysięcy wyświetleń za co jestem Wam wdzięczna... Znowu ;). Kiedy następny ? Już niebawem...

środa, 1 czerwca 2011

13. Błysk świateł oślepił mój wzrok. Wiedziałam co się za chwilę wydarzy...

Zmarnowałem taką szansę. Znowu... Nienawidzę siebie za to. Za to gdy jestem egoistą... W dodatku moim przyjaciele.. Znamy się tyle lat... Miałem tego dość. Nie wiedziałem co wtedy zrobić, podejść i zobaczyć o co jest grane czy wrócić do hotelu .. Stchórzyłem i wybrałem to drugiee .. W ciszy wróciłem do swojego apartamentu. Musiałem wszystko przemyśleć. Wziąłem kartkę z napisem "Nie przeszkadzać" i powiesiłem na drzwiach, a sam położyłem się na środku pokoju. Chciałem być chociaż przez chwilę sam. To wszystko tak nagle straciło sens. Moja wieloletnia przyjaźń z Ryanem stanęła pod znakiem zapytania.. a Caitlin ? W jednej chwili poczułem do niej wstręt. Nawet tak bardzo mnie jej zdrada nie bolała. Muszę przyznać szczerze przed sobą. Nigdy jej nie kochałem. Gdyby ktoś teraz zapytał dlaczego byliśmy razem nie potrafiłbym odpowiedzieć. A Lauren ? Właśnie zmarnowałem szansę na jakąkolwiek znajomość z nią. To była chyba najgorsza rzecz z tych wydarzeń. Fajnie prawda ? Jedna głupia rozmowa, a tyle zmienia. Nie mogę dłużej tu być. Muszę przez pewien czas wszystko sobie poukładać. - w tej chwili wstałem i poszedłem się spakować. Wiedziałem, że ucieczką nie załatwię niczego, ale to było jedyne rozwiązanie jakie przychodziło mi teraz do głowy...
* Oczami Lauren *
Dlaczego in mi nie wierzył ? Jak mam mu to udowodnić ? Zresztą nie dziwię się. Gdyby tego nie widziała też bym nie uwierzyła. Wróciłam do domu, w którym panował totalny chaos. Nie miałam najmniejszej ochoty dołączać do tej sielanki. Mój telefon stale dzwonił. Ryan nie dawał mi spokoju ! Czego on może jeszcze chcieć ? Chyba wszystko już sobie ustaliliśmy.. W ciszy poszłam do swojego pokoju, ale i tam nie mogłam znaleźć sobie miejsca, dlatego po starych, skrzypiących schodach weszłam na strych. Ostrożnie uchyliłam drzwi i wkroczyłam do środka. Było tam strasznie ciemno. Po omacku szukałam włącznika światła. Znalazłam ! Pospiesznie zapaliłam je. Blee ! Ale tu kurzu. Dawno tu nie było sprzątane.. Pełno starych rupieci, o których istnieniu nikt już dawno nie pamiętał. Rozejrzałam się dookoła. Tam na końcu leżał stary gramofon, a obok niego jakaś średniej wielkości skrzynia. Było mocno schowana, a jednak trochę wystawała. Przez chwilę zastanowiłam się co w niej może być. Co mi szkodzi sprawdzić ? Podeszłam do niej i lekko uchyliłam. Była bardzo zakurzona. Leżały w niej sterty papierów. Większość była trochę pożółkła, ale niektóre były nowsze, starannie zapakowane w koperty listy. Wzięłam kilka z nich i zaczęłam czytać. W większości były to telegramy ślubne otrzymane przez moich dziadków. Między nimi znalazłam w folii akt urodzenia. Należał do niejakiej Aylin Brower. Hm.? Nie znam nikogo takiego. Spojrzałam na datę urodzenia.. była dokładnie taka jak moja !
- O co tutaj chodzi ? - szepnęłam sama do siebie.
Miejsce też się zgadzało..
- Cholera co jest grane ? - mruknęłam pod nosem. Może to była jakaś pomyłka, a może... ? Nie, przecież to niemożliwe. Chwili jest jeszcze jedna kartka. Ah ! Przecież to był mój akt urodzenia. Co on tutaj robi ? Nie mogłam w to uwierzyć. Ta dziewczyna ona, ona... jest moją siostrą ! W dodatku bliźniaczką ! - po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Przez siedemnaście lat myślałam, że jestem jedynaczką i pewnie nadal by tak było gdybym nie znalazła tego aktu. Jak to jest możliwe ? Dlaczego nic o tym nie wiedziałam ? Czemu ukrywano przede mną prawdę ? Co się teraz z nią dzieje ? - w mojej głowie z sekundy na sekundę wzrastały nowe pytania.. tak samo jak nienawiść do moich rodziców. Zastanawiałam się co robić. Czy powinnam porozmawiać o tym z nimi ? Jasne, że bym chciała, ale nie potrafiłam. Jeszcze nie teraz. To był dla mnie zbyt duży szok, a prawda mogła być jeszcze gorsza. W ciszy wróciłam do swojego pokoju. Musiałam tam spędzić dużo czasu, bo wszyscy już spali. Kręciłam się po pokoju, a w mojej głowie zrodził się pewien pomysł. Wzięłam moją walizkę i zaczęłam pakować do niej rzeczy. Nie mogłam tu dłużej zostać. Nie mogłabym normalnie funkcjonować, nie umiałabym. Musiałam odpocząć od tego wszystkiego i przemyśleć to...
* Oczami Justina *
Chyba mam już wszystko - mówiłem w myślach. Teraz jeszcze jedna sprawa i mogę udać się na krótkie wakacje. Nareszcie sam ! Bez żadnych ochroniarzy, rodziny...
* Oczami Lauren *
Jestem gotowa. Tylko gdzie ja wyjadę ? Eh. Będę się martwić o to później. Wzięłam kartkę i napisałam krótki list : "Nie martwcie się o mnie. Jestem bezpieczna. Muszę przez kilka dni wszystko przemyśleć i sobie poukładać. Wrócę niedługo. Lauren", po czym włożyłam go do koperty i zostawiłam na stole w kuchni. Nie chciałam uciekać. To nie miała być ucieczka tylko wakacje. Przynajmniej tak starałam to sobie tłumaczyć. Wyszłam z walizką, a po mojej twarzy znów zaczęły spływać łzy. Nie panowałam nad sobą. Robiłam wszystko pod wpływem emocji... Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na przeszkody. Przebiegałam przez ulicę gdy nagle.. błysk świateł oślepił mój wzrok. Wiedziałam co się za chwilę wydarzy... auto było coraz bliżej. Zamknęłam oczy i czekałam na to co się stanie. Nie mogłam uciec było już za późno.
- Boże - zdołałam wydukać przez łzy...
***
Rozdział 13. Czy pechowy ? Myślę, że w pewnym sensie tak. Bohaterka dowiaduje się wielu nowych rzeczy i.... No właśnie i co dalej ? Myślę, że następny rozdział będzie bardzo ciekawy... wydarzy się wiele złych/dobrych rzeczy.... Do jutra ; *

poniedziałek, 30 maja 2011

12. Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń obu płci..bo zawsze jedna ze stron czuje coś więcej.…

Zbliżali się w moją stronę. W końcu dostrzegłam moich przyjaciół. Zamurowało mnie. Byli to David i Adam! Byłam w totalnym szoku. Ku ich zdziwieniu nie okazałam zbytniej euforii. No co? Przecież nie będę udawać. Teraz ich mi tu teraz jeszcze brakowało. Jakbym nie miała dość problemów. Moi rodzice wiedzą jak uprzykrzyć mi życie. Przez całą drogę milczałam spoglądając przez szyję. Bałam się spojrzeć Davidowi w oczy. Przecież przez ten cholerny tydzień tyle się zmieniło. On był teraz dla mnie zupełnie kimś innym. Nie darzyłam go już takim uczuciem jak przed wyjazdem. Zupełnie zapomniałam o tym co jeszcze kilkanaście dni temu nasz łączyło. Co ja mam teraz zrobić? Nie dość , że jeszcze sama nie wiem co z moimi uczuciami to jeszcze teraz on pojawia się niespodziewanie. I co mam powiedzieć ? Przykro mi już cię nie kocham? Teraz ktoś inny jest w moim sercu, ale jeszcze sama nie wiem kto? Chyba raczej nie .. Jedno jest pewne. Ta rozmowa czeka mnie prędzej czy później i muszę się jakoś do niej przygotować. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy pod domem uradowany Adam wbiegł do domu w poszukiwaniu Bronicki. Był trochę zawiedziony, że nie było jej na lotnisku, ale starał się to ukryć. Za to ja w milczeniu wróciłam do siebie. Postanowiłam dzisiaj załatwić wszystkie sprawy . Pod wieczór umówiłam się z Ryanem. Oczywiście nic nie miało wskazywać za to , że będzie to miły wieczór. W końcu Ryan nie wiedział o tym co widziałam. Leżałam na łóżku z laptopem na kolanach, gdy do mojego pokoju wszedł David. Wiedziałam, że teraz przyszedł czas na tą nie ciekawą rozmowę . Miałam już wszystko zaplanowane.
- Nie przeszkadzam? – zapytał.
- Jasne, że nie. Wchodź!- zawołałam. Chłopak ruszył w stronę łóżka i usiadł na jego brzegu.
- Chciałem się przywitać – powiedział patrząc w moje oczy, ale nie robiłe one na mnie najmniejszego wrażenia. Po prostu już nie czułam żadnej chemii.
- Hmm . Z tego co wiem to już się witaliśmy- powiedziałam, wstałam i podeszłam do okna.
-No tak, ale tylko oficjalnie.- odparł i wstał i podszedł obok mnie, obejmując mnie od tyłu. Gwałtownie się odsunęłam.
- I chyba takie wystarczy.- rzuciłam oschle. Chłopak sta i patrzył na mnie zdezorientowany.
- Nie rozumiem- powiedział. Wzięłam głęboki wdech. Chciałam mieć już to za sobą. Zaczęłam powoli mówić.
-Bo tu nie ma nic do rozumienia. Między nami nic nie ma i nie będzie. Przepraszam jeśli narobiłam Ci nadziei .
- Żartujesz? Przecież jeszcze kilka dni temu mówiłaś coś innego. Co się takiego stało? – pytał ze smutkiem. No i co ja miałam mu powiedzieć? Sorry, ale przez ostatni tydzień „ byłam „ z Ryanem, o którego istnieniu nie masz zielonego pojęcia, omal nie zostałam zgwałcona i prawie pocałowałam się z Justinem Bieberem ?! To jakiś nonsens. Przecież to brzmi jak jakaś latynoski serial! Nie chciałam mówić wszystkiego , ale jakieś wyjaśnienie mu się należało.
- Bo widzisz ten wyjazd wiele zmienił i ja też się zmieniłam. Nie jestem już tą samą Lauren, którą byłam przed wyjazdem. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele zmian. Już nic do Ciebie nie czuję. Sama nie wiem co czuję! W ciągu jednej chwili mój wróg stał się moim przyjacielem. I co!? To jest chore ! Nie wiem co robić! – mówiłam , a po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Reakcja chłopaka była natychmiastowa.
- Cii . Wszystko będzie dobrze – powiedział i objął mnie . Nie potrafiłam odmówić. Potrzebowałam bliskości. Wtuliłam się w niego.
- Przepraszam. – wyszeptałam.
- Okey. Przemyślisz sobie wszystko i podejmiesz decyzję co do nasz. – mówił spokojnie. Nie spodziewałam się takiej reakcji. On mnie źle zrozumiał.
- Nie David. Nie o to mi chodzi. Co do „ nas” to ja już podjęłam decyzję. Jedyne co mogę ci zaoferować to przyjaźń.- wydukałam. Ostatnie zdanie musiało go zaboleć. Wiem , że to głupie jak dziewczyna mówi coś takiego. To chyba jasne, że w przyjaźni obu płci wg. Przecież nie ma czegoś takiego jak przyjaźń obu płci, bo zawsze jedna ze stron czuje coś więcej…
- Uh. Jeśli taką podjęłaś decyzję muszę ją zaakceptować- powiedział i wyszedł. Moja randka zbliżała się nieubłagalnie. Powoli zaczynałam się przebierać. Niespodziewanie przerwał mi sms. "Musimy porozmawiać jak najszybciej. Przyjaciel"odczytałam. Numer tego osobnika był ukryty , jednak coś mnie ciągnęło do niego. Zastanawiając się przez dłuższą chwilę odpisałam: "Gdzie i kiedy przyjacielu?"”- ta gra coraz bardziej mnie intrygowała. Gdy wychodziłam otrzymałam odpowiedź . Na placu zabaw w parku koło centrum o 19.00” – pomyślałam co on chciał ode mnie o tej godzinie , ale się zgodziłam. Czułam lekką obawę . Przecież to może być ten zboczeniec .. Ale skąd on miałby mój numer ? Spojrzałam na zegarek i chwyciłam się za głowę. Już byłam spóźniona. Wybiegłam z domu i ile sił w nogach biegłam do restauracji, w której umówiłam się z „ moim chłopakiem”. Kiedy dotarłam na miejsce , przed wejściem wzięłam jeszcze duży wdech. Bardzo się stresowałam. Weszłam do środka. Rozejrzałam się i ujrzałam Ryana przy stoliku pod oknem. Podeszłam do niego.
- Cześć kochanie ! - powiedział i ruszył w moją stronę. Chciał mnie pocałować , ale gwałtownie się odsunęłam. Czułam do niego obrzydzenie.
- Hej -wymruczałam pod nosem ..
- Chyba królewna wstała lewą nogą . - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Daruj sobie! Kólewna wg nie spała... - odparłam.
- Dobra , dobra .Już się nie odzywam .. - usiadłam przy stoliku zastanawiając się czy powiedzieć mu teraz czy trochę później .. Postanowiłam , że zrobię to teraz , bo nie chce się męczyć ..
- Okey Ryan ! Nie będę owijać w bawełnę ! - powiedziałam głośniejszym tonem. – Widziałam Ciebie i Caitlin jak obmacywaliście się w tym barze !
- Alee to nie tak .. - zaczął mówić , ale mu przerwałam.
- A jak ? Może powiesz mi że to ona się na ciebie rzuciła i chciała cię zgwałcić ? Nie żartuj .. Z nami koniec i nie mam ochoty cię więcej widzieć ! Nie wiem jak mogłeś to zrobić .. jak mogłeś to zrobić swojemu najlepszemu przyjacielowi? Aha i jeszcze jedno ! - wtedy nerwy mi puściły. Wzięłam cole i wylałam mu ją całą na głowę . Poczułam ulgę. Wybiegłam z restauracji i spojrzałam na zegarek. 18:44 . . Nie mam po co wracać do domu. Ruszyłam w stronę parku , w którym umówiłam się z tajemniczym przyjacielem. Po kilku minutach byłam na miejscu. Usiadłam na jednej z huśtawek i czekałam. Chwilę potem zobaczyłam , że w moją stronę zmierza jakaś osoba . . Nie wiedziałam kto to , bo miał ciemne okulary i kaptur na głowie. Wstałam i podeszłam.
- Cześć ! To z tobą tu się umówiłam ? - zapytałam z niepewnością. W tej samej chwili chłopak ściągnął okulary i spuścił kaptur. Doznałam szoku. ( znowuu .. już drugi raz w tym tygodniu ) Przedemną stał Justin. Tak , Justin.
- Tak , ze mną . - odpowiedział na moje pytanie.
- Yyy .. Przepraszam .. trochę się zdziwiłam . - powiedziałam niepewnie.
- Dobrze , przejdźmy do rzeczy . Chciałbym cię przeprosić za to co stało się . . a właściwie mogło się stać w tej cholernej windzie. Ja naprawdę nie wiem co mnie w tedy popchnęło . Sam się zdziwiłem. Ja mam dziewczynę , ty chłopaka , więc dobrze , że ta sytuacja nie miała miejsca .
- Właściwie to miałam chłopaka . - powiedziałam ze spuszczoną głową.
- Jak to miałaś ? - zapytał z iskierkami w oczach Justin. Do oczy napłynęły mi łzy .
- Ey , co się stało ? Nie jesteś już z Ryanem ? - pytał zdziwiony.
- No , jakoś tak wyszło . Zdradził mnie .. - Wydukałam smutno. Po oczach Biebsa widać było , że bardzo się przejął.
- Jak to cię zdradził ? Ryan ? Jesteś tego pewna ? Z kim ?
- Tak , jestem. Sama to widziałam. Z .. – zaczęłam , ale przerwałam. Zastanawiałam się czy powinien dowiedzieć się tego odemnie, w takich okolicznościach.
- Właściwie to nie wiem kto to był . . –- skłamałam. Justin chyba się zorientował , że jest coś nie tak i powiedział :
- Powiedz mi prawdę , Lauren . - nie mogłam go już więcej okłamywać .
- Z, z... Caitlin . - odpowiedziałam krótko.
- Cooo ?! - zapytał z rozwścieczeniem . Ale jak to ?
- Tak to . Widać nasi przyjaciele mieli nas w dupie .. nas i nasze uczucia.
- Nie to nie możliwe. Przykro mi , ale nie mogę ci uwieżyć! - kiedy to powiedział coś mnie zabolało . Nie spodziewałam się takiej reakcji . Chwycił mnie za ramie i odszedł. Stałam tak tam chwilę , ale pomyślałam , że to bez sensu i ruszyłam w strone domu.
* Oczami Justina *
- Nie to nie możliwe ! - pomyślałem. Moje myśli toczyły ze sobą walkę , nie wiedziałem co mam teraz zrobić . Przecież Caitlin . . przecież cały czas poważała mi jak to bardzo mnie kocha. . to nie możliwe . Nie mogłem jej uwierzyć. Odszedłem bez słowa. Szedłem przez te zatłoczone ulice rozglądając się . Byłem już prawie przy moim, a właściwe naszym , bo przecież byłem tam razem z Cait i Christianem , gdy zobaczyłem w kącie jakąś parę , która nie darowała sobie czułości. Podszedłem trochę bliżej , bo twarze tych osobników okazywałe się znajome. Gdy stałem na odległości jakiś 20 matrów bardzo się zdziwiłem . Tak naprawdę bardzo, ale to bardzo . Otóż tą parą była moja dziewczyna z moim najlepszym kumplem. A jednak miała rację” – pomyślałem. Jestem totalnym idiotą. Dlaczego jej nie uwierzyłem.? Zmarnowałem taką szansę. Znowu... Nienawidzę siebie za to. Za to gdy jestem egoistą... W dodatku moim przyjaciele.. Znamy się tyle lat... Miałem tego dość. Nie wiedziałem co wtedy zrobić, podejść i zobaczyć o co jest grane czy wrócić do hotelu .. Stchórzyłem i wybrałem to drugiee ..
****
Rozdzial 12 za nami ;). Wczoraj dodawalam i dzis też jest dlatego NN będzie dopiero w srodę.. Hm. Tym razem dedykacja dla Dominiki ; *... Do następnego < 333

niedziela, 29 maja 2011

11. Miłość może być bliżej niż myślisz.

- Potrzebujesz długiej rozmowy z kimś kto jest bliski Twojemu sercu... i a co to ? W najbliższym czasie dowiesz się czegoś co całkowicie zmieni Twoje życie.. - mówiła.
- Co też pani mówi ? Żartuje sobie pani ? Nie mam zamiaru dłużej tego słuchać - powiedziałam i odeszłam.... Jak najszybciej wróciłam do domu. Miałam serdecznie dosyć ostatnich wydarzeń. Poszłam na górę i usiadłam na parapecie. Skuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Myślałam o wszystkim. O Ryanie, Christianie, Weronice, Caitlin, Justinie i o tamtej kobiecie. O co jej chodziło ? Stara wiedźma - mruknęłam. Był środek nocy, ale ja nie byłam zmęczona. Wzięłam mój telefon i odczytałam nowe wiadomości : "Będziemy o 10:30. Mama" - czytałam w myślach. Co ? Ah ! Cholera.! Zapomniałam o tym. Przecież oni za kilka godzin tu będą. Nawet zakupów nie zrobiłam. W ciszy weszłam do pokoju przyjaciółki i usiadłam na krawędzi jej łóżka. Spała. Nie chciałam jej budzić, ale musiałam.
- Czego chcesz ? - powiedziała zaspana.
- Zapomniałam Ci o czymś powiedzieć. Moi rodzice przylatują tu za kilka godzin. Będą z nimi jacyś nasi znajomi - mówiłam. Nic nie odpowiedziała. Nadal była obrażona.
- Weronica przestań ! Nie widzisz co się z nami dzieje ? Jak bardzo się od siebie oddalamy ? Nie rozmawiamy i ciągle mijamy się ze sobą. To nie jest okey. - mówiłam, a do moich oczu napłynęły łzy.
- Może to moja wina ? Sama tego chciałaś - powiedziała obojętnie.
- Nie, nie Twoja ! Nasza ! - krzyczałam.
- Nie drzyj się. Jest środek nocy - wysyczała. Nie miałam już siły dłużej z nią rozmawiać. Sama tego chciała. Wzięłam torbę, włożyłam do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy i wyszłam. Tułałam się pośród wschodzącego słońca. Musiałam z kimś porozmawiać. Wzięłam telefon i wybrałam nr Ryana. Niestety nie odpowiadał. Chodziłam dalej w poszukiwaniu jakiegoś sensownego zajęcia. Wszędzie było cicho i pusto. Tylko z jednego baru dochodziły krzyki i dźwięk muzyki. Przystanęłam chwilę zastanawiając się. Co mi szkodzi wejść - pomyślałam, ale po chwili bardzo żałowałam tej decyzji. Weszłam i zaczęłam się rozglądać dookoła. Była cała masa przytulających i całujących się par. Wsród nich dostrzegłam... Caitlin ! W dodatku była z... Ryanem !. Stali w kącie i namięnie się całowali. Do moich oczu znów napłynęły łzy. To niemożliwe - mówiła. Odwróciłam się i czymprędzej wybiegłam. Biegłam najszybciej jak potrafiłam. W końcu zmęczona osunęłam się na jedną z ławek w parku. Skuliłam się. Po moim policzku spłynęła jedna samotna łza... później druga, trzecia.. aż w końcu rozpłakałam się na dobre. Tego było już za wiele.
- Czym sobie na to zasłużyłam ? - wyszeptałam. Siedziałam samotnie na ławce. Nagle poczułam czyiś dotyk na kolanie. Uniosłam wzrok i ujrzałam... tamtą kobietę. Co ona tutaj robiła ?
- To znowu pani ? - wyszeptałam w jej stronę. Ta się tylko uśmiechnęła.
- Czułam, że będziesz potrzebowała rozmowy - mówiła. Tak miała rację.
- Skąd pani wiedziała ? - spytałam.
- Nie pani. Mów mi Maria. - powiedziała kobieta.
- Przepraszam, ale nie mogę. Nie wypada mi - odpowiedziałam nieśmiało.
- Ależ oczywiście, że wypada, a ty jesteś Lauren prawda ?
- Tak. Skąd pani przeparaszm. Skąd Maria to wie ?
- Oh dziecko. Żebym ja mogła Ci powiedzieć, ale nie mówmy już o tym. Powiedz co takiego się stało ? - spytała, a ja opowiedziałam jej całą historię. Na dworze robiło ise caraz jaśniej. Ludzie biegali. Taki poranny joging pewnie.
- Ten chłopak od początku Cię oszukiwał. Podobałaś mu się, ale jednocześnie spotykał się z tamtą dziewczyną, a ona go wykorzystała, ale nie robiła tego przeciwko Tobie. Naprawdę bardzo chciałaby się z Tobą zaprzyjaźnić, ale boi się odrzucenia. A co do Twojej przyjaciółki to nie mam żadnych dobrych rokowań. Nie pozwól jej zniszczyć waszej przyjaźni - mówiąc to wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
- Wszystko się ułoży. Nie kochałaś tamtego chłopaka. Musisz posłuchać serca, a ono powie Ci co powinnaś zrobić. Pamiętaj.. miłość może być bliżej niż myślisz. Wystarczy tylko chcieć ją znaleść. Wkrótce znów się spotkamy. - powiedziała i odeszła. Jej słowa dały mi wiele do myślenia. A jeśli ona miała rację ? Spojrzałam na telefon. Dochodziła godz. 9. Muszę jechać na lotnisko - mówiłam sama do siebie cały czas patrząc na znikającą kobietę. Wróciłam na chwilkę do domu po drodze robiąc zakupy. Miałam nadzieję, że chociaż na najbliższe kilka dni zapomnę o ostatnich wydarzeniach. Na lotnisku byłam jeszcze pół godziny przed czasem. Udałam się do tutejszej restauracji. Szczerze mówiąc byłam bardzo głodna. Zjadłam z apetytem mojego hot-doga. Na ogół staram się nie jadać takich fast foodów, ale byłam tak wykończona, że pozwoliłam sobie na coś takiego. Skończyłam akurat gdy samolot wylądował. Podeszłam w stronę ludzi wędrujących z samolotów w poszukiwaniu moich rodziców i tych "niespodzianek", Są ! - zawołałam. Ostatnio bardzo dużo rozmawiam sama ze sobą. To się robi dziwne... Ujrzałam ich w oddali. Zbliżali się w moją stronę. W końcu dostrzegłam moich przyjaciół. Zamurowało mnie. Byli to...
***
Za nami 11 rozdział. Jest on ze specjalną dedykacją dla Ani, która własnie jest na zakupach ; * i która od wczoraj zdążyła przeczytać wszystkie rozdzialy. I ogólnie chciałam podziękować Wam za te wszystkie wiadomosci na gg. Jest mi naprawdę bardzo milo gdy chwalicie moje "wypociny". Dziękuje ; - ***. Wiele osób pytało czy jest możliwosć powiadamiania och o nowych rozdziałach. Owszem istinieje cos takiego. Mogę Wam pisać o NN na gg... Kiedy następny ? Myslę, że jutro... ;-)

piątek, 27 maja 2011

10.Nad Twoim życiem zbliżają się czarne chmury..

Spojrzałam mu w oczu. Znowu rozpłynęłam się w jego czekoladowych tęczówkach. Patrzyliśmy tak przez krótką chwilę, po czym zbliżył swoją twarz do mojej. Moje myśli krzyczały. Nie rób tego ! Serce mówiło co innego. Byliśmy już bardzo blisko gdy nagle...drzwi od windy otwarły się. Gwałtownie odsunęliśmy się od siebie. Ci ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem. Sytuacja zrobiła się niezręczna.
- Dziękuje - wyszeptałam i uciekłam. Tak można to nazwać ucieczką. Taka opcja wydawała mi się w tamtym momencie najlepszym rozwiązaniem. Biegłam wzdłuż korytarz nie oglądając się za siebie. Po prostu nie miałam odwagi. Dobiegłam do wyznaczonych drzwi. 231 - apartament Caitlin. Weszłam do pokoju gdzie ta czekała już na mnie.
- Jak dobrze, że już jesteś. Współczuje Ci. Nie wytrzymałabym tyle czasu - powiedziała. Nie dochodziło to do mnie. Na chwilę zupełnie zapomniałam o tym zamknięciu. Cały mój świat krążył wookół zupełnie innej sytuacji. Nie czułam się fair wobec niej, ale uznałam, że zachowam to dla siebie, w końcu do niczego nie doszło prawda ? - mówiły myśli w mojej głowie.
- Tak. To były jedne z najgorszych godzin mojego życia.. - skłamałam. Bo przecież wcale tak nie było. Może na początku tak myślałam, ale teraz jest inaczej.
- Idź weź prysznic, zaraz Ci dam jakąś koszulkę - powiedziała i zaczęła grzebać w torbie. Wzięła jedną i rzuciła mi. Złapałam i udałam się do łazienki. W drodze napisałam tylko sms-a do Weronici, że nie wrócę na noc. Pewnie nie będzie miała nic przeciwko temu. Nadal była na mnie obrażona. Nie chciałam jej jeszcze bardziej drażnić dlatego oszczędziłam jej szczegółów gdzie jestem. Wzięłam krótki prysznic i położyłam się spać. Caitlin zgasiła światło. Leżałyśmy w osobnych kątach pokoju. Dookoła panowała cisza. Tylko w dole nadal panował gwar. W końcu to sobota.
- Lauren - wyszeptała dziewczyna.
- Noo. - powiedziałam udając zmęczoną.
- Co tak naprawdę jest między Tobą, a Ryanem ? - zapytała. Zupełnie nie wiedziałam co odpowiedzieć. Sama nie wiedziałam na czym stoję..
- Nie wiem. Sama chciałabym to wiedzieć - mruknęłam pod nosem.
- A między Tobą, a Justinem ? - dodałam po chwili. W końcu mogłam o to zapytać. Przez cały czas czekałam na moment kiedy będę miała okazję zapytać..
- Między mną, a Justinem ? Hm. Niby jesteśmy razem, ale to nie jest związek na dłuższą metę. Wiele się zmieniło. Kiedyś było nawet całkiem dobrze, ale on kocha kogoś innego.. - mówiła ze smutkiem.
- Kogoś innego ? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Niestety...
- A ty, ty go kochasz ? - zapytałam. Zapadła głęboka cisza.
- Chyba, nie. Czuję coś, ale to nie jest miłość... - powiedziała i po chwili zasnęła. Leżałam z myślami dręczącymi moją głowę. Kogo on mógł kochać ? Kiedy mi to powiedziała zrobiło mi się tak jakoś.. przykro ? Nie to niemożliwe. Przecież masz Ryana. To nie jest realne - mówiłam sobie po cichu aż w końcu zasnęłam. Następnego ranka wstałam przed Cait. Ubrałam się, zostawiłam na wierzchu kartkę "Dziękuje i przepraszam, ale musiałam iść. Lauren" i wyszłam. Miałam nadzieję, że uda mi się nie spotkać niechcianych osób. Prawie by się to udało. No właśnie prawie. Przy samym wyjściu natknęłam się na Christiana.
- Gdzie uciekasz tak wcześnie ? -zapytał jak zwykle z bananem na twarzy (xd). Temu to chyba poczucie humoru nigdy nie znika.
- Do domu.. - powiedziałam i odeszłam. Do babci wróciłam taksówką. W domu było dziwnie cicho. Pewnie Weronica gdzieś wyszła. Zresztą ja też nie miałem ochoty na siedzenie pośród czterech ścian. Wybrałam się do miasta.. Krążyłam samotnie uliczkami w poszukiwaniu jakiegoś sensownego zajęcia. W końcu udałam się do najbliższego centrum handlowego. Spędziłam w nim kilka godzin, ale było warto. Udało mi się kupić kilka naprawdę fajnych ciuchów. Gdy wracałam było już ciemno, jednak nadal panował tu uliczny gwar.. Mijałam wielu ludzi zastanawiając się gdzie idą, co robią.... W końcu natknęłam się na pewną staruszkę. Wyglądała na miłą, ale trochę przerażającą. Wyszła z ciemnego zaułki ni stąd ni zowąd.
- Zaczkaj - zawołała. Gwałtownie się odwróciłam i spokrzałam na nią.
- Tak dziecko o Ciebie mi chodzi. Podejdź do mnie - wyszeptała. Posłusznie podeszłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że mam doczynienia z wróżką. W ręce trzymała talię kart, a w drugiej coś dziwnego czego nazwy nie znałam.
- Usiądź - powiedziała i wskazała ławkę. Tak też zrobiłam.
- Czego pani ode mnie chce ? - zapytałam ze skruchą. Staruszka chwyciła moją dłoń.
- Nie bój się. Nie skrzywdzę Cię. Ja chcę Ci tylko pomóc - powiedziała i spojrzała mi w oczy.
- Ale ja nie potrzebuję pomocy. - odparłam oschle.
- Nie okłamuj się dziecko - powiedziała.
- Widzę, że potrzebujesz pomocy.. nad Twoim życiem zbliżają się czarne chmury. - mówiła spokojnie.
- Chmury ? Co pani mówi ?
- Niedługo w Twoim życiu zdarzy się wielkie nieszczęście. Ucierpisz na tym ty i Twoi bliscy.. - spojrzała na moją dłoń i przejechała palcem po liniach...
- Potrzebujesz długiej rozmowy z kimś kto jest bliski Twojemu sercu... i a co to ? W najbliższym czasie dowiesz się czegoś co całkowicie zmieni Twoje życie.. - mówiła.
- Co też pani mówi ? Żartuje sobie pani ? Nie mam zamiaru dłużej tego słuchać - powiedziałam i odeszłam.....
****
Za nami 10 rozdziałów. Jest piąteek ! W końcu wolne... Dzis mam trochę zły humor i przez to rozdzial taki nudny... Rozdzial dedykowany pewnej anonimowej osobie, która ciągle pisze do mnie na GG... ;*. A i jeszcze jedno. Proszę nie piszcie ciągle do mnie. To moje prywatne gg i nie jestem w stanie wszystkim odpisywać. Przykro mi.. Do następnego...

czwartek, 26 maja 2011

9. Nie będę już dłużej walczyć...

Okazało się, że byłam w piżamie !. Stanęłam na środku chodnika i sama zaczęłam się z siebie śmiać. Mój humor znacznie się polepszył. Nie miałam ani siły ani ochoty gonić dłużej przyjaciółki. Wróciłam do domu, wzięłam prysznic i ubrałam się. Po krótkiej chwili zadzwonił telefon. Byli to moi rodzice. Zdziwiłam się bardzo. Dla wielu moich rówieśników jest to normalne, ale nie dla mnie. Wiedziałam, że coś się stało albo czegoś potrzebowali. Nie myliłam się.
- Cześ kochanie - usłyszałam głos swojej mamy. Nienawidzę gdy udaje kochającą matkę. Grrr..
- Siemka - odpowiedziałam.
- Jak się bawisz ? Chciałam Ci powiedzieć, że pojutrze przylatujemy do Was na kilka dni. Będą z nami wasi przyjaciele. Na pewno bardzo się ucieszycie, ale to niespodzianka - powiedziała. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym rozłączyłam się udając, że bardzo się spieszę. Po rozmowie rzuciłam się na łóżko. Zastanawiałam się kto przyjedzie z nimi. Byłam prawie pewna, że będzie to Conny i Vicky... Po południu byłam umówiona z Ryanem. Bardzo cieszyłam się na to spotkanie. Ubrałam się w letnią sukienkę i letnie rzymianki. Mieliśmy wybrać się do kina. Byłam w doskonałym nastroju. To miała być nasza pierwsza randka. No właśnie miała... Razem z nim pojawili się Christian, Caitlin.. no i Justin. Może nie będzie tak źle ? - pomyślałam. Kolejno przywitałam się ze wszystkimi.
- To na co idziemy ? - zapytał Bieber.
- Na film. Tzn. my, a ty nie wiem - wysyczałam. Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem. Miałam cichą nadzieję, że nic nie wspomni o naszej rozmowie....
- Hm. Może na jakiś horror - przerwał milczenie Chris.
- Czemu nie, ale obawiam się, że pan gwiazda będzie potrzebował swojego ochroniarza - wysyczałam w stronę Biebera. Nic nie odpowiedział. Weszliśmy kupić bilety. Oczywiście fanki na jego widok dostały orgazmu, przez co spóźniliśmy się na film. Usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać. Całe szczęscie prócz nas nie było nikogo na sali. Okey może to zasługa Biebera, ale cóż... Film wcale nie był taki straszny. Przez cały czas się śmiałam. Mieliśmy jak zwykle spory ubaw. Była bitwa na popcorn, Christian rozlał colę, a Caitlin mało nie udławiła się orzeszkami. Po skończonym seansie udaliśmy się na pizzę. Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Późnym wieczorem wróciliśmy do hotelu.
- Odprowadzę Cię. Lepiej żebyś nie wracała sama - powiedział Ryan. Chciałam przytaknąć, ale Caitlin natychmiast się odezwała.
- Nie ma mowy ! Nigdzie nie wracasz. Przenocujesz w moim apartamencie. Będziemy miały zabawę - powiedziała i zaczęła się śmiać. W sumie ten pomysł nawet mi się spodobał. Bardzo polubiłam ją. Już mieliśmy wjechać na górę gdy nagle...
- Zapomniałam torebki ! - krzyknęłam. Wszyscy zerwali się z miejsc. Całe szczęście wracaliśmy samochodem Justina.
- Spoko. Chodź weźmiesz ją - powiedział i uśmiechnął się. Posłusznie ruszyłam za nim. Otwarł auto, a ja wyjęłam z niego moją zgubę. Wróciliśmy z powrotem i weszliśmy do windy. Nasze pokoje były na 4 piętrze. Winda ruszyła. Piętra bardzo szybko wzrastały gdy nagle...
- Buum ! - coś głośno uderzyło. Winda zatrząsnęła się. Wystraszona zaczęłam walić w drzwi. Niestety bez efektu.
- Coś się zacięło - powiedział wyraźnie poddenerwowany Bieber.
- No super - warknęłam pod nosem. Szybko wezwaliśmy pomoc. Okazało się, że to nie jest takie proste. Wyjdziemy stąd najszybciej za półtory godziny...
- Cholera. Najgorsze półtory godziny mojego życia...
- Ej. Wiem, że mnie nie lubisz...
- Co za spostrzegawczość..
- Ale przez ten czas postaraj się jakoś wytrzymać - powiedział.
- Okeyy - wyszeptałam.
- No więc powiedz mi coś o sobie - zaczął rozmowę.
- Co mam powiedzieć ? Chyba widać jaka jestem - mówiłam.
- No, ale skąd jesteś, twoje hobby i tak dalej...
- Hm. Mieszkam 80km na południe stąd. Moim hobby jest fotografia. Jestem rozpieszczoną jedynaczką... a ty ?
- Ja ? Pochodzę z Kanady, ale mieszkam w Atlancie. Lubię grać w kosza i jeździć na desce. Mam 2 młodszego rodzeństwa... Gdzie poznałaś Ryana ? - zapytał
- Na twoim koncercie - powiedziałam ze skruchą.
- Jak to na moim ? Jak się tam znalazłaś skoro tak mnie nienawidzisz ? - pytał zdziwiony.
- Haha. Dobre pytanie. Dostałam na urodziny od przyjaciół Twoją płytę. Miał to być śmieszny prezent, ale okazał się czymś więcej... był tam złoty bilet.. - ostatnie słowa wyszeptałam.
- To ty go znalazłaś ? Jak to możliwe. Przecież po koncercie spotkałem się z inną dziewczyną..
- Tak ja. Ta dziewczyna to moja najlepsza przyjaciółka. Miałam iść z nią, ale gorzej się poczułam i udałam się do wyjścia. Wtedy wpadłam na Ryana - skłamałam. Nagle straciłam ochotę na dalsze kłótnie. Już nie chciałam walczyć..
- Powiedz mi. Dlaczego mnie nienawidzisz ? Przecież nawet mnie nie znasz, dlaczego więc tak mnie odrzucasz ? - zaczął mówić coraz głośniej.
- To, to nie jest takie proste. Wszystkie gwiazdy są takie same... dlaczego ty miałbyś być inny ?.. - mówiłam nie wiedząc jak się tłumaczyć, bo przecież tak naprawdę ja, ja go lubiłam....
- Nie wszystkie... Tylko te które zdobyły sławę poprzez skandale i znajomości. Ja nie miałem niczego. Własną pracą osiągnąłem to wszystko. Nic i nikt mi w tym nie pomagał.. - mówił. Resztę czasu spędziliśmy na w miarę normalnej rozmowie. Powoli przekonywał się do siebie, ale nadal udawałam niedostępną. Teraz wydawał mi się taki inny. Może faktycznie jest inny niż wszyscy ? Jedno było pewne. Nie będę już walczyć... Winda została już prawie naprawiona. Wstałam i z niecierpliwością czekałam aż w końcu stąd wyjdę. Justin stanął naprzeciw mnie. Spojrzałam mu w oczu. Znowu rozpłynęłam się w jego czekoladowych tęczówkach. Patrzyliśmy tak przez krótką chwilę, po czym zbliżył swoją twarz do mojej. Moje myśli krzyczały. Nie rób tego ! Serce mówiło co innego. Byliśmy już bardzo blisko gdy nagle...
***
Obiecałam no i jest. Następny niebawem.... Nie mam nic więcej do powiedzenia. Do następnego... ; *

wtorek, 24 maja 2011

8. Długa księżycowa noc...

Nie rozumiałam co się ze mną dzieje. Spojrzałam mu w oczy. Miał tak cholernie zajebiste czekoladowe tęczówki.Szybko odwróciłam wzrok i znów znalazłam się na balkonie. Chwyciłam barierkę. Była zimna, chłodna. Zupełne przeciwieństwo tego co działo się wgłebi mnie. Chłopak podążył za mną. Nadal czekał na moją odpowiedź. Znów na niego spojrzałam. W tej chwili po raz kolejny miałam wrażenie, że widzę tego samego Biebera, który był na okładce płyty. Nie mogłam tego znieść. Nie ! Przecież ty nie możesz tak o nim myśleć Lauren ! - wołał mów umysł, który "bił" z uczuciami. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić. W głowie miałam gotową odpowiedź, jednak nie potrafiłam wydusić ani słowa. Pierwszy raz mnie to spotkało.
- Nie. Ja nie mogę Ci uwierzyć. Chciałabym, ale nie mogę. Nie potrfię rozumiesz ?.
- Potrafisz. Jesteś naprawdę wyjątkowa. - próbował się zbliżyć
- Mówisz tak, bo nie ślinię się na Twój widok, jak inne puste laski. Jestem po prostu inna ! Gdybym była jak one olał być mnie ! - wykrzyczałam.. W tej chwili spuścił głowę w dół i stanął obok mnie. Oboje milczeliśmy. Wiedziałam, że nie powinnam ego mówić, ale to była niestety prawda. W jednej chwili nasze wzroki spotkały się. Zapadła głęboka cisza. Nawet drzewa jakby zamilkły. To była bardzo nie zręczna sytuacja.
- Udowodnię Ci kim jestem naprawdę - wyszeptał i odszedł. Zamknęłam okno i wskoczyłam po kołdrę. Leżałam w bezruchu spoglądając w sufit. Dookoła było pusto i ciemno. Znów poczułam się samotna. Po chwili byłam już w kuchni. Zagrzałam mleko i przygotowałam sobie kakao. Wzięłam je i poszłam do ogrodu. Usiadłam na chuśtawce. Dziadek zrobił ją gdy miałam jakieś 5, może 6 lat. Był środek nocy. W moich myślach pojawił się tamten mężczyzna. Skąd on wiedział o Michaelu ?. To nie był przypadek. On musiał mnie już wcześniej znać. A może to był on ? Niee. Co za bzdura !. Przecież to niemożliwe i nierealne. Spojrzałam w górę.
- Wiem, że jesteś jedną z gwiazd. Tylko wskaż którą - mówiłam. Potrzebowałam teraz czyjegoś wsparcia. Chociażby ducha.. Nie chciałam być sama...
* Oczami Justina*
Dlaczego ona mnie tak nie lubi ? Przecież nie zrobiłem jej nic złego W mojej głowie krzątało się wiele myśli. W ciszy wróciłem do hotelu. Nadal nie mogłem zrozumieć jej zachowania. Ona uwarza mnie za kogoś kim nie jestem. Pochodzę z biednej rodziny. Nie miałem wielu rzeczy co ukszatłtowało mój charakter. Sława mnie nie zmieniła.. A może po prostu tak mi się wydaje ?

* Oczami Lauren *
Wpatrywałam się w gwiazdy. Świeciły delikatnie, jednak bardzo jasno. Chodź były tysiące kilometrów stąd widziałam je doskonale. Postanowiłam następne kilka godzin spędzić tutaj. Położyłam się na trawiei patrzyłam na gwiazdy, planety.. jednym słowem w niebo. Zapowiadała się długa księżycowa noc...
Następnego dnia, a raczej kilka godzin później obudził mnie śmiech Weronici.
- Co ty tutaj robisz ? - pytala przez smiech.
- Opalam się, a co ? - wystawiłam język i już po chwili obie zwijayśmy się ze śmiechu. Taak. Tego mi było trzeba. Tęskniłam za takimi wygłupami, ale nic nie trwa wiecznie. Czas powrócić do rzeczywistości. Po kilkunastu minutach siedziałyśmy na tarasie, pochłaniając pyszne śniadanie. W pełni rozkoszowałyśmy się urokami poranka, aż w końcu jak w każdej bajce bywa coś musiało nam przerwać. Był to mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz "1 nowa wiadomość"
" Co powiesz na wspólne zakupy dziś ? Caitlin.". Z lekka mnie zamurowało. Nie zauważyłam, że przez moje ramię patrzy Weronica. Wyglądała na wyraźnie zdenerwowaną. - Czy chodzi o "tą" Caitlin, o której myślę ? - zapytała zirytowana. Kiwnęłam głową.
- Naprawdę zadajesz się z kimś takim ? Przecież nienawidzisz szpanerów i pustaków - krzyczała. Okey może miała razcję, mam trudny charakter co do takich ludzi.
- Werr. Ona naprawdę nie jest taka zła. Po prostu w towarzystwie chłopaków się zgrywa. Na ogół jest całkiem ok. - mówiłam spokojnie.
- Jak możesz tak mówić ? Myślałam, że jej nie lubisz ! Sama tak mówiłaś. Nie mam ochoty na dalszą rozmowę - powiedziała i wybiegła. Oczywiście pobiegłam za nią. Ludzie patrzyli na mnie ze śmiechem. Nie wiedziałam dlaczego. Dopiero po chwili zrozumiałam, że.....
***
Za nami rozdział 8. Jak ten czas szybko leci... Ah. Rozdzial mi się nie podoba, zresztą tak jak inne. Przepraszam, że wczoraj byl taki krótki, ale spieszylam się do kina. Ogólnie w niedzielę byl grill u Weroniki ;). Gralysmy z Julią w badmitona literując kolejno Justin Bieber, Christian Beadles, Caitin... nie zapomnę tych imion do końca życia !. Rozdział dedykowany jest dla wszystkich czytających oraz Mikołaja, któego całą dzisiejszą lekcję wkurzałysmy pisząc markerem "Justin", a Weronika "Kenny". Tak ma nowego idola ;-P. Chodzi oczywiscie o ochroniarza Biebera. A no i moi kochani. Wczoraj obchodzilismy rocznicę bloga ;D. Ma już 2 miesiące. Jestem szczęsliwa. Naprawdę nie myslalam, że ktos to wg będzie czytal. Jeszcze jakis czas temu moglam pomarzyć, czytając opowiadania na innych blogach gdzie byly komentarze. Jestem dumna z siebie i z Was, bo przecież gdyby nie WY !.. nie byloby to możliwe. Tyle na dzis do następnego... ; *
EDIT : Przepraszam. Dostalam wiele e-maili z prosbą o GG, skype... Nie chcę mi się odpisywać dlatego podaję je tutaj gg 24211673.

poniedziałek, 23 maja 2011

7. Czułam, że w środku płonę, ale nie wiedziałam dlaczego...

Cały czas miałam go przed oczami. Teraz wszystko będzie inne. Na zawsze to pozostanie w mojej pamięci. Wiedziałam, że kolejne dni będą dla mnie koszmarem, ale miałam jego i to mi wystarczało... Następnego ranka obudziłam się w swoim łóżku. Nie zbardzo wiedziałam jak się tam znalazłam. Ostatnie co pamiętam to, że brałam kąpiel.. Krążyłam po pokoju.. mój wzrok zatrzymał się na fotelu, w którym był Ryan ! Co on tutaj robi ? Teraz to już całkowicie nie wiedziałam co się dzieje. Chciałam go obudzić, ale spał tak słodko, że nie miałam odwagii. Cały czas kątem oka spoglądałam na chłopaka. Wreszcie sam się obudził.. Spojrzał na mnie, a ja na niego..
- Coś nie tak ? - spytał.
- Nie wszystko w porządku.. Jak się tu znalazłam ?
- Wczoraj poszłaś wziąść kąpiel.. czekałem na Ciebie dłuższą chwilę. Zacząłem się martwić i postanowiłem sprawdzić czy wszystko w porządku. Całe szczęście, bo znalazłem Cię leżącą na podłodze w łazience. Zemdlałaś myjąc zęby.. Przestraszyłem się i chciałem wezwać pomoc, ale po dłuższym zastanowieniu zrezygnowałem. Stwierdziłem, że to przez wczrajsze wydarzenia... no i położyłem Cię do łóżka, a sam zasnąłem obok... - mówił. Teraz dopiero to wszystko do mnie wróciło. Tamten wieczór, ten facet, jego dotyk... Fuu.
- Dziękuje - wyszeptałam i pocałowałam go w usta.
- Za co ? - zapytał zdziwiony.
- Za wszystko. Nawet nie chcę myśleć co by było gdybyś się nie zjawił.. - mówiłam, a do moich oczu napłynęły łzy.
- Cii. Nie myśl o tym. Wszystko będzie w porządku. - powiedział, a ja wtuliłam się w niego.
- Jakie masz plany na dziś ? - zapytał..
- Hm. Chyba żadne... - mówiłam ociągając się.
- W takim razie zabieram Cię do siebie, tzn. do nas.. znaczy do naszego hotelu. - mówił.. Szczerze mówiąc nie miałam na to najmniejszej ochoty. Nie po wczorajszej kłótni. Teraz to już na pewno jestem w ich oczach nikim..
- Wiesz nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Myślę, że lepiej będę jak zostanę - mówiłam ociągając się..
- Nie ma nie !. Idziemy i koniec. Nie zostawię Cię tu samej.. - powiedział. Nie chętnie zgodziłam się. W sumie nie pozostawił mi innego wyboru. Wstałam i poszłam się ubrać. Ryan poszedł już na dół. Zastanawiałam się co robi, bo cały czas dochodziły do mnie jakieś dziwne dźwięki. Okazało się, że mój kochany przyjaciel postanowił przygotować nam śniadanie. Było naprawdę dobre. Cholera, mieć takiego chłopaka to prawdziwy skarb - myślałam. Po śniadaniu udaliśmy się do ich tymczasowego miejsca zamieszkania (xd). Już na korytarzu spotkałam Christiana, który powitał nas z uśmiechem. W przciwieńswie do Caitlin, która chodziła obrażona i do nikogo się nie oddzywała. Nawet nie było tak źle. W końcu nawet i nasza księżniczka zaczęła rozmawiać. Jak zostałyśmy same okazało się, że wcale nie jest aż takim pustakiem. Zrozumiałam, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie. Jest całkiem podobna do mnie. Z charakteru oczywiście... Do czasu aż nie pojawił Bieber. Wtedy jej zachowanie zmieniło się o 360o, ale zrozumiałam, że dziewczyny już tak mają. Cały dzień upłynął w niezwykle szybkim tempie... W międzyczasie doszło do kłótni. Mojej z Bieberem rzcz jasna. Wiedziałam, że tego nie chciał dlatego dawało mi to jeszcze większą satysfakcję...Po całym dniu zmęczona wróciłam do domu, gdzie Weronica już czekała. Dawno jej nie widziałam - przyznałam. Porozmawiałyśmy chwilę, po czym położyłam się spać.. Dziwnym trafem nie mogłam zasnąć. Przez cały czas miałam dziwne rzeczy przed oczami. Nagle w moje okno coś uderzyło. Pewnie gałąź lub coś - pomyślałam, jednak z lekka się przeraziłam. Nie zdziwiło mnie to. Po ostatnich wydarzeniach będzie to normą. W dodatku w tej chwili rozległ się dzwięk mojego telefonu. Spokrzałam na wyświetlacz. "1 nowa wiadomość". Numer był nieznajomy. "Wyjdź na balkon..." - przeczytałam i cała zadrżałam. Wystraszyłam się, jednak coś mnie intrygowało żeby wyjść. Zastanowiłam się przez chwilę. Przecież nic złego nie może się stać - powiedziałam sama do siebie. W lekkiej luźnej bluzce i bokserkach (takich damskich xd), uchyliłam okno i wyszłam na balkon. Rozejrzałam się dookoła. Panowała tu kompletna cisza. Tylko szelest drzew można było usłyszeć dokładnie się przysłuchując.
Nagle usłyszałam głośny dźwięk dochodzący z ogrodu.
- Hey. - ktoś wyszeptał. Rozpoznałam głos chłopaka. Odetchnęłam z ulgą. To nie mógł być mój prześladowca, niestety nadal nie widziałam jego twarzy.
- Kim jesteś ? - zapytałam również szepcząc. Chłopak próbował wejść na balkon. Po kilku próbach udało mu się. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Był to.. Justin.
- To ty ? - zapytałam zdziwiona.
- To ja.. - mówił nie pewnie.
- Co ty tu robisz o tej godzinie ? - zapytałam.
- Nie mogłem zasnąć.. - powiedział i uśmichnął się słodko. Nie wiem dlaczego, ale spodobało mi się, jednak nie pozwalałam się zbić z tropu.
- I przyszedłeś tu, bo..?
- Chciałem Cię o coś zapytać - wydukał.
- No to pytaj - powiedziałam i wpuściłam go do środka.
- Dlaczego, dlaczego ty mnie tak nie lubisz ? - spytał. Ty pytaniem mnie zaskoczył. Nie zabardzo wiedziałam co powiedzieć.
- A dlaczego mam cię lubić ? - próbowałam uciec od odpowiedzi.
- Pewnie myślisz, że jestem jakimś samolubnym egoistą prawda ? - zapytał, a ja przytaknęłam.
- Ale tak nie jest. Naprawdę uwierz mi - powiedził dotykając mojego ramienia. Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz. Czułam, że w środku płonę, ale nie wiedziałam dlaczego...
****
Jest 7. Komentarz Pauli mnie zmobilizowal. Postanowilam. Nie zawieszam bloga !. Będę pisać, tak często jak mi czas na to pozwoli. Do jutra ? ....

piątek, 20 maja 2011

6. Wiedziałam, że kolejne dni będą dla mnie koszmarem, ale miałam jego i to mi wystarczało.

Chłopak miał na sobie szarą bluzę z kapturem i ciemne okulary. Za to dziewczyna wyglądała jak typowy plastik.
- Heey ! - zawołał w ich stronę Christian. Podeszli do nas.
- To jest moja siostra Caitlin i nasz przyjaciel Justin - powiedział zwracając się do mnie. Chłopak zdjął okulary. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że miał na myśli Biebera..... Zamurowało mnie. Dopiero teraz wszystko składało się w jedną całość. Zastanawiałam się skąd Ryan był na koncercie. Teraz wszystko już jasne.
- Poznajcie się. To jest Lauren - powiedział Christian zwracając się do nich.
- Czeeść - wydukałam. Nadal byłam całkiem zdezorientowana. Oni wydawali mi się tacy normalni, więc jak mogą się z nimi przyjaźnić?. Chciałam jak najszybciej uciec, ale wyszłabym na jakąś dziwną, dlatego dla dobra ich opinii o mnie zostałam. Oczywiście nie od razu zaczęłam atakować.
- Christian, to "coś" jest Twoją siostrą ? - wyszeptał, ale na tyle głośny by usłyszała. Przytaknął. Nie wiedział za bardzo jak ma zareagować. Nie chciał trzymać żadnej ze stron.
- Coś ? - syknęła dziewczyna mierząc mnie groźnym spojrzeniem.
- Gdzie wy ją znaleźliście ? Pewnie na ulicy... - mówiła. Nie ruszało mnie to. Jestem przyzwyczajona do krytyki, w końcu chodzę do szkoły z plastikami... Dalej drążyłam. Zaczęłyśmy się kłócić. Chłopacy stali z boku i przyglądali nam się. Byli w szoku...
- A może ty mi po prostu zazdrościsz ? - zapytała.
- Niby czeego ? Twojej pustoty ? Chyba raczej niee. - warknęłam.
- Może tego ? - powiedziała zbliżając się do Justina i składając na jego ustach pocałunek. Myślałam, że oszaleję. Ona naprawdę myślała, że zazdroszczę jej chłopaka ?
- Tego mam Ci zazdrościć ? Żartujesz sobie ? - drążyłam. Nasza kłótni nie była już zwykłym "jechaniem" po sobie. Teraz wyglądała naprawdę groźnie. Mało nie doszło do rękoczynów. Niestety chłopacy w porę odciągnęli nas od siebie...
- Mam tego dosyć - wykrzyczałam i odeszłam.. Biegłam pośród cichej i ciemnej nocy. Wiedziałam, że ktoś jest za mną. Powoli zbliża się do mnie. W końcu przystanęłam, a cień tej osoby odbijający się wśród jasnych latarni, był coraz bliżej. Słyszałam cichy szelest. Ogarnęła mnie panika. Wiedziałam, że nie jest to ani Christian ani Ryan. Pierwszy raz od dawna poczułam lęk.. Było ciemno i pusto. Pośród tych alejek byłam tylko ja i ten osobnik. Miałam złe przeczucia. Nagle poczułam czyiś dotyk na mojej szyi. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Ten dotyk wydawał mi się dziwnie znajomy. Odwróciłam się. Przede mną stał wysoki, ciemny chłopak, złudzająco przypominający mi kogoś. Nie wiedziałam skąd, ale wiedziałam, że go znam. Zbliżył się do mnie, lecz ja gwałtownie się odsunęłam..
- Czego chcesz ? - zapytałam udając twardą.
- Może trochę grzeczniej...
- Może nie ? - moja panika wzrastała...
- Kim jesteś ? - pytałam.
- Nie martw się znamy się....
- Znamy. Niby skąd ?
- Nie mów, że mnie nie pamiętasz... to ja Michael.. - powiedział wprowadzając mnie w osłupienie.
- Żartujesz sobie ?. Nie znam Cię... Powiedz mi kim ty do cholery jesteś ?! - krzyczałam. Nie panowałam już nad sobą. Byłam zdenerwowana i bardzo wystraszona.
- Powiedziałem przecież... jestem Michael... - powiedział i przyciągnął mnie do siebie.. chciałam się wyrwać, ale on był silniejszy..
- Zostaw mnie w spokoju ! Rozumiesz ! Nie wieżę Ci ! Jesteś jakimś pedofilem ! - krzyczałam jak opętana. Nic sobie z tego nie robił.
- Zamknij się - warknął. Próbował włożyć swoją rękę pod moją bluzkę, ale w porę ją wyrwałam. Byłam przerażona. Zaczęłam wrzeszczeć. Miałam nadzieję, że ktoś to usłyszy. Mój prześladowca popchnął mnie i upadłam na ławkę. Wiedziałam czego chciał.. modliłam się żeby ktoś się zjawił. Niestety na darmo. Nikt się nie zjawiał.... Darłam się jak opętana. Przecież ktoś musiał słyszeć !. Facet próbował zdjąć moją bluzkę.... zaczęłam płakać. Czułam obrzydzenie do samej siebie.. Nagle usłyszałam, że ktoś się zbliża. Mężczyzna również to zauważył dlatego cofnął się i uciekł. W oddali ujrzałam... Ryana. Kamień spadł mi z serca. Od razu pobiegłam w stronę chłopaka i rzuciłam się na niego. Widać nie miał mi tego za złe, wręcz przeciwnie.. zbliżył swoje usta do moich i złożył na nich delikatny pocałunek. Całował mnie jak jakiś szaleniec.. nie potrafiłam się oprzeć. Przecież sama też tego chciałam. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Nasze oddechy były nie równe.. Ponownie wtuliłam się w niego. W końcu poczułam się bezpieczna. Objęci udaliśmy się do domu. Bałam się sama w nim być. Weronica gdzieś wyparowała...
- Mógłbyś zostać jeszcze chwilę ? - spytałam.
- Jaasne dla Cb wszystko - powiedział. Aww. To było takie słodkie. Poszłam do łazienki aby wziąć prysznic. Musiałam zmyć z siebie to wszystko. Czułam na sobie tego faceta. Cały czas miałam go przed oczami. Teraz wszystko będzie inne. Na zawsze to pozostanie w mojej pamięci. Wiedziałam, że kolejne dni będą dla mnie koszmarem, ale miałam jego i to mi wystarczało...
***
Przepraszam, że taki krótki ; (. Ale nie mam czasu i siły. Pomału zaczyna mnie to przerastać. Podjęłam już decyzję... jaką ? Dowiecie się za kilka dni.
Chcę podziękować za tyle wejść ; *. Wielkie dzięki. Bez Was nie było by to możliwe. I jeszcze miałam napisać, że Adam i Jędrek są fajni ;). Chociaż osobiście mam inne zdanie, ale prosili mnie hahaaha ;>. Następny niebawem...

środa, 18 maja 2011

5. My się już chyba znamy prawda ?.

Weszłam do domu i ściągnęłam buty. Cały czas miałam przed oczami tamtego chłopaka. Miałam cichą nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Wzięłam bardzo długą kąpiel. Wanna to moje ulubione miejsce do myślenia (od.Adama xd). Tutaj zawsze czuję się taka lekka i zrelaksowana, taki mój mały raj.. Zastanawiałam się jak Weronica się bawi i czy wytrzyma to spotkanie psychicznie. Myślałam o tym chłopaku, Ryan miał na imię prawda ? - mówiłam. Musiało to wyglądać dziwnie i gdyby ktoś to widział pomyślałby, że jestem jakąś idiotką. W końcu gadam sama ze sobą. Nagle usłyszałam dźwięk wydobywający się z mojego iPhona, który oznaczał nadejście sms-a. Jedną ręką chwyciłam telefon i przeczytałam wiadomość.
"Powiedziałaś ,,Do widzenia". To kiedy się widzimy ?. Ryan." - czytając to uśmiechnęłam się sama do siebie. Szczerze mówiąc czekałam z nadzieją na to, że się odezwie. Pospiesznie odpisałam.
"Hm. Jestem tu całe wakacje, więc zdaję się na Ciebie ;). Lauren".
Nie czekałam długo na odpowiedź.
"Proponuję pobliski park. Jutro o 14. Ryan". - byłam tak szczęśliwa, że omal mów telefon nie wylądował w wodzie.
"Okey mi pasuje. Będę na pewno. Lauren." - napisałam, po czym do reszty oddałam się relaksowi. W końcu cała pomarszczona (od.Adama ;)) wyszłam z wanny i ubrałam szlafrok. Zeszłam na dół udając się do kuchni, aby uszykować kolację. Zjadłam ją z wielkim apetytem, oglądając TV. Spojrzałam na zegarek. Było już dawno po północy. Zaczynałam się trochę martwić. Z nudów zaczęłam oglądać jakąś romantyczną komedię. Fuu. Nie lubię romansów, ale dziś obejrzałam go z przyjemnością. Widać musiała być bardzo nudna, bo w końcu przysnęłam. Obudził mnie dopiero dźwięk otwierania domu przez przyjaciółkę. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła trzecia.
- Wow. Nieźle zabalowałaś, ale nie będę ciocią prawda ? - zapytałam ze śmiechem.
- Marzeniaa. - powiedziała wywracając oczyma.
- No to opowiadaj - mówiłam.
- Hm. No, więc było zajebiście do czasu aż nie pojawiła się Caitlin - powiedziała ze smutkiem.
- Cait..... co ? - zapytałam robiąc minę w stylu "WTF?"
- Caitlin. To dziewczyna Justina - wymamrotała. Ah. No to już rozumiem.
- Nie martw się. Nie są Ciebie warci - próbowałam ją pocieszyć.
- Pójdę już. Jestem bardzo zmęczona... - powiedziała i poszłam na górę. Sama też się tam udałam. Byłam trochę zawiedziona, że nie powiedziałam jej o Ryanie, ale uznałam, że to nie najlepszy moment. Położyłam się i zasnęłam. Następnego ranka obudziłam się w cudownym humorze. Pierwszy raz od dawna byłam tak szczęśliwa. Czułam się bardzo wypoczęta. Spojrzałam przez okno. Zapowiadał się bardzo ciepły dzień. Chwila... - zerknęłam na wyświetlacz mojego iPhona. Cholera !. Jest po 13 !. Ależ sobie pospałam. Normalnie nie zrobiłoby to na mnie najmniejszego wrażenia, ale nie dziś gdy byłam umówiona. Udałam się do łazienki i wykonałam codzienną poranną toaletę. Po skończeniu podeszłam do szafy i wyrzuciłam wszystkie ciuchy. W co tu się ubrać ? - zastanawiałam się głośno. W końcu wybór padł na biały top z nadrukiem, krótkie spodenki jeansowe i niebieskie Nice za kostkę. Pospiesznie chwyciłam moją beżową torebkę i wybiegłam z domu. Miałam nadzieję, że zdążę. Biegłam najszybciej jak tylko potrafiłam. W końcu przekroczyłam wejście parku. Była 13:55. Uff - odetchnęłam z ulgą. Szłam alejkami rozglądając się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. W końcu ujrzałam go w oddali. Był na desce. Gdy mnie zobaczył od razu ruszył w moją stronę. Chyba nie był sam, ale nie jestem pewna. Nie widziałam do końca.
- Hey. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- O czeeść ! - odpowiedziałam.
- To jest ... Christian mój przyjaciel - powiedział a zza niego wyłoniła się postać chłopaka. Zamurowało mnie. Przecież to był ten sam chłopak, z którym zderzyłam się w parku ! On również wydawał się być speszony całą tą sytuacją.
- A to jest Lauren, moja nowa znajoma - powiedział zwracając się w stronę chłopaka.
- My, my się już chyba znamy prawda ? - wydukał podając mi dłoń. Przytaknęłam. Ryan stał i patrzył na nas zdezorientowany.
- Jak to znacie ? - zapytał.
- Mieliśmy mały wypadek w parku kilka tygodni temu - odpowiedziałam. Po tych słowach zmierzył Christiana groźnym spojrzeniem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nasze rozbawienie przerwał wyraźnie wkurzony Ryan.
- Może już wystarczy ? Umiesz jeździć ? - zwrócił się do mnie wskazując deskę.
- Nie wiele - powiedziałam z wyrzutem. Nie lubiłam się chwalić swoimi umiejętnościami, wręcz je ukrywałam.
- Hm, nie wiele czyli coś tam umiesz. Pokażesz nam ? - zapytał
- Muszę ? - mówiłam ociągając się.
- To był rozkaz - powiedział Christian uśmiechając się złowieszo i podał mi deskę. Stanęłam na niej i wjechałam na rampy (dużo inne niż te nasz ; d). Jeździłam w przeciwne strony robiąc przy tym różne "triki". Spojrzałam na chłopaków, którzy patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Fakt na pierwszy rzut oka, nikt nie przypuszczałby, że potrafię jeździć. Po skończeniu głośno wiwatowali.
- Nie źle - powiedzieli równo. Przez resztę dnia śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Wcale nie przeszkadzało mi to, że byłam w towarzystwie samych chłopaków.
- Jak właściwie znalazłaś się na koncercie Biebera ? - zapytał w trakcie rozmowy Ryan.
- Ah. To długa historia, ale muszę przyznać, że był to czysty przypadek, bo ogólnie nie przepadam za nim - powiedziałam i opowiedziałam im całą historię. Zrobiło się już bardzo późno i nie było widać żadnej żywej duszy. Prócz nas oczywiście. Nigdy nie przypuszczałabym, że w tym mieście może być tak cicho i pusto. Tylko w oddali zauważyłam idących ludzi. Konkretnie 2 osoby. Ku mojemu zdziwieniu zbliżali się w naszą stronę. Dostrzegłam chłopaka i dziewczynę. Chłopak miał na sobie szarą bluzę z kapturem i ciemne okulary. Za to dziewczyna wyglądała jak typowy plastik.
- Heey ! - zawołał w ich stronę Christian. Podeszli do nas.
- To jest moja siostra Caitlin i nasz przyjaciel Justin - powiedział zwracając się do mnie. Chłopak zdjął okulary. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że miał na myśli Biebera....
****
Obiecałam no i jest. Chciałam podziękować osobie o nicku "Panda" za to, aby napisać komentarz specjalnie założyła konto. Jeszcze raz dzięki ; *. Mamy już prawie 2000 wejść, za co drugie dzięki. Nadal nie podjęłam decyzji o dalszym pisaniu. Myślę, że w ciągu najbliższych tygodni zawieszę na pewnie czas bloga. Potrzebuję dłuższej przerwy i chcę sprawdzić czy ktoś to czyta, bo nie ma sensu abym pisała sama dla siebie, przecież nie o to chodzi. Tyle na dziś.. Do następnegoo...

poniedziałek, 16 maja 2011

4. Spojrzałam w jego oczy i tylko się uśmiechnęłam.

Miałam wrażenie, że ten lot jest jakby początkiem czegoś nowego.
- Czuję, że zdarzy się tam coś niezwykłego - wyszeptałam ...
Po półgodzinnym locie wylądowaliśmy. Byłam szczęśliwa, że wszystko było bez komplikacji. Na lotnisku już z daleka witali nas z uśmiechem moi dziadkowie.
- Lauren, Weronica, ależ wyrosłyście ! - powiedziała na przywitanie babcia i mocno nas przytuliła. Taak to cała babcia.
- Strasznie się za Wami stęskniłam - mówiłam (albo pierdoliłam xd jak twierdzi mój tata ;)).
- Drogie panie może już wystarczy. Zbierajmy się, bo chyba nie będziemy tu tak stać. - powiedział dziadek, po czym spojrzał w górę. Faktycznie pogoda robiła się nieciekawa. Zapakowaliśmy nasze walizki do ogromnego Jeppa dziadka. Jechaliśmy mijając kolejne zakamarki miasta. Każdy z nich miał dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Przejeżdżając przez ulice i spoglądając na nie przez szybę, moje wpomnienia wracały. Krążyłam wzrokiem szukając mojego ulubionego miejsca z dzieciństwa. O jest ! Mój ukochany plac zabaw. Spędzałam tu każdą wolną chwilę... Ależ tu się wszystko pozmieniało. Zresztą ja też się zmieniłam. Poprzednio będąc tu cieszyłam się z każdej chwili życia, a teraz co ? Stałam się jakimś dziwolągiem zamkniętym w sobie. Muszę coś w sobie zmienić. Całą drogę milczeliśmy, tylko babcia cały czas gadała, aż w końcu dzadek ją uciszył. Po kilkunastu minutach byliśmy pod domem. O ile można go tak nazwać. Bardziej przypominał jakiś hotel lub apartamentowiec. Taak. Moja rodzina kocha luksus, na który niestety może sobie pozwolić. Nasza sytuacja materialna jest wysoko ustabilizowana. Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, od najmłodszych lat mama wmawiała mi, że nieważne kim człowiek jest zewnątrz, ale wewnątrz. Niestety teraz i ją to trafiło. Liczy się tylko praca i kasa... Można powiedzieć, że przez ostatnie lata wychowałam się sama. Zabrałyśmy nasze walizki i poszłyśmy rozpakować się do swoich pokoi. Na kolację postanowiłyśmy zamówić pizzę, ponieważ dziadkowie musieli już jechać. W czasie oczekiwania bardzo nam się nudziło, dlatego postanowiłyśmy poprzeglądać zdjęcia. W większości były jeszcze czarno-białe. Między jednymi znalazłam kopertę. Była bardzo zakurzona. Przez chwilę zastanawiałam się czy powinnam ją otworzyć, ale przecież to nic złego prawda ? Był w niej krótki list. Chciałam go przeczytać, ale przyjaciółka wyrwała mi go z rąk.
- Ey co robisz ? - wysyczałam.
- Lauren chyba nie powinnaś tego robić - spojrzała na mnie surowym wzrokiem.
- Racja przepraszam zagalopowałam się - udałam skruchę. Nie drążyłyśmy już tego tematu, bo właśnie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Był to oczywiście dostawca pizzy. Pospiesznie zapłaciłam podaną sumę i zamknęłam drzwi. Karton z pizzą położyłam na stole, sama udałam się do kuchni, gdzie Weronica rozkładała już talerze. Rozłożyłyśmy wszystko, usiadłyśmy i zaczęłyśmy pochłaniać nasze porcje (tak jak ten odkurzacz w Teletubisiach ; d). Z przejęciem Werca opowiadała o jutrzejszym wieczorze. Przeżywała jakby nie wiem co o było. Zresztą próbowałam się jakoś wykręcić i lepiej wykorzystać ten czas, ale ona nie dawała za wygraną. Około 23:30 położyłyśmy się spać. Rano obudził mnie krzyk dobiegający z sąsiedniego pokoju. Przerażona pobiegłam zobaczyć co się stało. Wchodząc ujrzałam siedzącą na łóżku całą roztrzęsioną Werr.
- Co jest ? - zapytałam z troską.
- Lauren, ja, ja nie mam się w co ubrać ! - wykrzyczała. Tą odpowiedzią mnie wyprowadziła z równowagi.
- Straszneee. Na pewno on zwróci na to w co jesteś ubrana, o ile wg zwróci - parsknęłam i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam, że resztę dnia spędzę w łóżku. Tak też zrobiłam. Nie miałam ochoty przez cały dzień słuchać o "problemach" mojej przyjaciółki. Wzięłam laptopa i poszperałam trochę w sieci. Około godziny 17:30 zeszłam na dół aby coś zjeść. Po zjedzeniu poszłam się wykąpać. Nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Wysuszyłam włosy i zaczęłam się ubierać. Nie miałam problemu z wyborem ciuchów. Postawiłam na to co zwykle. Luźny top, krótkie spodenki jeansowe i moje ulubione fioletowe trampki. O tak ! Kocham ten kolor. Zrobiłam delikatny makijaż podkreślając rzęsy tuszem, a usta błyszczykiem. Co do włosów postawiłam na naturalo=ność. Zostawiłam takie jakie były po wysuszeniu. Było po 19, więc zaczęłyśmy się zbierać. Kiedy dojechaliśmy już na miejsce doznałam szoku. Nigdy w życiu nie widziałam tyle ludzi w jednym miejscu .. No dobra , może raz jak w centrum handlowym w L.A były wyprzedaże .. No , ale wracając do tematu. Stanęłyśmy w tej długaśnej kolejce i czekałyśmy , aż zaczną nas wpuszczać na halę. Koncert miał rozpocząć się o 21:00. W tym dniu nie miałam zbyt dobrego humoru głównie ze względu na to , że musiałam jechać na koncert artysty którego tak bardzo nienawidziłam . Zrobiłam to tylko dla Werr, bo jest przecież moją najlepszą przyjaciółką . Wchodząc podałyśy nasze bilety grubemu, czarnoskóremu gościowi (nie Weronika, to nie był Kenny ;P) Około godziny 20 ta ogromna hala na której miał odbyć się koncert zaczęła się wypełniać . Razem z Weronicą miałyśmy złote bilety , więc stałyśmy w pierwszym rzędzie. Nigdy nie widziałam mojej przyjaciółki w takim stanie! Była tak zajarana , że masakra . XD Aż w końcu zaczęło się . Biebs latał po tej wielkiej scenie i wydawał z siebie okropne dźwięki , które niektórzy nazywają śpiewem. Nie mogłam już znieść tych krzyków .. A zwłaszcza tych ryków napalonych fanek Biebera. Najgorsze było to , że stałyśmy przed głośnikami , więc hałas był naprawdę nie do zniesienia. Po jakiś 20 minutach stwierrdziałam , że dość tego , bo za chwilę tam ogłuchnę.
- Weronica ja stąd wychodzę , bo nie mogę już tego znieść. Spotkamy się u mojej babci. Weź samochód , ja wezmę taksówkę. Paa ! powiedziałam , po czym pocałowałam ją w polik ,włożyłam bilet do jej torebki i wyszłam. Wiedziałam , że w tym momencie zrezygnowałam z czegoś o czym marzy każda fanka Justina , ale akurat mało mnie to interesowało .. Szłam przez jakiś ciemny korytarz. Zza pleców nadal słychać było wiwatowanie nieogarniętych lasek. Szłam coraz szybciej i nie zauważając jakiegoś głupiego kamienia ( właściwie nie wiem co on tam robił ) potknęłam się i przewróciłam.
- Ałćć ! krzyknęłam głośno . Czułam ogromny ból w kostce . Oparłam się o ścianę i lekko pomasowałam moją nogę . Próbowałam się podnieść , ale nie miałam siły. Nagle zobaczyłam cień jakieś osoby która zmierzała w moją stronę.
- Nic ci nie jest? zapytał jakiś głos .
- Przepraszam , nie widzę Cię , mógłbyś zapalić światło ? -
Chłopak rozejrzał się po korytarzu i po krótkich poszukiwaniach znalazł włącznik od światła. Podszedł z powrotem w moją stronę .
- To jak ? Nic Ci nie jest ? - zapytał ponownie .
- Yyy , nie chyba nie . Ale czuje ból w kostce i nie mogę się podnieść . skrzywiłam się. Mógłbyś pomóc mi wstać ? uśmiechnęłam się w jego stronę . Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym podał mi dłoń i podciągnął w swoją stronę .
- Ałłł .. - wysyczałam pod nosem .
- Ochh .. pewnie zwichnięta . powiedział chłopak . Spojrzałam w jego oczy i tylko się uśmiechnęłam. Miał śliczne niebieskie tęczówki . Awww .. jak ja uwielbiam ten kolor ..
- Chodź , poszukamy pomocy. Na pewno gdzieś w pobliżu stoi jakaś karetka czy coś . powiedział przerywając moje przemyślenia.
- Karetka ? A co ma tutaj robić karetka ? spytałam ze zdziwieniem .
- No jak to co ? A jak jakaś zwariowana fanka Biebera zemdleje na jego widok to będzie potrzebna jej pomoc , co nie ? powiedział po czym wybuchnął głośnym śmiechem .
- Aa . No tak . Nie wiem zupełnie nic na temat tej gwiazdki . - podrapałam się po głowie i zapytałam. A jak ty właściwie masz na imię ?
- Ja jestem Ryan . Podał mi rękę i lekko uścisną . A tyy ?
- Ja jestem Lauren , ale mów jak chcesz . odwzajemniłam uścisk. Ryan objął mnie w pasie i zapytał :
- Możesz iść . ? spojrzałam na niego po czym zrobiłam mały kroczek .
- Ałłł .. wyszeptałam . Chyba nie ! spojrzałam na niego z niepewnością .
- No to nie mamy wyboru .. wzruszył ramionami po czym wziął mnie na ręce.
- Achh , jaki dżentelmen pomyślałam . Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Rozglądałam się dookoła, aż w końcu zauważyłam karetkę pogotowia.
- Oooo , tam ! Wskazałam palcem . Kiedy doszliśmy do ambulansu opowiedziałam wszystko pielęgniarce.
- Gipsu tu nie potrzeba . Wystarczy tylko posmarować maścią i zabandażować ! puściła oczko w moją stronę . Po tych słowach odetchnęłam z ulgą . Kobieta zrobiła to co potrzeba i wypisała receptę.
- Teraz tylko proszę jechać do domu i odpoczywać .
- Dobrze .. wyszeptałam i wstałam .
- Mógł byś mi pomóc ? - spojrzałam kątem oka na chłopaka . Ten chwycił mnie pod ramie i pomógł wyjść z karetki .
- Dziękuję Ci bardzo za pomoc . Teraz pozwól tylko , że zadzwonię po taksówkę zakomunikowałam po czym zaczęłam grzebać w torebce i szukać telefonu .
- Daj spokój ! Podwiozę Cię ! powiedział pewnym głosem Ryan.
- Naprawdę ? Byłoby świetnie .. odparłam i poprawiłam sobie włosy . - To chodźmy , tam stoi mój samochód ! - chłopak wskazał palcem na jakiś sportowe auto. Ruszyliśmy w jego stronę . Wsiedliśmy po czym Ryan odpalił samochód. Jechaliśmy jakieś 20 min . Przez cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się aż w końcu dojechaliśmy na miejsce . Chciałam już wychodzić, a właściwie chwyciłam już klamkę kiedy chłopak zapytał :
- Poczekaj .. Może zostawiłabyś mi swój numer telefonu . ? spojrzał na mnie nieśmiałym wzrokiem.
- Jasne . Nie mam nic przeciwko temu ; ) Ale ty też dasz mi swój ! Wyciągnęłam telefon z torebki i dałam go koledze . On dał mi swój . Zapisałam swój numer i oddałam .
- No , to na razie ! Dziękuje Ci za wszystko i mam nadzieje , że jeszcze się spotkamy ! - pocałowałam go w policzek i grzecznie wyszłam z samochodu . Pod drzwiami obróciłam się tylko do tyłu i pomachałam kierowcy . Muszę to przyznać .. chłopak bardzo mi się podobał....
****
Jest 4 ;). Trochę dłuższy, ale muszę Wam to wynagrodzić. Niestety mam teraz mniej czasu i rozdziały będą co drugi dzień, a może nawet rzadziej. Nie mam siły ani pomysłu na dalsze rozdziały.. nie wiem czy jest sens piasać i czy wg ktoś to czyta. Podejrzewam, że nie i pewnie wkrótcę zawieszę bloga na pewien czas. Tyle na dziś...

czwartek, 12 maja 2011

3. Miałam wrażenie, że ten lot jest jakby początkiem czegoś nowego.

Chciałam to jak najszybciej przerwać, ale nie mogłam... po chwili oderwaliśmy się od siebie. Chciałam uciec jak najdalej, lecz stwierdziłam, że nie byłoby to w porządku. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Pierwszy raz od ponad 3 lat całowałam się z kimś. Byłam zła na siebie. Obiecywałam przecież sobie, a teraz co ? Do moich oczu napłynęły łzy...
- Przepraszam, muszę się przewietrzyć - powiedziałam i wyszłam na taras. Usiadłam na schodach i zamknęłam oczy. Myślałam o mim dotychczasowym życiu uczuciowym. Część mnie chciała poczuć smak prawdziwej miłości, ale druga jej nie pozwalała. Dlaczego mnie to spotyka ? Cholera - powiedziałam sama do siebie i w tej chwili poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się i ujrzałam.. nikogo innego jak Davida. Był ostatnią osobą, którą chciałam teraz widzieć.
- Wszystko w porządku ? - zapytał z troską.
- Tak, to znaczy nie, a zresztą... - wydukałam. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy. Wydawały mi się jakieś inne niż dotychczas... próbował zbliżyć się do mnie i przytulić, jednak gwałtownie się odsunęłam.
- Coś nie tak zrobiłem ? Myślałem, że Ci się podobało - mówił.
- To źle myślałeś - mruknęłam. W jednej chwili uśmiech z jego twarzy zniknął. Patrzył na mnie z wyrzutem jakbym właśnie zabrała mu kogoś bliskiego. Nie mogłam tego znieść..
- Przepraszam poniosło mnie. Podobało mi się, ale..
- Ale co ? Skoro Ci się podobało to w czym problem ? - pytał zdziwiony.
- Nic, tak może i podobało, ale nie powinnam tego robić - wysyczałam.
- Nie rozumiem. Dlaczego nie powinnaś ? - pytał dalej. Wykończona opowiedziałam mu całą historię.
- Przecież to było dawno temu.. powinnaś zapomnieć - znów próbował mnie objąć...
- Tak powinnam, ale nie potrafię ! - wykrzyczałam, tym razem nie wyrywałam się już. Wtuliłam się w niego. Potrzebowałam bliskości. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę, po czym wróciliśmy z powrotem do wszystkich. Usiedliśmy i zabawa trwała dalej. Około północy wszyscy zaczęli się zbierać. Pożegnaliśmy się i wyszli. Znów zostałam sama w tym pustym domu. Wykończona rzuciłam się na łóżko. Leżałam w milczeniu. Mój wzrok krążył po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Mój wzrok zatrzymał się w końcu na.. płycie Justina Biebera. Pospiesznie chwyciłam ją i znów leżałam na łóżk. Zaczęłam ją przeglądać. O dziwo nie miałam ochoty jej wyrzucać, wręcz pzeciwnie. Miałam dziwne wrażenie jakby coś się we mnie zmieniło. Spoglądałam w spokojną twarz chłopaka z okładki. Pierwszy raz zauważyłam w nim kogoś normalnego, a może to były tylko złudzenia ? Patrząc na niego zastanawiałam się kim jest naprawdę i kto ma rację. Czy jest taki jak opisują go fani kochany,normalny i troskliwy chłopak, czy też wylansowany, samolubny i egoistyczny pozer ?. Bardziej pasowało mi to drugie, bo przecież każda znana osoba jest pusta, tak jak plastiki z mojej klasy. Powoli rozdarłam płytę z bezbarwnej folii. Otwarłam ją. W środku była szara płyta. Napisane było na niej "My World 2". Hm mój świat. Ciekawe... Oczywiście jak każda płyta kogoś znanego musiała zawierać masę jakiś ulotek reklamowych. Jedna z nich szczególnie przykuła moją uwagę. Był to mały żółty (wielu nazwałoby go złotym) prostokącik. Był zapakowany w coś dziwnego co jeszcze bardzie wzbudziło moją ciekawość. Pospiesznie otwarłam to. Okazało się, że są to 2 prostokątne tekturki. Były identyczne. Między nimi była mocno zwinięta kartka. Rozwinęłam ją, moja ciekawość wzrastała z sekundy na sekundę. Było tam napisane coś dziwnego.
"Gratulacje ! Zostałeś/aś właśnie posiadaczem złotego biletu. Masz jedyną, niepowtarzalną szansę spotkania swojego idola. Prosimy o jak najszybszy kontakt z firmą "Scotter.Br". Dziękujemy i życzymy udanego spotkania.".
- O co tutaj chodzi ? - mówiłam sama do siebie. Chciałam zadzwonić do Werr. Ona na pewno będzie wiedziała o co chodzi. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła pierwsza. Z początku odpuściłam sobie, ale moja ciekawość wygrała. Wzięłam telefon i wybrałam nr przyjaciółki. Całe szczęście jeszcze nie spała. Zaczęłam mówić, ale ona nagle się rozłączyła. Leżałam zdezorientowana, po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Lekko się przeraziłam. Kto to może być o tej porze? Pewnie ktoś czegoś zapomniał. W drzwiach stała cała podekscytowana Werca.
- Co jest ? Dlaczego jesteś taka podniecona (xd) ? - pytałam. Dopiero gdy wszystko mi opowiedziała zrozumiałam jej zachowanie. Okazało się, że jest to jakiś "złoty bilet", który daje Ci szanse na spotkanie JB.
- I co, i co masz zamiar zrobić ? - pytała.
- Nic, a niby co mam zrobić ? - mówiłam z obojętnością.
- Co ? Ale jak to nic ? Przecież taka szansa jest jak jedna na kilka milionów ! - krzyczała.
- Spokojnie. To tylko spotkanie. Przecież to nic wielkiego. - mówiłam.
- Dlaczego ? Proszę Cię, proooszę..- mówiła robiąc przy tym oczka kata ze Shreka. (;d).
- Nie ma mowy. Nie mam najmniejszego zamiaru...
- Prooszę ! - błagała. Uh. Miała ciężki charakter. Wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści.
- Okey. Niech Ci będzie, ale robię to tylko dla Ciebie. I pojedziesz ze mną. - wydukałam.
Uradowana przytuliła mnie mocno, po czym zadzwoniła do swojej mamy z wieścią, że zostaje u mnie na noc. Jak zwykle całą noc przegadałyśmy. Zasnęłyśmy dopiero nad ranem.. Kolejne dni mijały, koniec roku szkolnego zbliżał się wielkimi krokami, zostało bowiem do niego kilka dni, tak jak i do wyjazdu. Weronica bardzo się cieszyła, ja po cichu też. Planowany koncert ma się odbyć 2 dnia naszego pobytu w L.A.
Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany dzień. Odświętnie ubrane kroczyłyśmy wzdłuż długiej sali odbierając nasze świadectwa. Oczywiście były z wyróżnieniem. Po zakończeniu wraz z całą naszą ekipą wybraliśmy się na coroczne desery. Było nam trochę smutno, że będziemy musieli rozstać się na tak długo, ale cóż. Coś za coś. Nie obyło się bez długiego, czułego pożegnania. Weronica rozpłakała się, ze na tak długo będzie musiała zostawić Adama. Zresztą ja też. Przez ostatnie dni bardzo zbliżyliśmy się do siebie z Davidem.
Po odprawie na lotnisku pożegnałyśmy się z naszymi bliskimi i rozsiadłyśmy w samolocie, który wystartował i wzbił się ku niebu. Miałam dziwne uczucie. Bardzo się boję latać samolotem. Co prawda to tylko pół godziny lotu, ale zawsze coś...
Miałam wrażenie, że ten lot jest jakby początkiem czegoś nowego.
- Czuję, że zdarzy się tam coś niezwykłego - wyszeptałam
***
Jest głuupi ; / ale nie miałam pomysłu. Lecę teraz na konkurs. Do jutra paa ; *